Konflikty praw, konflikty kultur.

Prawa człowieka - triumf, modyfikacje, unicestwienie...

 

 

W 1946 roku ONZ zorganizował spotkanie zespołu filozofów, historyków i prawników, którzy mieli za zadanie stwierdzić możliwość znalezienia wśród różnych kultur na świecie odpowiedniego konsensusu co do możliwości określenia listy fundamentalnych praw ludzkich. Mary Ann Glendon z Harvard Law School porównała wysiłki zespołu do zadań, które czekały budowniczych wieży Babel. Najpierw wysłano szczegółowe kwestionariusze do mężów stanu i myślicieli na całym świecie. Odpowiedzi, które nadeszły opisywały prawa człowieka zarówno z chińskiej, arabskiej, hinduistycznej, jak i amerykańskiej, europejskiej i związanej z państwami bloku komunistycznego perspektyw. "Ku zaskoczeniu zespołu, listy podstawowych praw i wartości, które otrzymali z tak wielu różnych źródeł okazały się bardzo zbliżone", wspomina Ms Glendon w niedawno opublikowanej historii tworzenia Powszechnej Deklaracji. "Tak, zgadzamy się co do praw, ale pod warunkiem, że nikt nie zapyta nas dlaczego", zauważa niechętnie jeden z członków zespołu, francuski filozof Jacques Maritain.

Problem w dalszym ciągu jest aktualny. Sama idea praw, ich źródło i uzasadnienie pozostaje sprawą burzliwych dyskusji nie tylko wśród chrześcijan, buddystów i muzułmanów, ale nawet wśród zachodnich filozofów politycznych, których łączą pewne wspólne poglądy na temat natury człowieka i społeczeństwa. Dyskusje te są nadzwyczaj interesujące, ale jednocześnie nie możemy sobie wyobrazić, żeby kiedykolwiek zostały zakończone. Przegląd niniejszy nie będzie próbował rozwiązać powyższych trudności, zamiast tego podąży śladem przykładu, który zasugerował Maritain, by dojść do stwierdzenia, że każda osoba, po prostu ze względu na to, że jest istotą ludzką, posiada pewne niemożliwe do zakwestionowania prawa, które inni, w cywilizowanych społeczeństwach, muszą szanować.

Godząc to, co niemożliwe do pogodzenia

Ale ten fragment jest dość łatwy. Kolejna część - ta umieszczająca prawa człowieka w rzeczywistości praktyki - jest o wiele bardziej kontrowersyjna. Większość dyskusji politycznych, nawet w Europie Zachodniej czy Ameryce, gdzie podstawowe prawa są już od dawna skodyfikowane, dotyczy wyraźnie nierozwiązywalnych konfliktów pomiędzy konkretnymi prawami. Taki stan rzeczy jest łatwy do przewidzenia, ponieważ podstawowe prawa rzeczywiście wywołują czasami konflikty - na przykład z jednej strony prawo do prywatności, a z drugiej prawo do swobody ekspresji - i równoważenie praw, które stoją ze sobą w sprzeczności jest właściwym tematem dyskusji toczonych na forum publicznym. Międzynarodowe ustawodawstwo dotyczące praw człowieka nie ma za zadanie rozwiązać tych kwestii, ale jedynie zapewnić, żeby społeczeństwo dołożyło wszelkich starań, aby osiągnąć równowagę i nie przechodzić do porządku dziennego nad podstawowymi prawami tylko dlatego, że przestrzeganie ich przez dany rząd nie jest mu po drodze.

Istnieje również zamieszanie dotyczące zasad, które konstytuują podstawowe prawa. Zwłaszcza Amerykanie bardzo chętnie rozwiązują każdy spór odwołując się do praw. Zbyt częste używanie tego rodzaju "mowy praw" (rights talk) może być przeszkodą dla koniecznego politycznego kompromisu. Każda ustawa daje komuś jakieś prawa i nakłada na kogoś innego określone obowiązki prawne. Takie prawa ustawowe są uwarunkowane tym, co większość uznaje za dobrą politykę społeczną. Tutaj widać odmienność praw człowieka. Powinny one stać w opozycji nawet do tego, co może chcieć większość.

