Andre Gunder Frank

Dialog - tak, cywilizacje - nie

W poszukiwaniu humano- i eko-centryzmu: jedność w wielości, a nie zderzenia cywilizacji

DIALOG - TAK, CYWILIZACJE - NIE
ANI SPOŁECZEŃSTWA, ANI KULTURY

CYWILIZACJE - NIE: Nie ma, i nigdy nie istniały odrębne cywilizacje, społeczności, kultury, ani nawet ludy. Upieranie się przy tych kategoriach to przejaw ideologii. Ideologii "aseptycznie" czystych i prostych, choć posługujących się mistycznymi kategoriami, mieszającymi ze sobą prostą i złożoną rzeczywistość. W liczbie mnogiej stworzenie i wykorzystywanie tych terminów, zwłaszcza w odniesieniu do "innych" "cywilizacji", odmiennych od pozostałych, nie mówiąc już o ich "barbarzyństwie", świadomie bądź nie wyraża najczęściej mistyczne, choć czasami konkretne i wyraźnie określone, roszczenia do rzekomej wyższości. Magia ta odwołuje się do wybranego (przez Boga?) narodu panów (herrenvolk), którym jest dana grupa, wyróżniona spośród innych, a często będąca przeciwko wszystkim. Roszczenia te, od dziewiętnastego wieku i wciąż w wieku dwudziestym, od niedawna najszerzej i w najpełniejszy sposób wyrażane są w ramach wszechogarniającej ideologii amerykańskiej. Szczególnie dostojny, triumfalistyczny charakter przybrały jako "koniec historii" (Fukuyama), nawet jeśli wciąż muszą się zmierzyć ze "zderzeniami cywilizacji" "Zachodu przeciwko wszystkim" (Huntington) i "dżihadu kontra Mcdonaldyzacji" (Barber), by zwalczyć "nadchodzącą anarchię w świecie" (Kaplan). Wszyscy ci eksperci ze swoimi zwodzącymi tezami cywilizacyjnymi o cywilizacyjnych walkach między "nami" a "nimi" są ideologicznie wątpliwe i społeczno-politycznie konfliktogenne, często z rozmysłem. Musimy przeciwstawić im bardziej realistyczne i jednocześnie bardziej humano- i eko-centryczne badania z przesłaniem, które obejmuje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, a także nasze poszukiwania wielości w jedności i jedności w wielości.

DIALOG - TAK: Efektem kontaktów między narodami jest przekazywanie i wymiana środków oraz gotowych produktów i technologii, a także stosunki związane z handlem, migracją, podbojami, formowaniem się państw, wojnami, a także kulturami i religiami, które towarzyszyły im na przestrzeni wieków. Jeśli "masywne", rozległe cywilizacje nigdy nie trwały w stanie całkowitej niezależności od świata zewnętrznego, to ich drobniejsze odpowiedniki - czy też nie-cywilizowane, "barbarzyńskie", "społeczeństwa", "kultury", "narody" czy "etniczności" - są tym bardziej, słowami Andersona, wspólnotami wyobrażonymi. Możemy tu pokazać jedynie cztery powody, dlaczego one są, były, a nie powinny być, określane jako istniejące realnie.

[1] Po pierwsze, nie ma sposobu określenia jakichkolwiek granic między takimi większymi cywilizacjami, a tym bardziej pomiędzy mniejszymi ich budulcami czy innymi jednostkami społecznymi, i stąd nie istnieje możliwość zdefiniowania, gdzie dana jednostka się zaczyna, a gdzie kończy się inna. [2] Wszystkie te rzekome cywilizacje/ społeczeństwa/ kultury/ narody/ etniczności/ a także religie doświadczają przemian w czasie, to znaczy - trwając, zmieniają się. Tak jak rzeka przepływająca pod mostem - nigdy nie jest taka sama między poszczególnymi momentami. Co więcej, nawet bardziej niż te nad rzekami, mosty nad "jednostkami" kulturowymi muszą być nieustannie wznoszone i przebudowywane, ponieważ ich "rzeka" bez przerwy zmienia swoje koryto i bieg. Tak jak rzeka Żółta, sama wielo-tysiącletnia cywilizacja "chińska" - czy też cywilizacje "chińskie"! - bez ustanku zmieniała swój kurs i szerokość, czasami bardzo gwałtownie w krótkim czasie. [3] Podobnie jak w przypadku rzek, a wręcz jeszcze bardziej intensywnie, rozmiar, kształt i zawartość wszystkich tych fikcyjnych oddzielnych czy pojedynczych "jednostek" podlegają tymczasowości i ciągłym zmianom - co jest skutkiem kontaktu i wzajemnego wpływu pomiędzy różnymi "tworami". Chodzi nie tylko o przeszłe i teraźniejsze strumienie współzależności, ale też o to, że składniki wszystkich "jednostek" kulturowych są wymieszane w efekcie zarówno przenikania, jak i bezustannego, zawsze mającego miejsce, ustalania relacji między sobą. Równie ważna, i równie lekceważona, jest wzajemna zależność i wkład "barbarzyńskich koczowników" z Azji Środkowej i "cywilizowanych osiedleńców" wzdłuż Granic Wewnątrz-Azjatyckich, jak Owen Lattimore określił ludy z "chińskiej" (a także mandżurskiej, koreańskiej itd.) Azji Południowej. Ale dokładnie to samo odgrywało rolę w formowaniu i przemianie cywilizacji w Azji Południowej, Zachodniej, na Syberii i w rosyjskiej Azji Północnej, nie mówiąc już o tych z marginalnego półwyspu-cyplu tego kontynentu - Europy.

