Giovanni Arrighi
Globalizacja a makrosocjologia historyczna

 

Wątek globalizacyjny

Historia wciąż niweczy finezyjne schematy pojęciowe i spekulacje teoretyczne, za pomocą których staramy się zrozumieć przeszłość i przewidzieć przyszłość świata, w którym żyjemy. Usiłując zmagać się z "chaosem sądów egzystencjalnych" (wyrażenie Maxa Webera) będącym owocem wydarzeń i procesów, które kwestionują nasze rozumienie świata, często albo odrzucamy, albo przeceniamy nowość tego, co się wokół nas dzieje. Odrzucenie prowadzi do zmiany znaczenia bliskich nam dotąd słów. Efektem przecenienia jest wymyślanie nowych słów, o nieustalonym jeszcze znaczeniu. W obydwu przypadkach, parafrazując stwierdzenie Johna Ruggie'go (1994, str. 553), "czas zmian to równocześnie czas zamętu".

Jakieś dwadzieścia czy trzydzieści lat temu zamęt, który zapanował w studiach nad globalną ekonomią polityczną był konsekwencją ciągłego stosowania pojęcia "imperializm", które odnosiło się do tendencji zaprzeczających przede wszystkim klasycznemu pojęciu imperializmu rozwijanemu zarówno w ramach liberalizmu, jak i marksizmu. Krytykując anachroniczny sposób użycia tego pojęcia, starałem się pokazać, jak ustanowienie hegemonii amerykańskiej po drugiej wojnie światowej usunęło samo explicandum klasycznych teorii imperializmu, czyli tendencję do przekładania rywalizacji wewnątrz-kapitalistycznych na otwarty i powszechny stan wojny. Rosnąca tendencja procesów akumulacji kapitału do organizowania się w wielonarodowe korporacje podważyła odrębność i wyłączność państw narodowych, na które ukierunkowane były klasyczne teorie imperializmu. Nie kierując już rozwiniętych kapitalistycznych krajów na drogę otwartej i powszechnej wojny, tendencja ta miała raczej określić warunki realizowania przez te kraje tego, co twórca teorii imperializmu z obozu liberalnego, John Hobson, nazwał "eksperymentalną i postępową federacją" (Arrighi, 1978, str. 148 i dalej).

Dwadzieścia lat po napisaniu tych słów pojęcie imperializmu znikło, przede wszystkim z praktycznych względów, z dyskursu społeczno-naukowego i problem ten nie dotyczy już teorii, która utraciła swoje explicandum. Jest to raczej problem explicandum źle ustalonego ("globalizacja"), które poszukuje teorii zdolnych pokazać nam sens rozważanego terminu. Biorąc pod uwagę niejasne znaczenie tego pojęcia, poszukiwanie to musi się rozpocząć od zdefiniowania procesów, które mają podpadać pod termin "globalizacja" i faktycznie przyciągać naszą uwagę.

Najpowszechniej uznanym spośród tych procesów jest ten, którym posłużyłem się w swojej epistemologicznej krytyce teorii imperializmu: rosnąca ilość i wielość korporacji, które organizują swoją działalność nastawioną na zysk ponad granicami państw. Idea, że pojawienie się systemu wielonarodowych korporacji podważa potęgę państw - nie tylko małych i słabych, które nigdy nie dysponowały odpowiednią potęgą na arenie międzynarodowej, ale również tych wielkich i silnych - obowiązywała już od momentu, gdy Charles Kindleberger (1969, rozdział 6) oznajmił, że to pojawienie się oznaczało, że państwo narodowe "praktycznie przestało istnieć jako jednostka ekonomiczna". Jednak koncepcja ta odrodziła się dopiero po dwudziestu latach i teraz wraz z innymi ideami występuje pod nową nazwą - "globalizacji".

W ciągu tych dwudziestu lat rozrastający się system korporacji wielonarodowych doprowadził do zaistnienia dwóch innych procesów, które nadały im rozpędu i dostarczyły uzasadnienia idei, że istnieje tylko jedna, niepodzielna, globalna gospodarka rynkowa. Jednym z tych procesów było to, co później nazwano "globalizacją finansową", a drugim - odrodzenie neo-utylitarnych doktryn państwa minimalnego. W przededniu Wielkiego Kryzysu z lat 1930-tych oraz podczas drugiej wojny światowej rynki finansowe zostały podzielone narodowo i poddano je regulacji publicznej. Wyrażenie "globalizacja finansowa" weszło do użycia na określenie procesu ponownej integracji tych rynków w pojedynczy, mocno zderegulowany rynek globalny. W rezultacie tej reintegracji i deregulacji globalne finanse prywatne - "wielkie finanse", jak nazywano je w 19 wieku - "[J]ak feniks z popiołów powstały... wzniosły się i poszybowały wysoko, w stronę władzy i wpływów na losy narodów" (Cohen, 1996, str. 268).

Temu zmartwychwstaniu finansów globalnych towarzyszyło równoczesne odrodzenie od dawna skompromitowanych doktryn samo-regulującego się rynku - czyli tego, co Karl Polanyi (1957, rozdziały 12-13) nazwał z wyczuciem "wyznaniem wiary liberalizmu". Gdy wiara zdobywała nowych wyznawców, żarliwe usiłowania rządów do kontrolowania produkcji i dystrybucji pieniędzy na świecie załamały się, stając się kolejnym bodźcem do deregulacji i globalnej reintegracji rynków finansowych. System finansowy, który pojawił się w wyniku tego "podwójnego zmartwychwstania" stanowczo nie był już tak "globalny", jak ten, który poprzedzał pojawienie się systemu z Bretton Woods. Stąd termin "globalizacja" został wprowadzony przede wszystkim jako próba ujęcia "przesunięcia od jednego globalnego systemu (zorganizowanego hierarchicznie i w decydującym stopniu kontrolowanego politycznie przez Stany Zjednoczone) do innego systemu, który był o wiele bardziej zdecentralizowany i rządzony za pośrednictwem rynku, w efekcie czego finansowe firmamenty kapitalizmu stały się o wiele mniej odporne i stabilne" (Harvey 1995, str. 8).