Ci, którzy są sceptyczni co do praw uważają tę ich cechę za antydemokratyczną, i rzeczywiście tak jest, że prawa człowieka nie są spójne z absolutnym systemem większościowym. Większości, którym nic nie przeszkadza mogą robić mniejszościom okropne rzeczy. Niezbyt wielu współczesnych demokratów wierzy, że wsparcie ze strony większości może jawnie usprawiedliwiać politykę rasistowską, odmówienie prawnej równości kobietom czy tłumienie opozycyjnych wydawnictw.

Międzynarodowe porozumienia dotyczące praw człowieka nie mają za zadanie rozwiązywać kontrowersyjnych konfliktów praw w poszczególnych społeczeństwach; nie wspierają one również żadnych konkretnych rozwiązań politycznych. Mamy tu do czynienia z szeroką, coraz większą, zgodą dotyczącą tego, które prawa są fundamentalne, przynajmniej tak można sądzić z rosnącej ratyfikacji traktatów (patrz rys. 1), ale państwom daje się wolną rękę co do sposobu, w jaki prawa te należy realizować w praktyce.

Na przykład prawo do uczestnictwa w życiu politycznym jest uznawane są fundamentalne, ale może ono być wcielone na różne sposoby i w ramach mnóstwa odrębnych systemów wyborczych. Europejczycy akceptują niektóre ograniczenia nakładane na media, których Amerykanie nigdy by nie mogli tolerować, jednak nikt nie może porównać tego z kontrolą prasy narzuconej przez rząd chiński. Normy międzynarodowe stają się adekwatne jedynie wtedy, gdy państwom nie udaje się wprowadzić równowagi między prawami, które stoją do siebie w opozycji, lub w ogóle ich przestrzegać. Nawet Europejski Trybunał Praw Człowieka, który sprawuje najbardziej efektywne międzynarodowe rządy, pozwala państwom, zamiast kłaść nacisk na prawne ujednolicenie, na to, co nazywa "marginesem uznania", jeśli chodzi o ich decyzje.

Mimo wszystko jednak, prawa wymienione w tak zwanej Międzynarodowej Karcie Praw - Powszechnej Deklaracji i dwóch Konwencji Międzynarodowych, które są jej skutkiem - niewątpliwie wygląda jak karta definiująca jeden szczegółowy rodzaj rządów: liberalno-demokratyczne państwo opiekuńcze (welfare state) (patrz rys. 2). Główne cechy zostały naszkicowane w Powszechnej Deklaracji zanim jeszcze Ameryka i Zachodnia Europa stanowczo ustanowiły swoje własne systemy dobrobytu (welfare). Podczas dyskusji nad deklaracją ekonomiczne i socjalne prawa, wymienione w dolnej połowie tabeli, były gorąco promowane nie tylko przez blok wschodni i trzeci świat, ale również przez przedstawicieli z Zachodu.

Czy socjalne i ekonomiczne prawa należą do takiej listy? Większość obrońców idei praw człowieka twierdzą, że tak, argumentując, że prawa człowieka są wyprowadzone z faktu dotyczącego godności jednostki, i dlatego są powszechne i niemożliwe do rozdzielenia jedne od drugich. Jeśli ludzie umierają z głodu, chorób czy zaniedbania, nie mogą starać się o swoje inne prawa. Minimalny poziom wyżywienia, schronienia, opieki medycznej i edukacji dla każdej osoby to cele, których nie można podważyć i każda "normalna" społeczność powinna do nich dążyć. Ale co zostaje osiągnięte przez wymienienie ich w konwencjach międzynarodowych? Uznanie za podstawowe (jak ma to miejsce w Powszechnej Deklaracji , w artykule 24) prawa do płatnych wolnych dni od pracy wydaje się po prostu krokiem w złym kierunku. Jeśli kraj jest za biedny, aby zrealizować te cele, uznanie go za wroga praw człowieka nie daje żadnych rezultatów.