[4] Sama nasz "tożsamość" społeczno-kulturowa, o wiele bardziej niż strumienie, rzeki i jeziora, a nawet oceany cywilizacyjne, jest najczęściej definiowana przez innych, zwłaszcza przez naszych sąsiadów, o wiele rzadziej przez nas samych. Formując - i reformując! - nasze tożsamości, kształtujemy i przekształcamy je przede wszystkim w reakcji na te, które są nam narzucane przez innych. Następnie wartościujemy od nowa, przeważnie negatywne, wątki tożsamości, które inni wprowadzili do naszego świata i odbudowujemy je według warunków naszego świata, czyniąc je bardziej pozytywnymi i próbując zastosować je również w innych miejscach. Dzieje się tak szczególnie w momencie, gdy militarna bądź polityczna opresja wywołuje skutki, którym towarzyszy pojawianie się formacji nacjonalistycznych bądź etnicznych, jako protest przeciwko rosnącym prześladowaniom. To znowu jest efektem prób, lub udanych prób, coraz większych korzyści ekonomicznych, którymi cieszą się wybrani kosztem, również rosnącym, innych. Ma to miejsce tym bardziej, gdy malejący gospodarczy tort do podziału maleje, zmniejszając absolutną ilość zasobów dostępnych dla wszystkich i powoduje konflikty o dostęp do tego, co pozostało.

Mimo to "dialog" czy raczej "multi-log" wśród "cywilizacji" czy "etniczności" przez większą część historii przyjmował formę przyjacielskiej dyskusji między sąsiadami, którzy nie odgradzali się od siebie nawet płotami. Treść tych dialogów stanowiły przede wszystkim problemy codzienne, dotyczące praktycznych następstw współżycia - zwłaszcza ekonomicznych, w mniejszym stopniu politycznych, rzadko kiedy w związku z "trzecimi", innymi, a jeszcze mniej co do filozoficznych, religijnych czy opartych na kulturze innych, na przykład artystycznych, dyskursów o głębokim czy wzniosłym znaczeniu. Na całym obszarze afro-azjatyckim, a także na Półkuli Zachodniej członkowie różnych etniczności i kultur wchodzili we wspólne związki, w nastawionych na współpracę i pokój, nawet jeśli chodziło również o konkurencję, dysputach o wiele dłużej i częściej. Konflikty były wyjątkiem.

Podobnie wewnątrz i pomiędzy imperiami, państwami, plemionami, miastami, wioskami i wszystkimi innymi "jednostkami" społecznymi i kulturowymi, gdzie ludzie różniący się kolorem skóry, językiem, systemem przekonań, oddaniem dla swojej "cywilizacji" itd. akceptowali się wzajemnie, najczęściej nawet nie zauważając czy nie zwracając uwagi na jednostkowe czy wspólnotowe odmienności drugiego. Konfucjanie, taoiści, zoroastryści, buddyści, hinduiści, muzułmanie, chrześcijanie, żydzi, animiści, agnostycy, ateiści i inni nie tylko pokojowo współżyli obok siebie we wzajemnym "dialogu"; handlowali ze sobą, migrowali, zachodzili w związki małżeńskie oraz uczestniczyli, nawet jeśli związane to było z pewnego rodzaju porządkiem hierarchicznym, w społecznych, politycznych i biurokratycznych piramidach. Chińskie, hinduskie, muzułmańskie, chrześcijańskie i inne państwa i wspólnoty były otwarte i integrowały się z "obcymi", bądź częściej - asymilowały ich. Wiele imperiów, chińskie, mongolskie, hinduskie, osmańskie i inne, z rozmysłem zwracało się na zewnątrz i korzystało z talentów technicznych, gospodarczych, politycznych, militarnych, administracyjnych, kulturowych, artystycznych i innych, które mogły zaoferować zarówno jednostki, jak i całe wspólnoty, co przyczyniało się do przewartościowania obydwu stron. Wszelkie rywalizacje czy konflikty interesów i wspólne działania między i w ramach jednostek społeczno-kulturowych były równocześnie o wiele bardziej "cywilizowanym" dialogiem niż awanturowaniem się czy nawet milczeniem.