David Harvey wyznaje, że w chwilach swojego największego cynizmu zastanawia się, czy "finansowa prasa... nie omamiła nas wszystkich... złudzeniem, że 'globalizacja' to coś nowego, podczas gdy tak naprawdę nie było to nic innego, jak slogan promocyjnym, który miał za zadaniem wycisnąć maksimum potencji z systemu międzynarodowych finansów" (1995, str.8). Nieważne - slogan czy nie, jednak idea globalizacji od samego początku była mocno powiązana z intensywną rywalizacją międzypaństwową nastawioną na zdobycie coraz trudniej dostępnego kapitału, oraz z będącym tego następstwem silniejszym podporządkowaniem większości państw (włączając w to Stany Zjednoczone) dyktatowi prywatnych ośrodków kapitalistycznych. Globalizacja może wydać się mylącym określeniem służącym do opisania przejścia od globalnego systemu finansowego kontrolowanego przez hierarchię agencji rządowych, którym przewodziły Stany Zjednoczone, do równorzędnego globalnego systemu finansowego, w którym rządy mają niewielką kontrolę nad swoimi finansami i muszą zaciekle ze sobą rywalizować, aby zdobyć uznanie i wsparcie ze strony prywatnie kontrolowanego kapitału. Niezależnie jednak od tego, czy chcemy zachować ten termin, czy też go odrzucić, trudno nam będzie mieć nadzieję na zrozumienie czegokolwiek, co zaszło w świecie w ciągu ostatnich dwudziestu lat bez zwrócenia bacznej uwagi na samo to przejście.

Musimy to wziąć pod uwagę tym bardziej, że okazuje się, że przesunięcie to było związane z dwoma kolejnymi epokowymi wydarzeniami: nagłym rozpadem ZSRR jako jednego z dwóch globalnych militarnych mocarstw, oraz z bardziej stopniowo następującym, ale mimo to nad wyraz gwałtownym, pojawieniem się Azji Wschodniej w roli przemysłowego i finansowego imperium o globalnym znaczeniu. Razem te dwa wydarzenia stają się dodatkowym dowodem potwierdzającym pogląd, że źródła bogactwa, statusu i potęgi we współczesnym świecie doświadczają fundamentalnych przemian.

Z jednej strony nagły upadek ZSRR pokazał to, co bez wątpienia było od początku wpisane w znacznie bardziej stopniowo zachodzące i ograniczone osłabianie Stanów Zjednoczonych w sferze finansowej, czyli fakt kruchości nawet największych kompleksów militarno-przemysłowych, jakie pojawiły się w historii, który miał miejsce w obliczu naporu ze strony globalnej integracji gospodarczej. Z drugiej strony, pomimo obecnego zastoju, niezwykła gospodarcza ekspansja Azji Wschodniej pokazała, że siła integracji globalnej niekoniecznie prowadzi do osłabienia państw. Jednak państwa, które doświadczyły największego umocnienia swojej pozycji nie pasują do klasycznego obrazu państw narodowych. Niektóre z nich to państwa-miasta - jedno suwerenne (Singapur), jedno pół-suwerenne (Hong Kong). Inne to pół-suwerenne protektoraty wojskowe Stanów Zjednoczonych - Japonia, Korea Południowa oraz Tajwan, jak określił je Bruce Cumings (1997). Żadne z nich natomiast nie posiada globalnego znaczenia w sensie militarnym i są one znacznie oddalone od tradycyjnych centrów potęgi militarnej świata zachodniego. I znowu, globalizacja może okazać się słowem-wytrychem na określenie wszystkich zachodzących zmian. Jednak ta kluczowa przemiana, do której odnosi się to pojęcie stanowi poważne wyzwanie dla ustalonych sposobów myślenia o świecie.

Spotkanie makrosocjologii z globalizacją

W tym samym czasie, gdy globalizacja zaczęła zmieniać świat, makrosocjologia północnoamerykańska sama uległa przemianie z powodu pojawienia się dwóch nowych szkół myślenia - zorganizowanych głównie w ramach dwóch sekcji Amerykańskiego Towarzystwa Socjologicznego: Socjologii Porównawczej i Historycznej (ang. Comparative and Historical Sociology - CHS) oraz Ekonomii Politycznej Systemu-Świata (ang. Political Economy of the World-System - PEWS). Obydwie szkoły miały na celu stymulację wiedzy socjologicznej dzięki rozwiązaniu problemów makrosocjologicznych. Jednak różniły się znacznie co do zakresu definicji przedmiotu swoich badań.

Występując z hasłem "Przywracanie państwa", naukowcy CHS skupili się przede wszystkim na państwach jako uprzywilejowanej jednostce analizy i postanowili badać je w poszukiwaniu uogólnień na temat powszechnych właściwości i zasad różnicowania odnoszących się do różnych przykładów w czasie i przestrzeni. W przeciwieństwie do tego badacze PEWS za uprzywilejowaną jednostkę analizy uznali system państw objętych prostym podziałem pracy, tak aby dojść do uogólnień na temat współzależności w ramach składników systemu oraz co do zasad różnicowania się w oparciu o warunki systemowe w danym miejscu i czasie. Niewielu naukowców było w stanie poruszać się pomiędzy tymi dwoma metodologicznymi polami. Przeciwnie - w ramach każdego z nich rozwijały się masywne główne prądy, które pozostawały w coraz większej izolacji od siebie i z coraz mniejszą świadomością, że różne problemy wymagają przyjęcia całkowicie różnych jednostek analizy.

Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że globalizacja w sposób fundamentalny zmieniła makrosocjologie CHS i PEWS. Czy nie prowadzi ona do rozproszenia spójności i niezależności państw, na których bazuje makrosocjologia CHS? I czy nie akcentuje ona przede wszystkim międzynarodowej współzależności procesów formowania się państw i akumulacji kapitału, na których oparta jest makrosocjologia PEWS? Jak można się domyślać, badacze PEWS nie krępowali się z wysuwaniem tego typu twierdzeń.

Dzisiaj hasła "gospodarki-świata", "rynku-świata", czy nawet "systemu-świata" są w powszechnym użyciu, i pojawiają się w języku zarówno polityków, komentatorów, jak i bezrobotnych pracowników fizycznych. Jednak niewielu zdaje sobie sprawę, że najważniejsze źródło tych haseł znajduje się w pracach socjologów, którzy rozpoczynali formułować swoje myśli na początku lat 70-tych tego wieku... Ci (socjologowie systemu-świata) nie tylko zauważyli globalny charakter sieci gospodarczych 20 lat wcześniej, zanim mowa o takich sieciach stała się częścią popularnego dyskursu, ale twierdzili oni, że większość z tych sieci sięga o wiele dalej w czasie - przynajmniej 500 lat wstecz. Wówczas to ludzie na całym świecie weszli w fazę łączenia się ze sobą w jeden zintegrowany organizm: nowożytny "system-świat". (Chase-Dunn i Grimes, 1995, str. 387-8; por. też Friedmann, 1996, str. 319).