Roszczenia co do dóbr ekonomicznych nie są możliwe do usankcjonowania. Instytucja prawna, nawet w biednym kraju, może zdefiniować kiedy prawa obywatelskie lub polityczne są gwałcone przez rząd, ale nie może, opierając się jedynie na racjach prawnych, zebrać odpowiedniej ilości zasobów, aby wyjść naprzeciw społecznym i ekonomicznym żądaniom. W państwach, w których żądania wspierania ekonomicznego stały się częścią obowiązującego prawa, są one przeważnie oparte na ustawach, nie są natomiast częścią konstytucyjnych kart praw. Państwa takie mają wystarczającą ilość dóbr, z których część może zostać redystrybuowana pomiędzy tych, którzy są w potrzebie, ma tam też miejsce odpowiedni konsensus polityczny, aby można to było wykonać.

Co więcej, pomieszanie tych dwóch kategorii praw w międzynarodowym ustawodawstwie związanym z prawami człowieka spowodowało zaistnienie odrębnych problemów. Przez całe dekady sprawiało, że Związek Radziecki poddany był krytyce ze strony Zachodu za jego rzeczywistość praw obywatelskich i politycznych, w oparciu o zarzuty, że dawała ona pierwszeństwo prawom socjalnym i ekonomicznym. Chiny oraz niektóre państwa trzeciego świata, sprawiają, że jest to wciąż aktualny problem, i to z tych samych powodów. Związki zawodowe w bogatych państwach również często zwracają uwagę na żałosne warunki pracy w rozwijających się krajach jako przykład gwałcenia praw człowieka, podczas gdy ich prawdziwym celem jest odpowiednie zabezpieczenie się przed konkurencją związaną z tanią siłą roboczą.

W rzeczywistości przestrzeganie praw obywatelskich i politycznych wydaje się największą szansą rozwoju ekonomicznego, który umożliwia zabezpieczenie podstawowych potrzeb. Stabilne demokracje cechują się o wiele lepszymi osiągnięciami ekonomicznymi niż ustroje totalitarne. Utożsamienie tych dwóch kategorii praw - i w ten sposób próba "uprawomocnienia" kwestii, które powinny zostać oddane w ręce polityków i rynku - jedynie narobiło zamieszania w idei praw człowieka i przyczyniło się do wywierania na rządy presji do przestrzegania praw obywatelskich i politycznych.

Imperializm kulturowy?

Bardziej niszczycielski atak na kwestię międzynarodowych praw człowieka przedstawiciele kulturowego relatywizmu, którzy uważają, że cała ta filozofia jest produktem zachodniego indywidualizmu i że dlatego próba wprowadzenia praw człowieka do innych kultur jest formą imperializmu. Podobne argumenty są wysuwane, na przykład, przez wyznawców wartości azjatyckich i fundamentalistów islamskich. Niektórzy komentatorzy zachodni zgadzają się. Jednym z najbardziej elokwentnych jest Samuel Huntington, profesor polityki międzynarodowej w Harvard University. W 1993 roku opublikował słynny artykuł, w którym zapowiadał, że to kultura a nie ideologia będzie w przyszłości odpowiedzialna za większość głównych konfliktów. Pisał w nim: "Zachodnie idee indywidualizmu, liberalizmu, konstytucjonalizmu, praw człowieka, równości, wolności, rządów prawa, demokracji, wolnego rynku, rozdziału kościoła i państwa, zwykle spotykają się z niewielkim oddźwiękiem w kulturach islamskiej, japońskiej, hinduistycznej, buddyjskiej czy prawosławnej. Zachodnie zabiegi propagowania takich idei wywołuje zamiast tego reakcję przeciwko "imperializmowi praw człowieka" i powrót do wartości typowych dla danej kultury".

