Album Ivy

 

Iva jest mieszkanką Belgradu. 10 lat temu, gdy twórcy słynnego Memorandum Serbskiej Akademii Nauk i Umiejętności z 1986 roku, świętowali, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla Jugosławii, Europy i świata, 600-lecie bitwy na Kosowym Polu, miała 15 lat. Iva niedawno ukończyła studia. Dzisiaj ma 25 lat. Jak wszyscy młodzi ludzie pragnie spełnić swoje marzenia, nadzieje, myśli o przyszłości, pragnie poznawać świat, cieszyć się życiem, kochać... Jak wielu jej rówieśników na tej ziemi, w tej rzeczywistości...

Bośnia, Chorwacja, Vukovar, Dubrownik, Srebrenica, Tuzla, Zepa, Krajina, Sarajewo, Lazar, Milica, Patriarcha Arsenije, Arkan, Knele, Gazda Jezda, Dayton, Robert Gelbard, Richard Holbrooke, Dafiment... ta litania może trwać bez końca. Tak wiele miejsc, tak wielu ludzi. To było "środowisko", w którym pielęgnowała swoją miłość do życia Iva. Niedokończone rozmowy, nieporozumienia, kryzys, przestępstwa, "bałkańska republika bananowa", potężne fortuny, kałasznikowy, morderstwa, przemyt, prawdziwe Marlboro i "Marlboro" z Montenegro, Jugoskandik, Srpska Majka, hotel Hyatt pokój 331. Czy to wszystko? Czy to jest to, o czym Iva dowiedziała się na początku swego dorosłego życia przede wszystkim? I czy to jest to, co najbardziej wpłynęło na jej życie w ogóle? Jeśli tak, to co? Czy mamy prawo użalać się nad losem biednej istoty, która nie zna "normalnego" życia?

Nie chcę opowiadać tutaj drugiej "bajki", tej o Niebiańskich Ludziach, o monasterach w Visoki Decani czy Resava, o słońcu, przyrodzie, Dunaju, Cyganach, muzyce, tańcu, radości, Skadarlje, meczecie Bajrakli. Dzisiaj, 1czerwca, w Belgradzie kto inny opowiada swoje historie, dotyczą one czegoś innego. Kto inny jest narratorem, kto inny jest bohaterem, łotrem, ofiarą. Ktoś inny zrzuca bomby grafitowe i niszczy mosty, drogi, wraz z samochodami i autobusami, które się na nich znalazły.

A więc czy mamy opłakiwać losy Ivy i jej przyjaciół, którzy właśnie czekają, kiedy zabraknie światła, kiedy wyczerpią się zapasy wody, której akurat jeszcze jest w domu Ivy pod dostatkiem, bo jej dom jest zaopatrywany przez tę samą sieć, która dociera do pobliskiego szpitala? Pozwólmy, aby ona o tym zadecydowała. Jak odbiera to, co się wokół niej dzieje już od ponad 2 miesięcy (aptekarska dokładność serwisu NYT i AP nie jest chyba wymagana?). Te zdjęcia to oczywiście reakcja serbskiego, bałkańskiego ducha, tak radosnego i pełnego życia, na cierpienie, które uznawane jest za niesprawiedliwe.

 


 

Di Album (klik tu enlardż)

 

 


Second-last update [non-pictures of Belgrade]

Fakt, nie robiłem zdjęć podczas mojej ostatniej wizyty w Belgradzie zaraz po zakończeniu nalotów. Nie będzie więc żadnego apdejtu fotograficznego do tej kolumny. Fakt, wcale nie byłem wstrząśnięty rozmiarem zniszczeń w tym mieście. W sumie wcale nie o zniszczenia chodziło. Przynajmniej jeśli ma się na myśli budynki czy infrastrukturę. Ale z drugiej strony to nieprawda, że media (nawet te "właściwe" i "słuszne"] kłamały nas - NATO rzeczywiście wykonało swoje zadanie i upokorzyło Serbów, niszcząc wiele miejsc, które Serbowie kochają [np. prawie całowite unicestwienie dumy Nowego Sadu]. Mogłem się o tym przekonać podczas męczącej i trudnej podróży autobusem ze Skopje, zwłaszcza, gdy mijalismy Nis i później nie mogliśmy obrać normalnej trasy dla tej linii - przez autostradę, której rzeczywiście prawie nie było. Jednak jest coś o wiele bardziej smutnego i wzruszającego w tym, co zapamiętałem podczas tych kilku dni. To moi przyjaciele. Fakt, przetrwali i przeżyli. Mają się dobrze. I Milos, i Ivan, i Masan, i Obrad, no i... Iva. Z pewnością by im się to nie spodobało, gdyby to przeczytali, więc nie napiszę, co mnie w nich zaniekopoiło. Dam tylko jeden klucz, który jest chyba dla wszystkich zrozumiały: wszyscy oni sprawiali wrażenie, że są "in between", że tacy pozostaną, dopóki będą żyć w swoim kraju, dopóki nie otrzymają potwierdzenia, że zaakceptowano ich podania na stypendia w USA, Kanadzie, Australii, stypendia, po których już nie wrócą. Niby nic w tym dziwnego. Młodzi ludzi zawsze podróżowali, zmieniali miejsce zamieszkania, cele życiowe. Skoro jednak interwencja NATO miała na celu między innymi sprawić, żeby Jugosławia wreszcie stała się "normalnym krajem", skoro Time wyróżnia swoją nagrodą Zorana Dindica, to jak można tego dokonać w sytuacji, gdy nie będzie "na miejscu" nikogo, kto rzeczywiście będzie mógł żyć w zmienionym świecie, nawet jeśli będzie to świat zaprojektowany wegług standardów liberalnej, zachodniej demokracji [nie ma dzisiaj wielu ludzi w Serbii, którym ten termin nie kojarzyłby się jak najgorzej, zwłaszcza wśród młodych ludzi, nie odurzonych żądzą władzy i pieniędzy, zdobywanych na przykład w imię "demokracji" i "praw człowieka"]? Dla kogo to wszystko? Na pewno nie dla tych, którzy przepadną gdzieś w laboratoriach Oracle w Bostonie, rozpamiętując przeszłość, kulturę, słońce, miłości, których już nie ma.... Tak, nawet kanał #Serbia na IRC się zmienił. Dla kogo więc akcje, demonstracje, protesty, masowe ruchy, marsze i petycje? Dla kogo życie polityczne, którego nie ma? Nie ma? Już nie ma, jeszcze nie ma? Jest? Już jest, jeszcze jest?

 

Go there:

Democratic Party

Democratic Party of Serbia

Yugoslav Left

Serbian Renewal Movement

Civic Alliance of Serbia

 

Nie-Album

Appednix: Fragment propozycji pokojowej odrzuconej przez rząd jugosłowiański podczas rozmów w Rambouillet i w Paryżu. Lektura tego Appendixu do kontraktu, do którego zachęcał zwaśnione strony cały świat, pokazuje nam jasno, dlaczego Serbowie nie mogli się zgodzić na to, co im zaproponowano. W tym momencie atak Nato był po prostu jedyną opcją. Pozostaje się zastanawiać, komu zależało, i w jakim celu, aby stało się to, co się stało.... (Tekst po angielsku.)

 
 
Wrocław, 10.07.2000