Co równie zrozumiałe, badacze CHS byli o wiele bardziej niechętni przyznać, że globalizacja sprawia, że ich uprzywilejowana jednostka analizy staje się problematyczna. Dokonując ponownego przeglądu dziedziny analizy porównawczej rewolucji społecznych piętnaście lat po opublikowaniu swoich doniosłych badań na ten temat, Theda Skocpol (1994) nawet nie wspomina o globalizacji jako powodującej (lub nie) problemy dla zorientowanej na państwach metodzie analizy, której autorka ta była jedną z najzagorzalszych zwolenniczek. Peter Evans, inny wybitny naukowiec związany z CHS, odnosi się do odrodzenia neo-utylitarnych teorii państwa minimalnego, ale tylko po to, by przywrócić centralny charakter państwa w rozwoju gospodarczym oraz w analizie makrosocjologicznej (1995, oraz Kohli i inni, 1995).

Obydwa rodzaje twierdzeń - że globalizacja dowodzi ważności makrosocjologii PEWS, oraz że nie podważa ona wartości makrosocjologii CHS - są oczywiście pod wieloma względami uzasadnione. Jednak żadne z nich nie obeszło się bez krytyki w ramach szkoły, w której powstało. Daleki od zaakceptowania popularności, jaką cieszy się terminologia systemu-świata, Immanuel Wallerstein ostrzegł swoich kolegów-makrosocjologów z PEWS, że to semantyczne nadużycie "w innych, tak naprawdę przeciwnych, celach (niż do analizy systemu-świata)... może spowodować poważne nieporozumienia ze strony środowiska naukowego jako takiego, czy gorzej - doprowadzić może do zamieszania w naszych własnych kręgach, podważając naszą zdolność do realizacji zadań, które sami sobie wyznaczyliśmy" (1998, str. 108). Charles Tilly, ze swojej strony, ostrzegł swoich kolegów-makrosocjologów CHS, że globalizacja stanowi poważne zagrożenie dla ich wyróżnionej metody analizy, ponieważ "system oddzielnych, ograniczonych suwerennych państw, który przez długi czas służył jako ich rzeczywista gwarancja podlega gwałtownemu rozpadowi" (1995, str. 3-4).

Co ważniejsze, jak pokazuje niedawna debata między Tilly'em a Wallersteinem, obydwa warianty makrosocjologii historycznej cechują się zarówno otwartością, jak i wrogością w stosunku do globalizacji jako problemu makrosocjologicznego, którym warto się zainteresować. W artykule, który zapoczątkował dyskusję, Tilly definiuje globalizację jako "zwiększenie się zasięgu geograficznego zorientowanych lokalnie interakcji społecznych, szczególnie w przypadku będącego skutkiem tego wzrostu umocnienia znacznej części wszystkich interakcji w ramach granic międzynarodowych i międzykontynentalnych". Stwierdza, że na przestrzeni ostatniego milenium dokładnie tego samego dokonały co najmniej trzy inne fale globalizacji politycznej i gospodarczej. Pierwsza miała miejsce w trzynastym wieku, kiedy formowanie się imperium mongolskiego stworzyło warunki dla powstania afro-azjatyckiego systemu handlu światowego poddanego szczegółowej analizie przez Janet Abu-Lughod (1989). Druga wystąpiła w szesnastym wieku, "kiedy europejska ekspansja handlowa i militarna połączyła Ocean Indyjski z Karaibami za pośrednictwem ścisłej sieci wymiany i dominacji". I trzeci, z dziewiętnastego wieku, "gdy dążenie do statusu imperialnego doprowadziło do podporządkowania czterech piątych powierzchni ziemi władzy Europejczyków" (Tilly i inni, 1995, str. 1-2).

Tilly wymienia następnie dziewięć elementów, które jego zdaniem dostarczają mocnego dowodu "okolicznościowego", że obecnie znajdujemy się w środku nowej fali globalizacji. Omawiając wpływ tej nowej fali na prawa robotników, przeciwstawia efekt, jaki ona wywarła na zdolności państw efektowi, jaki miały pod tym względem poprzednie fale. W trakcie trwania fali dziewiętnastowiecznej, około roku 1850, państwa (tak naprawdę kraje europejskie i inne kraje Zachodu, których dotyczą wywody Tilly'ego) uzyskały znaczny wpływ na wynalazczość technologiczną, zatrudnienie, inwestycje i politykę monetarną, działając zdecydowanie w celu monitorowania i kontrolowania akumulacji, przepływu i transferu kapitału, dóbr, ludzi i idei w ramach granic narodowych i pomiędzy nimi. W przeciwieństwie do tego, w obecnej fali państwa tracą możliwość nadzorowania i kontrolowania produkcji i obrotu, i w związku z tym - wcielania w życie skutecznych programów społecznych. "Korporacje wielonarodowe, międzynarodowe syndykaty bankowe i wielkie organizacje przestępcze sprawują kontrolę nad niektórymi z zachodzących przemian, ale podobnie czynią wielonarodowe drobne sojusze, takie jak Unia Europejska" (Tilly i inni, 1995, str. 14-18).

Odpowiadając Tilly'emu, Wallerstein stwierdził, że nie widzi między jego a swoją koncepcją większych rozbieżności, poza dwoma szczegółami. Po pierwsze, odrzuca ideę, że "początkiem zmierzchu silnego państwa jest powstanie 'potężnych organizacji ponadnarodowych', z których znaczna część ma charakter międzynarodowy". Jego zdaniem wpływowe organizacje ponadnarodowe takie jak MFW mogą działać tylko dlatego, że istnieją silne państwa, które je wspierają. Co ważniejsze, międzynarodowe koncerny znajdują się dzisiaj w tej samej pozycji strukturalnej w stosunku do państwa, jak ich globalni poprzednicy w postaci Fuggers i holenderskiej Kompanii Wschodnio-Indyjskiej czy dziewiętnastowieczni fabrykanci z Manchesteru - potrzebują państwa i jednocześnie zwalczają je. Potrzebują państwa, aby wykorzystać swoje globalne próby monopolizacji i tym samym - wysoką stopę zysku, a także w tym celu, by ograniczyć roszczenia robotników. Walczą z państwem wówczas, gdy działa ono jako obrońca konserwatywnych interesów i gdy jest zbyt spolegliwe co do nacisków ze strony robotników. Nie widzę powodu, żeby mówić tu o jakichkolwiek różnicach między rokiem 1994 a latami 1894, 1794 czy nawet 1594. Fakt, dzisiaj posiadamy faksy, które są szybsze niż kable telegraficzne, które znowu były szybsze niż posłańcy. Jednak podstawowe procesy ekonomiczne pozostają niezmienne... Tym, co zmieniło się ostatnio, nie jest ekonomia systemu-świata, tylko jego polityka" (Wallerstein, w: Tilly i inni, 1995, 24-5).