Teza relatywistyczna jest nieprzekonująca z wielu powodów. Zakłada ona, że istnieje jakiś jednolity zbiór zachodnich, islamskich czy azjatyckich wartości kulturowych, typowych dla każdej z nich. Co jest oczywistą nieprawdą. Już sama lista Huntingtona - konfucjańskie, japońskie, hinduistyczne, buddyjskie - jest odrzuceniem popularnej "szufladki": wartości "azjatyckich". Mamy wiele tradycji i wierzeń, wśród których można znaleźć te nieraz w stosunku do siebie wrogie, nawet w obrębie ich samych. Islam również daleki jest od monolitu. Tak jak w kulturze judeo-chrześcijańskiej, można w nim znaleźć wiele postaci, od fundamentalistycznej, po zsekularyzowaną, włączając w to nurt, który doprowadził do racjonalizmu i odkryć naukowych.

Relatywiści kulturowi zakładają też, że najważniejsze prawa polityczne i obywatelskie wcielone w międzynarodowych dokumentach praw człowieka są wyłącznie pochodzenia zachodniego. Ale są one oparte na wartościach szeroko akceptowanych w wielu kulturach: szacunek do nienaruszalnej wartości życia i godności ludzkiej, tolerancja w stosunku do różnic i pragnienie wolności, porządku, sprawiedliwości i stabilności. Kwestia dotycząca tego, czy i w jakich warunkach roszczenia jednostki powinny wziąć górę nad rządaniami wspólnoty, czy przeciwnie, jest dyskutowana w wielu kulturach bez końca. Jest to zagadnienie, co do którego nawet zachodni liberałowie, jakoby rzecznicy atomistycznego indywidualizmu, nie mogą dojść do porozumienia. Nietolerancyjne formy Islamu i hierarchiczne formy konfucjanizmu rzeczywiście istnieją, ale zachodnie społeczności również często bywały nietolerancyjne i shierarchizowane. Stany Zjednoczone nie rozpoczęły demontażu segregacji rasowej aż do 1954 roku. Francja nie gwarantowała praw wyborczych kobietom do 1944 roku, Szwajcaria - aż do 1971. W imię praw, o których mowa w Powszechnej Deklaracji oraz innych traktatach, trzeba walczyć tak na Zachodzie, jak i w innych miejscach na kuli ziemskiej.

To ludzie, którzy są przy władzy próbują wykorzystywać wartości islamskie lub azjatyckie, aby usprawiedliwić represje i ograniczenie praw, i to ludzie, którzy są poddawani represji mają apelować do całego świata, aby te prawa były wcielane w życie. "W oczach wspólnoty międzynarodowej, rządy nie są już jedynymi "aktorami"", mówi Christopher Keith Hall, prawnik z Amnesty International. "Ludzie, którzy są represjonowani również są "uczestnikami"". Arabscy i islamscy aktywiści praw człowieka są członkami kultury islamskiej w takim samym stopniu jak rządzący w ich państwach, czy fundamentaliści. Kto jest bardziej "azjatycki", Mahathir Mohamad, premier Malezji, który ostatnio krwawo stłumił opozycję i uwięził swojego zastępcę, czy Aung San Suu Kyi, zdobywca pokojowej nagrody Nobla, który kieruje ruchami opozycyjnymi w Birmie?

Ponadto międzynarodowe zobowiązania dotyczące praw człowieka nie są kaftanem bezpieczeństwa, o którym mówią relatywiści. Przez 50 lat w Japonii rządziła przeważnie jedna partia polityczna, ale państwo to nie stało się monopartyjną strukturą jak Związek Radziecki czy Chiny. Japońscy wyborcy cieszą się pełnią praw obywatelskich i politycznych, choć wybrali ich praktykowanie w specyficzny kulturowo sposób. Podobnie, jeśli większość kobiet arabskich może głosować lub pracować, ale decyduje się tego nie robić, ich prawa nie zostają naruszone. Zobowiązania dotyczące praw człowieka definiują przymus ze strony rządu lub prawa; nie uwzględniają konkretnych społecznych uwarunkowań. To prawda, że trudno jest określić prawne i społeczne przymusy, ale międzynarodowe normy praw człowieka mogą dotyczyć jedynie aspektów prawnych.