Gdy konflikty interesów prowadziły lub przekładały się na groźby lub użycie siły, co oczywiście często się zdarzało, tak jak dzisiaj, dochodziło do dostosowywania się wrogich obozów pod wieloma względami, ale nie cywilizacyjnymi, kulturowymi, narodowymi czy etnicznymi. W rzeczywistości to, co na pierwszy rzut oka wydaje się konfliktem i wojną pomiędzy narodami czy rasami opiera się na rzekomych różnicach i korzysta z nich w bardzo szerokim zakresie, traktując je nie tylko jako możliwe przyczyny czy genezy takich konfliktów. Mnóstwo jest takich przykładów z dzisiejszego świata. Określenie niedawnego konfliktu w byłej Jugosławii jako zderzenia cywilizacji, w sensie Huntingtona, to zbyt prosty sposób myślenia o ludziach, opisywania ich i tworzenia między nimi podziałów. Jeśli by tak było, to dlaczego zachodnie-tureckie(?)-NATO-owskie potęgi miałyby wspierać muzułmańskich Albańczyków czy nawet tworzyć i uzbrajać Armię "Wyzwolenia" Kosowa w Kosowie i teraz w Macedonii? Równocześnie wielu przyjaźnie wcześniej nastawionych do siebie sąsiadów czy wręcz członków tych samych rodzin w Bośni czy gdziekolwiek, zmuszonych jest nie tylko wybierać, ale odkrywać różne i wrogie w stosunku do siebie tożsamości etniczne, o których przedtem nie mieli żadnej świadomości, a teraz nabywają je wbrew sobie. Twierdzenia zachodnich intelektualistów i dziennikarzy, że Tito powstrzymał jedynie 400-letnie animozje etniczne, które prędzej czy później musiały dać o sobie znać nie dają się obronić w obliczu dowodów historycznych, które pokazują coś przeciwnego. Takie błędne opisy różnic są przede wszystkim owocem ignorancji bądź świadomych prób negowania i pomniejszania gospodarczej i politycznej odpowiedzialności zachodniej ekonomii politycznej za wywoływanie konfliktów, nawet w ich etnicznym kształcie. To samo odnosi się do konfliktów dotyczących ziemi i zasobów wody pomiędzy żydowską - ale też arabską, muzułmańską, amerykańską, etiopską, a obecnie też rosyjską - ludnością Izraela a muzułmanami, ale też chrześcijańską Palestyną, której mieszkańcy przez wieki i właściwie tysiąclecia żyli w harmonii. Podobne twierdzenie jest ważne w odniesieniu do Hindusów, muzułmanów i innych narodowości w Indiach, Singalezi i Tamilów na Sri Lance, Hutu i Tutsi w stworzonej przez Zachód Rwandzie, i w innych miejscach na kuli ziemskiej. W obydwu przypadkach obiektywna analiza dowodów pokaże, że zarówno genezą, jak i bezpośrednią przyczyną konfliktu jest pogorszenie się warunków ekonomicznych i rosnące zubożenie całej populacji lub niektórych jej warstw. Odnosząc się do sytuacji w naszym świecie, możemy się w ten sposób dowiedzieć, że kłopoty gospodarcze są efektem warunków nałożonych na dane kraje przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który ponosi bezpośrednią współ-odpowiedzialność za rozpad Jugosławii oraz między-plemienne i etniczne wojny w Somalii i Rwandzie, nie mówiąc już o wznowionych indonezyjskich pogromach przeciwko Chińczykom na Jawie i innym grupom etnicznym na Sumatrze, które były wzniecane wskutek coraz większych problemów ekonomicznych.