Wallerstein przechodzi tu do drugiej obiekcji dotyczącej koncepcji Tilly'ego. Kurczenie się państwa zapoczątkowane przez Thatcher i Reagana nie było reakcją na malejącą efektywność państwa w kontekście rozrastających się ponadnarodowych i międzynarodowych organizacji, jak utrzymuje Tilly. Była to raczej odpowiedź na "rosnącą efektywność kontrolowanej przez państwo redystrybucji na drodze prób ograniczenia państwa i delegalizowania redystrybucji.... Nie chodziło o to, że państwo traciło pieniądze, a raczej o to, że jego wydatki były zbyt duże". A wydawało zbyt dużo z tego powodu, że "połączone roszczenia Trzeciego Świata (niewielkie, jeśli chodzi o rozkład na jedną osobę, ale dotyczyło to ogromnej populacji) oraz klasy robotniczej krajów Zachodu (niewielkie, jeśli chodzi o ilość osób, ale znaczące w przeliczeniu na osobę)" znacznie przekraczały poziom możliwy do zaakceptowania przez światowy kapitalizm (Wallerstein, w: Tilly i inni, 1995, 25-6).

Jak zobaczymy w następnym rozdziale tego artykułu, pierwsza krytyka założeń Tilly'ego przez Wallersteina odnosi się do konstruktów teoretycznych, które PEWS stara się za wszelką cenę "odmyślić", podczas gdy druga wskazuje na kierunek na drodze, którą podążają badacze CHS w swoim wysiłku "odmyślania". Zanim jednak przejdziemy dalej, zauważmy, że krytyka ta pojawia się w kontekście fundamentalnej zgody co do założeń, z których wynika, że globalizacja nie jest fenomenem nigdy dotąd nie spotykanym, jak uważa większość komentatorów, i że zrozumienie jej znaczenia i szans na przyszły rozwój wymaga wzięcia pod uwagę ram czasowych, które obejmują raczej wieki niż dekady. Sama w sobie zgoda ta stanowi znaczący wspólny grunt, na którym obydwa warianty makrosocjologii historycznej mogą połączyć swoje siły, aby określić wagę dzisiejszej fali globalizacji.

Równie obiecujące jest odwrócenie ról związane z tą wymianą zdań. Tilly, którego makrosocjologia historyczna jest oparta przede wszystkim na państwach narodowych jako głównych jednostkach analizy, tak poważnie traktuje pojawiające się instytucje światowego kapitalizmu, że przestaje już uważać państwa narodowe za głównych "poruszycieli" współczesnego świata. Wallerstein, którego makrosocjologia historyczna była w równie zdecydowany sposób oparta na światowym systemie kapitalistycznym jako uprzywilejowanej jednostce analizy, tak mocno utwierdza nas co do niezmiennego znaczenia państw narodowych, że znika tu nowatorki charakter powstających instytucji światowego kapitalizmu. Nie powinniśmy tego odwrócenia traktować zbyt poważnie, ponieważ Tilly od dawna był świadom wagi kapitalizmu światowego w procesie formowania się państw, a Wallerstein przypisywał państwom narodowym znaczenie w tworzeniu się i ekspansji światowego kapitalizmu o wiele większe niż na to, moim zdaniem, zasługują. Z tego względu odwrócenie to należy traktować raczej jako dowód możliwego przezwyciężenia podziału metodologicznego, który sprawiał, że badacze CHS i PEWS przez dłuższy czas nie chcieli mieć ze sobą nic wspólnego.

Oswajanie globalizacji

Aby "oswoić" globalizację i zrozumieć możliwe skutki współzależnych procesów i wydarzeń, które podpadają pod tą nazwę, musimy rozważyć trzy rzeczy. Po pierwsze, musimy określić, co jest naprawdę nowego w obecnej fali globalizacji w porównaniu z wcześniejszymi okresami jej rozwoju. Po drugie, musimy zdefiniować ewentualne wzorce ewolucyjne, którym podlegają nowe zjawiska globalizacyjne, jeśli uda się takie znaleźć - w ten sposób będziemy mogli ustalić sekwencje fal globalizacyjnych. I w końcu musimy sprawdzić czy nowości tej fali globalizacji, których nie można wpisać w ogólny schemat, mogą doprowadzić do odejścia od związanego z tym schematem rozwinięcia i ewolucji.

Odpowiadając wstępnie na te pytania, skupię się na trzech kwestiach, które wymagają radykalnego "odmyślenia" w przypadku obydwu trendów w makrosocjologii historycznej. Pierwsze dwie sprawy odnoszą się do sporu Wallersteina z Tilly'em, czyli, najpierw, czy pozycja strukturalna wiodących organizacji biznesowych w świecie kapitalistycznym w relacji do państw jest dzisiaj taka sama, jak miało to miejsce począwszy od szesnastego wieku, oraz, pod drugie, czy rzeczywista nowość obecnej fali globalizacji to trudność, z którą wiodące instytucje kapitalizmu światowego muszą się zmierzyć, próbując dostosować się do wspólnych roszczeń obywateli Trzeciego Świata i zachodniej klasy robotniczej. Trzecia kwestia występuje jedynie jako poszlaka w artykule Tilly'ego z tego sporu, natomiast nie ma po niej śladu w odpowiedzi Wallersteina, jednak jej waga jest prawdopodobnie największa ze wszystkich omówionych tu problemów. Chodzi tu o kwestię, która powstaje w związku z możliwym przesunięciem się epicentrum gospodarki światowej do Azji Wschodniej, w oparciu o które zorganizowana była pierwsza fala globalizacji z tych, które znajdują się na liście Tilly'ego.

Aby ustalić rozwiązanie pierwszej kwestii, makrosocjolodzy PEWS muszą być przygotowani na "odmyślenie" tego, co większość z nich uważa za kwintesencję teorii systemu-świata. Chodzi tu o ideę, że pomimo niezwykłej ekspansji geograficznej kapitalizmu, jego struktury pozostały mniej więcej te same, od momentu tworzenia się ich zrębów podczas "długiego" szesnastego wieku. Była to poręczna hipoteza robocza w fazie formowania się makrosocjologii PEWS. Jednak im bardziej osobiście się nią zajmowałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że nie wytrzymuje ona rygoru ścisłości historyczno-empirycznej, i co gorsza, jest przyczyną naszych nieudolnych starań zrozumienia dynamiki kapitalizmu, zarówno w przeszłości, jak i obecnie.

