W. Warren Wagar
Ruchy antysystemowe, prawdziwe i zmyślone, w perspektywie historycznej

 

Chciałbym tu podnieść sześć kwestii:

Po pierwsze: Podoba mi się wyrażenie "ruchy antysystemowe" ("antisystemic movements"), które pojawiło się w często cytowanym dziele z 1989 roku pod tym samym tytułem, współautorstwa moich kolegów z Binghamton: Giovanni Arrighi'ego, Terry Hopkinsa i Immanuela Wallersteina. Jednak nie zgadzam się ze sposobem, w który oni używają tego terminu. Myślę, że są rozrzutni, zbyt rozrzutni. Wśród starych ruchów antysystemowych wymieniają socjaldemokrację, komunizm, związki zawodowe i ruchy na rzecz wyzwolenia narodowego. Mówią też o "nowych" antysystemowych ruchach społecznych, do których należą ruchy pokojowe, zielonych oraz New Age, ruchy kobiece i działania na rzecz praw mniejszości. Uważam, że żaden z tych wymienionych ruchów nie był ani nie jest antysystemowy, poza kilkoma związanymi z Drugą Międzynarodówką Socjaldemokratyczną przed 1914 rokiem i niektórymi skupionymi wokół Trzeciej Leninowskiej Międzynarodówki od 1916 do 1923 roku, razem z różnego rodzaju trockistowskimi organizacjami w latach późniejszych. "Antysystemowy" powinien oznaczać to, co jest zawarte w tej nazwie: przeciwko systemowi, przeciwko kapitalistycznemu systemowi światowemu z jego globalną gospodarką i różnymi suwerennymi państwami narodowymi (czy też może-suwerennymi, może-narodowymi). (Tak naprawdę żaden z nich nie jest suwerenny i tylko kilka, mniej niż 10% to państwa narodowe.) Antysystemowy powinien oznaczać przeciwko systemowi - całemu systemowi, idei, papierom wartościowym, baryłkom, systemowi światowemu.

Druga kwestia: Większość z rzekomych ruchów antysystemowych była i jest ruchami - bez względu na ich ideologiczne powiązania - które miały wydzierać udziały we władzy i bogactwie właścicielom i menadżerom systemu światowego w imię partykularnych interesów, które reprezentowali. To jest prawdą, nieważne, czy mówimy o Indianach czy Amerindianach, kobietach czy gejach, członków związków zawodowych czy Nietykalnych. Wszyscy oni poszukują możliwości działania, ale wewnątrz systemu. W ramach systemu. Na przykład, czego chce większość Palestyńczyków? Chcą ziemi, rekompensat, uznania. Chcą pełnego członkostwa w Organizacji Narodów Zjednoczonych, możliwości wysyłania i przyjmowania ambasadoró, prawa do wypuszczania znaczków pocztowych, i do posiadania narodowej linii lotniczej - może PalAir? Czy ruch na rzecz niepodległości palestyńskiej jest antysystemowy? Nie oszukujmy się. W dzisiejszej sytuacji na świecie, i biorąc pod uwagę to, że Palestyńczycy przetrwali od połowy lat 40-tych, wyraźnie opowiadam się za stworzeniem i uznaniem niepodległego państwa palestyńskiego. Ale takie państwo nie byłoby, nie mogłoby być, antysystemowe - nie są też takimi PLO (Organizacja Wyzwolenia Palestyny), Hamas czy Hezbollah. Problem polega na tym, że nowoczesnmy kapitalistyczny system światowy nie jest z natury biały, męski, ustalony i europejski. Rzeczywiście wziął swoje początki w białym, męskim, ustalonym, europejskim środowisku (chyba że się jest uczniem Andre Gundera Franka), ale ponieważ się rozszerzył, każdy może być tu obecny. Jeśli populacja na świecie w przyszłym wieku nagle dramatycznie się zawęzi do na przykład partogenetycznych nigeryjskich buddyjskich lesbijek i klonów japońskich gejów prezbiterian, kapitalistyczny system światowy i tak przetrwa i będzie kwitnął.