No i na koniec, relatywiści nie biorą pod uwagę faktu, że zdecydowana większość światowej populacji żyje w państwach obejmujących więcej niż jedną tradycję kulturową. Użycie siły, którą posiada rząd do wprowadzenia konkretnego, nietolerancyjnego trendu w kulturze dla wszystkich obywateli danego państwa jest przepisem na ciągły konflikt, zarówno wewnątrz granic, jak i pomiędzy nim

 

1"Knowing the Universal Declaration of human Rights", Notre Dame Law Journal, May 1998

2 "The Clash of Civilisations?", Foreign Affair, vol 72, 1993. Argumentacja z tego artykułu została rozszerzona w książce Huntingtona, The Clash of Civilisations and the Remaking of World Order, Simon & Schuster, 1996

rys. 1

Od urodzenia...

Międzynarodowa Karta Praw Człowieka uznaje

prawa do:

dokument i artykuł*

Życia

D3, C6

Wolności i bezpieczeństwa osobistego

D3, C9

Ochrony przed niewolnictwem

D4, C8

Ochrony przed torturami, okrutnym traktowaniem

i nieludzką karą

D5, C7

Uznania jako osoby w obliczu prawa

D6, C16

Równej ochrony ze strony prawa

D7, C14, C26

Dostępu do środków prawnych piętnujących łamanie praw

D8, C2

Ochrony przed bezprawnym aresztowaniem lub zatrzymaniem

D9, C9

Przesłuchania przed niezależnym i nieuprzedzonym sądem

D10, C14

Bycia traktowanym jako osoba niewinna przed udowodnieniem winy

D11, C15

Ochrony przed prawem wydanym “po fakcie” (zakaz działania prawa wstecz)

D11, C15

Ochrony prywatności, życia rodzinnego i domu

D12, C17

Swobody przemieszczania się i osiedlania

D13, C12

Poszukiwania schronienia przed prześladowaniami

D14

Narodowości

D15

Wchodzenia w związki małżeńskie i zakładania rodziny

D16, E10, C23

Posiadania dóbr

D17

Wolności myśli, sumienia i wyznania

D18, C18

Wolności zrzeszania się i stowarzyszeń

D20, C21, C22

Aktywności politycznej

D21, C25

Bezpieczeństwa socjalnego

D22, E9

Pracy w korzystnych warunkach

D23, E6, E7

Wolnych związków zawodowych

D23, E8, C22

Odpoczynku i czasu wolnego

D24, E7

Jedzenia, ubrania i mieszkania

D25, E11

Opieki zdrowotnej i opieki społecznej

D25, E12

Specjalnej ochrony w stosunku do dzieci

D25, E10, C24

Edukacji

D26, E13, E14

Uczestnictwa w życiu kulturalnym

D27, E15

Samo-określenia

E1, C1

Ludzkiego traktowania podczas zatrzymania lub uwięzienia

C10

Ochrony przed uwięzeniem za długi

C11

Ochrony przed bezprawnym wypędzeniem obcych

C13

Ochrony przed wystawieniem na rasową lub religijną nienawiść

C20

Ochrony praw mniejszości

C27

*D - Powszechna Deklaracja Praw Człowieka

C - Międzynarodowa Konwencja Praw Obywatelskich i Politycznych

E - Międzynarodowa Konwencja Praw Ekonomicznych, Społecznych i Kulturowych

Dokumenty powyższe składają się na tak zwaną Międzynarodową Kartę Praw Człowieka (International Bill of Human Rights)

źrodło: Jack Donnelly, International Human Rights, Westview Press 1998

 

rys. 2

tabele oprac. na podst. The Economist, "A Survey of Human-Rights Law", December 5th-11th 1998

 

 

 

 
 
Wrocław, 01.07.2000