Jak starałem się to udowodnić w innym miejscu (Arrighi 1994), możemy rzeczywiście uchwycić prawidłowość ewolucji stosunków między państwem a kapitałem od najwcześniejszych faz tworzenia się światowego systemu kapitalistycznego aż do dzisiaj. Na wzorzec ten składa się postępujący wzrost finansowy, w ramach którego główne organizacje kapitalistyczne danego okresu starają się wycofywać rosnący udział w obrocie pieniędzy z handlu i produkcji i przestawić swoją aktywność na pożyczki i spekulacje. W przypadku każdej z ekspansji finansowej - od Florencji renesansu po erę Reagana - przeorientowanie z handlu i produkcji na finanse przynosiło dochody dzięki intensyfikacji rywalizacji międzypaństwowej w dostępie do mobilnego kapitału. Oprócz skali i zasięgu rywalizacji oraz szybkości środków technicznych używanych przy transakcjach finansowych, podstawowy polityczno-ekonomiczny proces jest pod koniec wieku dwudziestego właściwie identyczny z tym, jaki istniał jeden, dwa, cztery, czy nawet sześć wieków temu.

Ekspansje finansowe nie są jednak wyrazem stałych relacji strukturalnych pomiędzy państwem a kapitałem. Przeciwnie, są one sygnałem rozpoczęcia się głębokiej restrukturyzacji tych stosunków. Są one, według słów Fernanda Braudela, "oznaką jesieni" wielkiego rozwoju kapitalizmu (1984, str. 246). Są "sezonem", w czasie którego główne centra organizujące światowy kapitalizm zbierają owoce swoich rządów, i jednocześnie - jest to początek zastępowania ich na szczytach władzy światowego kapitalizmu przez nowych liderów. Stąd, podczas ekspansji finansowej z drugiej połowy szesnastego wieku, której przewodziła Genua, państwa-miasta takie jak Wenecja oraz ponadnarodowe diaspory biznesowe podobne do tych z Genui, stopniowo traciły swoją centralną pozycję w procesach akumulacji na skalę światową. Po jakimś czasie ich miejsce zostało zajęte przez protoplastów późniejszych państw narodowych (Zjednoczone Prowincje) oraz przyporządkowane im firmy, które znowu straciły swoje przywództwo w czasie ekspansji finansowej prowadzonej przez Holandię w osiemnastym wieku. Nowym centrum porządkującym gospodarkę światową zostało państwo-narodowe Wielkiej Brytanii, z jej globalnym potencjałem imperialnym i nieoficjalnymi sieciami interesów ekonomicznych. Ale gdy tylko rządowe i biznesowe organizacje osiągnęły pod koniec wieku osiemnastego i na początku dziewiętnastego swoje apogeum ekspansji finansowej, kierowanej przez Wielką Brytanię, również i one zaczęły być zastępowane na szczytach zarządzania kapitalistyczną ekonomią globalną przez Stany Zjednoczone, państwo-kontynent, z całą masą istniejących tam koncernów wielonarodowych i odległych, praktycznie stałych, baz militarnych (Arrighi 1994, str. 13-16, 74-84, 235-8, 330-1).

W tym ciągu zdarzeń kolejne pojawianie się nowych zarządzających struktur rządowych i biznesowych, zarówno militarnych, jak i finansowych, potężniejszych niż te, które były przez nie zastępowane, to kluczowy aspekt ekspansji kapitalizmu światowego od skromnego pojawienia się w Europie późnego średniowiecza do jego dzisiejszych globalnych rozmiarów. Narodziny korporacji wielonarodowych jako kluczowych wyznaczników kompleksu USA są elementem tej prawidłowości. Jednak problem postawiony przez Tilly'ego odnosi się do pytania, czy podczas obecnej, kierowanej przez USA, ekspansji finansowej państwo to stało się siłą, która raczej podważa, niż broni interesów państwa, z interesami USA włącznie. Najwłaściwszym sposobem rozważenie tego pytania jest porównanie korporacji wielonarodowych z ich najbliższymi odpowiednikami wziętymi z historii kapitalizmu. Gdy to zrobimy, naszą uwagę zwrócą natychmiast dwa fakty. Po pierwsze, o ile licencjonowane towarzystwa akcyjne były organizacjami na wpół-biznesowymi i na wpół-rządowymi, specjalizującymi się lokalnie w monopolizacji przedsięwzięć handlowych w świecie nie-zachodnim z ramienia rządów, które udzielały im licencji (pożyczek), to korporacje wielonarodowe są organizacjami wyłącznie biznesowymi, których specjalizacja funkcjonalna sięga poza granice suwerennych państw. Po drugie, o ile samo istnienie towarzystw akcyjnych uzależnione było od wyłącznych przywilejów handlowych gwarantowanych im przez rządy, którym one podlegały, to korporacje wielonarodowe wykształcają się i rozwijają przede wszystkim na zasadzie konkurencyjności zarządzających nimi hierarchii.

Wzięte razem, różnice te doprowadziły do kanalizacji rozwoju dwóch rodzajów kapitalizmu korporacyjnego po przeciwnych stronach, jeśli chodzi o ich odpowiednie związki z państwami zachodnimi. Biorąc pod uwagę ich specjalizację lokalną i wyłączność, w danym kraju nigdy nie było więcej istniejących towarzystw akcyjnych niż kilka (w danym momencie prawdopodobnie nie więcej niż tuzin), i wszystkie z nich były narzędziami państw europejskich w świecie nie-europejskim wówczas, gdy pozycja tych państw z Europy wciąż pozostawała wątła na arenie globalnej. Choć większość z nich nie osiągnęła zbyt wiele, dziedzictwo imperialne pozostawione na przykład przez angielską Kompanię Wschodnio-Indyjską samo w sobie stało się decydującym czynnikiem dziewiętnastowiecznej ekspansji globalnej mocarstw brytyjskiego i innych krajów zachodnich. W przeciwieństwie do tego, liczba korporacji wielonarodowych działających pod hegemonią USA, jest o wiele większa, jeśli chodzi o ich między-terytorialność i specjalizację funkcjonalną w potężnie rozrośniętej gospodarce światowej. Co więcej, ich liczba w ostatnich latach rośnie gwałtownie - według niektórych obliczeń od 10.000 w 1980 roku do trzykrotności tej liczby na początku lat 90-tych (Stopfold i Dunning 1983, str. 3, Ikeda 1996, str. 48). Początkowo te nowe rodzaje biznesu korporacyjnego odgrywały znaczącą rolę w podtrzymywaniu i rozroście potęgi globalnej Stanów Zjednoczonych, która różniła się od roli, którą odgrywały spółki licencyjne w siedemnastym i osiemnastym wieku w stosunku do potęgi Holandii i Wielkiej Brytanii (Gilpin 1975, str. 141-2). Wkrótce jednak powiększanie się ich liczby uderzyło w samą potęgę USA. Stało się to dokładnie wtedy, gdy rząd USA bardzo potrzebował "odciąć" wagę roszczeń, że wielonarodowe korporacje amerykańskie powstały w oparciu o zagraniczne wpływy i z wykorzystaniem zagranicznych zasobów, czyli w momencie, gdy kryzys fiskalny amerykańskiego "państwa super-dobrobytu" spotęgował się pod wpływem wojny wietnamskiej i ruchu praw obywatelskich. Gdy kryzy ten się pogłębiał, coraz większa ilość zagranicznego obrotu walutowego firm amerykańskich, zamiast wracać do kraju, zaczęła przepływać w stronę rynków off-shore (niewykorzystywanego kapitału), przyspieszając upadek kontrolowanego przez USA systemu z Bretton Woods (Arrighi 1994, str. 300-8). Odnosząc się krótko do Wallersteina, istnieje wiele dowodów na poparcie stwierdzenia Tilly'ego, że trwająca ekspansja co do ilości i wielości rodzajów wielonarodowych korporacji stanowi nowość w sensie relacji między kapitałem a państwem. Czy korporacje te potrzebują państwa, jak ich globalni poprzednicy, i pod wieloma względami jest tak i dzisiaj, czy też nie, niezamierzonym skutkiem ich rozrostu jest osłabienie państw zachodnich, co stoi w kontraście w porównaniu z falą globalizacji, która poprzedzała wiek dziewiętnasty i trwała w nim dalej.