Trzecia sprawa: Reszta tak zwanych ruchów antysystemowych dzisiaj - teraz mam na myśli zielonych, chłopaków od spraw pokoju i nowo-age'owców - niekoniecznie reprezentuje partykularne interesy, ich nastawienie może mieć bardziej globalny wymiar, ale naprawdę niewiele z nich jest przeciwko samemu systemowi. Zamiast tego pragną tylko, aby system składał się z dobrych ludzi, z wzniosłymi wartościami duchowymi i przemożnym pragnieniem ocalenia planety. Większość członków tych ruchów nie jest generalnie w stanie żadnej kłótni z systemem jako takim, jedynie z jego nikczemnymi objawami, które mogą zostać naprawione dzięki zdrowej dawce mistycznego, pacyfistycznego czy ekologicznego zapału. Najlepszym dowodem na to, że nie mają one żadnych konfliktów z systemem jest to, że system nie wykazuje jakiegokolwiek lęku przed nimi i, w większości wypadków, daje im spokój. Nawet federaliści światowi są odporni na inwigilacje, ponieważ idea światowego rządu jest prosystemowa. Światowy rząd federalny, tak jak oni go widzą, mógłby po prostu strzec państw narodowych, rozwiązań ekonomicznych i różnic kulturowych, które już istnieją. Na pewno nie nastawiając się stworzenie nowej cywilizacji, pomógłby on ustabilizować i zachować starą.

Czwarta uwaga: Nie ma możliwości globalnej demokracji w roku 1997 czy jakimkolwiek innym w najbliższych dekadach. System znajduje się na zwycięskiej pozycji przynajmniej od połowy lat 20-tych, i zmierza nieuchronnie od jednego umocnienia się do drugiego. Nic, ani Wielki Krach, ani 2 wojna światowa, ani zmierzch europejskich imperiów kolonialnych, ani powstanie i upadek Związku Sowieckiego i jego bloku, nie zrobiło nic innego, tylko go umocniło. I nie istnieje dzisiaj w świecie ani jeden rzeczywiście antysystemowy ruch o jakimkolwiek znaczeniu, aby się temu przeciwstawić.

Problem piąty: Nowoczesny kapitalistyczny system światowy nie wejdzie w fazę schyłkową czy nie spotka się ze znaczącą opozycją, dopóki nie zacznie upadać i to upadać w sposób sugestywny, na przykład w ramach tego typu katastrowy jak ta związana z pauperyzacją klasy średniej, serią globalnych klęsk środowiska naturalnego, czy apokaliptycznie rujnującą totalną wojną między Północą i Południem.

I punkt szósty: Nawet wtedy ruchy antysystemowe okażą się nieefektywne dopóki nie stworzą głębokiego kosmopolitycznego socjalistycznego humanizmu przekraczającego wszystkie partykularne wyzwania i przywiązania, i dopóki nie zaczną współpracować na skalę globalną, aby przeciwstawić się siłom systemu światowego za pomocą swoich własnych nieustępliwych sił. Pojęcie popularnego frontu wszystkiego rodzaju rozczarowanych elementów nie połączonych żadnym wspólnym zagrożeniem poza niezadowoleniem ze status quo to pojęcie skazane na niepowodzenie. Byliśmy tam, zrobiliśmy to, i nie przynosi to z sobą żadnych efektów. Świecki socjalistyczny humanizm - przez który rozumiem racjonalną wiarę w demokrację, wolności obywatelskie, publiczne zarządzanie (stewardship) kapitałem oraz jedność i wspólny cel rodzaju ludzkiego - musi wyprowadzić nas poza kulturalna anarchię i reakcję kończącego się 20 wieku na nowe określenie globalnej republiki pracujących mężczyzn i kobiet. Co nas gnębi, to nasze rozpaczliwe przywiązanie do partykularnych kultur, w które wrośliśmy; co nas może z tego stanu podnieść, to tlący się, ale ciągle trwający, płomień rozumu. Bez psychicznego nastawienia, że jedynie wspólny światopogląd może coś zdziałać, wszystkie ruchy może-opozycyjne są jedynie gwizdaniem w ciemnościach. Nie oznacza to, że partykularne przekonania i przywiązania muszą zostać odrzucone, jeśli i gdy zostaną zgrane ze świeckim humanizmem socjalistycznym. Ale te przekonanie nigdy nie będą w stanie wziąć pierwszeństwa przed naszym wspólnym światopoglądem. Musimy wierzyć, i to wierzyć coraz mocniej i efektywniej niż wszyscy inni, w nasz wspólny światopogląd, albo nasze trudy pójdą na marne. Zatem nie mówię tu o kompromisach, koalicjach czy półśrodkach. Mówię tu o przekonującej racjonalnej wierze w ludzką jedność i los, który domaga się i otrzymuje naszą pierwszorzędną lojalność.

Niniejszy tekst został przedstawiony podczas corocznego spotkania American Sociological Association w Toronto 11 sierpnia 1997 w ramach dyskusji przy okrągłym stole PEWS na temat demokracji globalnej. <powrót>

11 sierpnia 1997 Toronto, Ontario, Kanada, Civitas Mundi

W. Warren Wagar, Wydział historii, Binghamton University

 
 
Wrocław, 10.07.2000