Odnosząc się na chwilę do Wallersteina, można powiedzieć, że istnieje cała masa dowodów, które wspierają rozumowanie Tilly'ego, że ciągły wzrost liczby i odmian korporacji ponadnarodowych tworzy nowy wymiar w stosunkach państwo-kapitał. Niezależnie od tego, czy firmy wielonarodowe potrzebują państwa, jak ich globalni poprzednicy - co faktycznie ma miejsce, czy też nie, niezamierzonym rezultatem ich rozrostu jest osłabienie państw Zachodu, i przeciwnie - podczas wcześniejszej, dziewiętnastowiecznej fali globalizacji nastąpiło ich potężne wzmocnienie. Jednak nie oznacza to, że wspomniane osłabienie było główną siłą napędową działań przeciwko prawom robotników, które rozpoczęli Thatcher i Reagan, odnawiając neo-utylitarne doktryny państwa minimalnego. I przeciwnie, co do tej drugiej kwestii, to raczej pozycja Tilly'ego, a nie Wallersteina nie wytrzymuje dowodów płynących z danych historyczno-empirycznych, i to raczej makrosocjologia CHS, a nie PEWS ma tutaj więcej do "odmyślania". Trzy takie dowody przeważają moim zdaniem szalę na niekorzyść Tilly'ego.

Po pierwsze odrodzenie doktryn neo-utylitanych nie może być określone jako nowość końca dwudziestego wieku, właśnie dlatego, że jest to odrodzenie. Co więcej, chodzi tu odrodzenie doktryn, które po raz pierwszy zdobyły hegemonię w świecie zachodnim w drugiej połowie dziewiętnastego wieku - czyli dokładnie w czasie, gdy, zdaniem Tilly'ego, państwa Zachodu przeżywały wzrost swojej potęgi, a nie jej osłabienie. No i, po trzecie, 100 lat temu doktryny te nie były, ani nie postrzegano ich w ten sposób, atakiem na prawa robotników i ich poziom życia, czego wyrazem było wsparcie ze klasy robotniczej i Partii Pracy dla brytyjskiej polityki wolnego handlu. Oczywiście, albo kredo neoliberalne, które zaczęło obowiązywać znowu w latach 80-tych dwudziestego wieku oznacza coś zupełnie innego niż to, które powstało 100 lat temu, albo odrodzenia nie można odnosić do uwarunkowań historycznych (osłabienie państw zachodnich), które dziś są przeciwieństwem tych, które miały miejsce 100 lat temu.

Po drugie, masowy przepływ kapitału do poza-terytorialnych rynków finansowych, który pod koniec lat 60-tych rozpoczął dezintegrację kontrolowanego przez USA systemu z Bretton Woods, co z kolei pojawiło się w kontekście rosnących roszczeń dotyczących zwiększonej konsumpcji w Pierwszym Świecie oraz prawa do samookreślenia i rozwoju w Trzecim Świecie. Kontrolując te procesy, korporacje wielonarodowe wyrażały swój brak zaufania do zdolności Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników z Europy - uważały, że nie są oni w stanie zapobiec doprowadzeniu tych połączonych roszczeń do poważnego naruszenia zyskowności ich globalnych przedsięwzięć. Niezamierzonym rezultatem tego braku zaufania było dalsze osłabienie zdolności, której on dotyczył i w efekcie rozpowszechnienie poglądu, że porządek światowy wprowadzony przez USA znalazł się w poważnym kryzysie. Jednak przez większą część dekady lat 70-tych, głównymi siłami w dynamice kryzysu pozostawały ruchy społeczne Pierwszego i Trzeciego Świata, które żądały realizacji obietnic globalnego Nowego Ładu, który podważyłby amerykański porządek światowy (por. Arrighi 1982, Arrighi, Hopkins i Wallerstein 1989, Arrighi 1994).

No i w końcu, pomimo retoryki państwa minimalnego, odpowiedzią Thatcher-Reagana na kryzys lat 70-tych nie było "skurczenie państwa" w reakcji na "spadającą efektywność działań państwa", jak utrzymuje Tilly. Daleki od kurczenia się, rząd USA podczas prezydentury Reagana doprowadził do wyższego zadłużenia wewnętrznego niż kiedykolwiek przedtem w historii USA; i to właśnie ten kryzys, bardziej niż inne czynniki, wiąże dzisiaj ręce rządu USA zarówno w kraju, jak i w sensie globalnym. Główny nacisk związany z reakcją Thatcher-Reagana położony został raczej na to, aby użyć "przejedzonego" państwa do zduszenia siły społecznej w postaci prób robotników Pierwszego Świata i narodów Trzeciego Świata nastawionych na odzyskanie zaufanie i wsparcia dla coraz bardziej ponad-narodowego i niezdyscyplinowanego kapitału. Próby te były w większości przypadków uwieńczone sukcesem, ale stało się to za cenę dalszego rozpadu tego, co pozostało po porządku zimnowojennym. Rozpad ten oznaczał rozprzestrzenienie się wojen, w które włączane były siły inne niż te, które dyscyplinowały armie narodowe - rozprzestrzenienie, które zostało przez Tilly'ego poprawnie uznane za jedną z najważniejszych oznak ogólnego osłabienia wydolności państwa (Arrighi 1994, Epilogue; Tilly i inni 1995, str. 17-18).

Podsumowując, ofensywa przeciwko prawom pracowniczym, która jest cechą obecnej fali globalizacji zakorzeniona jest w historycznych uwarunkowaniach świata, które są zupełnie inne niż te podczas dziewiętnastowiecznej fali globalizacji. Chociaż obecność znacznej, i ciągle rosnącej, ilości i rodzajów korporacji wielonarodowych to jedno z tych uwarunkowań, które decydują o różnicy między tym okresami, to do przyspieszenia ofensywy doszło nie ze względu na tę różnicę. Aby zrozumieć tę ofensywę i jej możliwe konsekwencje, musimy skupić się na różnicach w stosunkach władzy nie między państwami a kapitałem, a między państwami Zachodu a narodami nie-zachodnimi. Musimy się więc skupić na fakcie, że podczas dziewiętnastowiecznej fali globalizacji potęga państw Zachodu w obliczu narodów poza-zachodnich była znaczna i stale rosła, podczas gdy obecnie jest ona mniejsza i wciąż maleje.

To różnica, z którą makrosocjologia CHS nie jest w stanie się odpowiednio zmierzyć za pomocą typowych dla siebie narzędzi, chyba że zdecyduje się na dokonanie koniecznego dla siebie procesu "odmyślenia". Jest tak dlatego, że cały jej program badawczy oparty jest na założeniu, że państwa - włącznie z państwami europejskimi (a właściwie - zwłaszcza nimi), którymi przede wszystkim zajmuje się ten program - są odrębnymi i wyłącznymi jednostkami, których interesy są ograniczone przede wszystkim przez to, co zachodzi wewnątrz ich, lub, w najlepszym razie, w ramach ich wzajemnej rywalizacji. Podczas gdy założenie to okazało się użyteczne w przypadku rozpoznania wspólnych interesów i zasad różnicowania państw w czasie i przestrzeni, sprawiło ono, że makrosocjologia CHS zapomniała o dwóch innych najważniejszych czynnikach formowania się państw w nowożytności: po pierwsze, o fakcie, że w nowożytności stosunki władzy w ramach państw Zachodu i pomiędzy nimi były regularnie kształtowane przez stosunki władzy między państwami zachodnimi a światem nie-zachodnim; i po drugie - o tym, że forma, którą osiągnęły państwa zachodnie i nie-zachodnie jest w znacznym stopniu wynikiem procesu agresywnego podboju świata przez państwa europejskie. To właśnie ten proces zmaterializował się najbardziej wyraźnie podczas drugiej i trzeciej fali globalizacji wyróżnionej przez Tilly'ego, i to właśnie z jego odwróceniem należy wiązać najważniejsze wypaczenia obecnej fali. Czy możemy zrozumieć wiek dziewiętnasty i falę globalizacji pod rządami brytyjskimi bez skupienia się na stosunku Wielkiej Brytanii do jej imperium hinduskiego? I odwrotnie, czy większość problemów, z którymi mają do czynienia Stany Zjednoczone podczas obecnie trwającej fali globalizacji nie są wynikiem tego, że, przeciwnie niż Wielka Brytania podczas fali dziewiętnastowiecznej, nie mają one imperium hinduskiego, z którym mogłyby się podzielić swoim deficytem zadłużeniowym i które dostarczyłoby im militarnych zasobów ludzkich niezbędnych do sprawowania kontroli nad światem?

Envoi

Chciałbym na zakończenie odnieść się do ostatniej kwestii, która nie została poruszona w debacie między Tily'em a Wallersteinem, która jednak jest kluczem do zrozumienia możliwych konsekwencji obecnej fali globalizacji. Sprawa ta jest szeroko omawiana w najnowszej książce Andre Gunder Franka (Frank 1998), jednak po raz pierwszy została podniesiona w ramach makrosocjologii PEWS, w pracy Janet Abu-Lughod na temat tego, co Tilly nazywa pierwszą falą globalizacji ostatniego tysiąclecia. Na ostatnich stronach swojej księżki autorka sugeruje, że trzynastowieczna fala globalizacji, mimo jej luźnego i słabego charakteru, może okazać się właściwym odniesieniem przy rozważeniu naszej przyszłości bardziej niż cokolwiek, co zdarzyło się po niej (1989, str. 368-72). A chodzi tu o stopniowy podbój przez państwa europejskie całego świata i uczynienie z niego nowego, ściślejszego i silniejszego systemu zorganizowanego wokół Europy jako jego centrum. Choć centrum rozwijającego się systemu przenosiło się z państwa na państwo, a w końcu dotarło do Ameryki Północnej, "pozostało w jednej kulturowej strefie, z której wyłączone były mocarstwa afrykańskie, południowo-amerykańskie i azjatyckie. I nawet jeśli instytucje ekonomiczne i polityczne w centrum przeszły poważną transformację, pozostały one w jednej tradycji, która w sensie kulturowym należy do Zachodu". Nauki społeczne były częścią tej tradycji i stały się tak obsesyjne na punkcie "badania istniejącego i rozwijającego się 'nowożytnego' systemu-świata, że nie były w stanie zrozumieć tego, co możemy odczuwać jako jego załamanie się lub przynajmniej jako radykalną transformację" (Abu-Lughod 1990, str. 281-82).

Świadomość, że możemy tu mieć do czynienia z jakimś radykalnym procesem jest zakłócona przez fakt, że "wiele wcześniejszych kolonii europejskich w Afryce i na Bliskim Wschodzie, po uzyskaniu przez nie niepodległości po drugiej wojnie światowej zostało zdegenerowanych w systemie światowym" (Abu-Lughod 1989, str. 370). Po napisaniu tych słów świadomość została jeszcze bardziej zakłócona ze względu na obwieszczony samozwańczo "triumf Zachodu" w Zimnej wojnie - które to roszczenie lekceważy fakt, że ZSRR było nie mniejszym fragmentem zachodniej tradycji kulturowej niż USA i że Zimna wojna była przede wszystkim wojną domową Zachodu. Mimo to, jak już zostało zauważone, uszczupleniu potęgi wielu nie-zachodnich państw, i dalszej centralizacji zasobów siłowych na historycznym Zachodzie towarzyszyło bezprecedensowe w nowożytności wzmocnienie gospodarcze państw znacznie oddalonych od tradycyjnych zachodnich centrów sprawowania władzy. Wzmocnienie to jest wciąż niejasne, jak wskazują na to ostatnie wschodnio-azjatyckie kryzysy finansowe. Jednak tego typu kryzysy były czymś typowym w przypadku wszystkich rodzących się centrów światowego kapitalizmu, ze Stanami Zjednoczonymi w czasie Wielkiego Kryzysu z lat 1929-31 i po nim włącznie (Arrighi, Silver i inni 1999).

Jak Abu-Lughod sama sugeruje (1989, str. 370-1), mimo embrionalnej fazy, w której znajduje się obecnie możliwa transformacja, może to też być znakiem, że "nikną stare korzyści, które leżały u podstaw hegemonii Zachodu". Choć centralizacja środków masowej zagłady w rękach USA sięgnęła niespotykanych dotąd rozmiarów, Stany Zjednoczone nie dysponowały ani zasobami ludzkimi, ani finansowymi, żeby dokonać przełożenia tej centralizacji na rzeczywistą globalną skalę. A o ile żadne z państw wschodnio-azjatyckich, które rozwinęły się w bezpieczeństwie zapewnianym im przez hegemonię USA nawet potencjalnie nie jest w stanie zagrozić militarnie Stanom Zjednoczonym, z pewnością nie są one też gotowe na "wystawienie czeku in blanko", nie mówiąc już o rozlaniu krwi, żeby zapewnić trwanie supremacji amerykańskiej.

Nie jesteśmy świadkami normalnej fuzji potęgi militarnej i finansowej wyższego rzędu, która była typowa w przypadku dotychczasowych zmian na szczytach władzy światowego kapitalizmu, obserwujemy raczej przekształcenia, które doprowadzają do pozostania mocno skoncentrowanych globalnych środków militarnych w rękach słabnącego zachodniego hegemona, oraz koncentracji potęgi finansowej w rękach Azji Wschodniej (Arrighi 1994, Epilogue). W tych warunkach, parafrazując Abu-Lughod (1989, str. 371), rzeczywiście trudno sobie wyobrazić, że era zachodniej hegemonii zostanie zniesiona na rzecz nowej formy podboju światowego. I faktycznie, bardziej prawdopodobne wydaje się, że "nastąpi powrót do względnej równowagi między wieloma centrami, która miała miejsce w trzynastowiecznym systemie światowym". Taki powrót z pewnością oznaczałby konieczność "wprowadzenia nowych reguł gry, lub przynajmniej koniec reguł, które Europa zaprowadziła w szesnastym wieku".

Obydwa warianty makrosocjologii historycznej mają zadziwiająco mało do powiedzenia na temat tego, jak reguły te mogą wyglądać i jak nadzorować proces, który może doprowadzić do ich pojawienia się. Wydaje mi się, że jest tak dlatego, że obydwie te koncepcje próbowały dopasować fakt obecnego rozwoju Azji Wschodniej do konstrukcji teoretycznych, do których wydarzenie to nie przystaje. Może nadszedł czas, aby wypróbować przeciwnej strategii - "odmyślenia" samych tych konstrukcji w obliczu ponownej koncentracji gospodarki globalnej na Azji Wschodniej.

Literatura

Abu-Lughod, Janet (1989), Before European Hegemony. The World System A.D. 1250-1350, New York: Oxford University Press.

__________ (1990), "Restructuring the Premodern World-System", Review, XIII, 2, 273-286.

Arrighi, Giovanni (1978), The Geometry of Imperialism. The Limits of Hobson's Paradigm, London: Verso.

__________ (1982), "A Crisis of Hegemony", in S. Amin, G. Arrighi, A.G. Frank and I. Wallerstein, Dynamics of Global Crisis, New York: Monthly Review Press, 55-108.

__________ (1994), The Long Twentieth Century. Money, Power and the Origins of Our Times, London: Verso.

Arrighi, Giovanni, Terence Hopkins and Immanuel Wallerstein (1989), Antisystemic Movements, London: Verso.

Arrighi, Giovanni, Beverly Silver et al. (1999), Chaos and Governance in the Modern World System, Minneapolis, MN: University of Minnesota Press.

Braudel, Fernand (1984), The Perspective of the World, New York: Harper and Row.

Chase-Dunn, Christopher and Peter Grimes (1995), "World-Systems Analysis", Annual Review of Sociology, XXI, 387-417.

Cohen, Benjamin (1996), "Phoenix Risen. The Resurrection of Global Finance", World Politics, XLVIII, 268-96.

Cumings, Bruce (1997), "Japan and Northeast Asia into the 21st Century", in P. J. Katzenstein and T. Shiraishi, eds., Network Power. Japan and Asia, Ithaca, NY: Cornell Univ. Press, 136-68.

Evans, Peter (1995), Embedded Autonomy: States and Industrial Transformation, Princeton, NJ: Princeton University Press.

Frank, Andre Gunder (1998), ReORIENT. Global Economy in the Asian Age, Berkeley, CA: University of California Press.

Friedmann, Harriet (1996), "Prometheus Rebound", Contemporary Sociology, XXV, 3, 319-22.

Gilpin, Robert (1975), U.S. Power and the Multinational Corporation, New York: Basic Books.

Harvey, David (1995), "Globalization in Question", Rethinking Marxism, VIII, 4, 1-17.

Ikeda, Satoshi (1996), "World Production", in T.K. Hopkins, I. Wallerstein et al, The Age of Transition. Trajectory of the World-System 1945-2025, London: Zed Books, 38-86.

Kindleberger, Charles (1969), American Business Abroad, New Haven, CT: Yale University Press.

Kohli, Atul et al (1995), "The Role of Theory in Comparative Politics. A Symposium", World Politics, XLVIII, 1-49.

Polanyi, Karl (1957). The Great Transformation: The Political and Economic Origins of Our Time. Boston, MA: Beacon Press.

Ruggie, John (1994), "Third Try at World Order? America and Multilateralism after the Cold War", Political Science Quarterly, CIX, 4, 553-70.

Skocpol, Theda (1994), Social Revolutions in the Modern World, New York: Cambridge University Press.

Stopford John M. and John H. Dunning (1983). Multinationals: Company Performance and Global Trends. London: Macmillan.

Tilly, Charles (1995), "Macrosociology, Past and Future", Newsletter of the Comparative & Historical Sociology Section of the American Sociological Association, VIII, 1-2, 1-4.

Tilly, Charles et al. (1995), Tilly, "Globalization Threatens Labor's Rights," plus responses from Immanuel Wallerstein,

Aristide Zolberg, Eric Hobsbawm, and Lourdes Beneria, followed by Tilly's reply, International Labor and Working Class History, XLVII, 1-55.

Wallerstein, Immanuel (1996), "The Rise and Future Demise of World-Systems Analysis", Review, XXI, 1, 103-112.

Tekst ukazał się w: Janet Abu-Lughod [red.], Sociology for the Twenty-First Century. Continuities and Cutting Edges. Chicago: Chicago University Press 2000, str. 117-133. Wcześniejsza wersja artykułu przedstawiona została na konferencji ASA/ISA North American Conference, "Millennial Milestone. The Heritage and Future of Sociology," Toronto, Kanada, 7-8 sierpnia 1997. Tłumaczenie: Mariusz Turowski

© 2000 Giovanni Arrighi
© 2001 Mariusz Turowski <powrót>

 

Wrocław, 10.10.2001