Podobna prawidłowość, proces, trwał i powtarzał się przez wieki i tysiąclecia. Nawet u zarania "cywilizacji" w 4 i 3 milenium, nie było odrębnych specjalnych "cywilizacji". Do 3 tysiąclecia w i POZA Złotym półksiężycem, wspólna reakcja społeczna na dotykające wszystkich zmiany ekologiczne i związane z nimi relacje migracyjne, ekonomiczne, militarne, polityczne, społeczne i kulturowe, bezpośrednio i - na zasadzie naczyń połączonych - pośrednio, wiązały ze sobą obszary, które obejmowały Półwysep Arabski, Numbię i Egipt na południowym wschodzie; Lewant, Anatolię i wschodnią część Morza Śródziemnego na zachodzie; Zatokę Perską, Persję/Elan, a także Mezopotamię w środku; oraz Harappę, Afganistan i inne części Azji Środkowej na północnym wschodzie. Wkrótce lub już wówczas dołączone tam zostały też "Europa" oraz Subkontynent Indyjski. Kryterium przynależności do danego systemu światowego jest to, że żadna część tego systemu nie może być taka, jaka jest lub była, jeśli pozostałe jego fragmenty nie są już takie jak do tej pory. Inter-akcja między jednym fragmentem systemu a innym może zachodzić jedynie pośrednio na zasadzie łańcucha. Gorszym aspektem wiązań systemowych jest to, że części danej struktury mogą reagować też na te same ekologiczne przeciwieństwa. To kryterium systemu zaproponowane zostało w: Frank (1990) oraz Gills i Frank (1990/91), a także Frank&Gills (1993). Co więcej, można wykazać, że wszystkie te regiony i ich mieszkańcy poruszali się przeważnie w tym samym ekonomicznym i ekologicznym rytmie, według takiego samego wzrostu ekonomicznego, politycznego i kulturalnego przez okres około trzystu lat, po którym nastąpił czas, trwający prawie tyle samo, nawracającego zmierzchu, a czasami też całkowitej zagłady. Podobieństwo to można uznać za roboczo przyjęty zakres "Cywilizacji Środka" (łączący termin "system światowy" Franka i Gillsa z "Cywilizacją Środka" zdefiniowaną przez naszego kolegę z panelu Wilkinsona), które obejmowała też ludy wędrowne z Afryki, Półwyspu Arabskiego i Azji Środkowej, z którymi sąsiedzi - "cywilizowane" osiadłe ludy - żyły w trwałej symbiozie.

Ten system światowy po raz pierwszy pojawił się i został scementowany dzięki związkom handlowym, które według Franka i Gillsa dały początek Cywilizacji Środka przed 3.000 rokiem p.n.e. Związki polityczne pojawiły się później, podobnie konflikty w ramach i pomiędzy "społeczeństwami", które akcentuje David Wilkinson (1987) - datują się one dopiero na 1500 r p.n.e. Uznanie tych konfliktów za oznakę uczestnictwa w tym samym systemie światowym jest równie ważne, jak zwrócenie uwagi, że ich przyczynami był dostęp do zasobów gospodarczych bądź kontrola nad szlakami handlowymi. I odwrotnie: handel metalem i/lub bronią mógł zwiększyć potencjał militarny, a to z kolei prowadziłoby do zwiększenia kontroli nad zasobami gospodarczymi, łącznie z samym handlem.

Nasza teza na temat istnienia właśnie poczętego "Systemu światowego" i datowanie jego cyklicznych faz wzrostu i zmierzchu (niejednokrotnie z całkowitym wyginięciem niektórych składników, choć nigdy systemu jako całości) odnosi się nie tylko do całego tego regionu. Obejmuje również obszary Eurazji na północ od pasm górskich, które biegną między wschodem i zachodem kontynentu. Analizy z pracy "Ancient Metallurgy in the USSR: The Early Metal Age" (Metalurgia starożytna w ZSRR: Wczesna epoka metalu) E.N. Chernykha (1993) prowadzi do konieczności uwzględnienia w tym systemie również terenów na północ gór, "całego łańcucha od Atlantyku do Pacyfiku: prowincji europejskiej, euroazjatyckiej, kaukaskiej i środkowo-azjatyckiej, a także innych poza ZSRR" (Chernykh 1993, 302). W przedmowie sugeruje również, że "przynajmniej od piątego tysiąclecia p.n.e. do trzeciego tysiąclecia p.n.e., mieszkańcy tych stref kulturowych, jak wszystko na to wskazuje, przechodzili przez te same cykle rozwoju: formowanie się i upadek kultur generalnie mówiąc nachodziły na siebie na różnych poziomach" (xxi). W ostatnim rozdziale autor powraca do "równoczesności upadku i formowania się różnych systemów na sporych obszarach Eurazji i Starego Świata jako całości" (302). "Sam system światowy okazał się o wiele bardziej rozległy niż wcześniej się wydawało", pisze Chernykh (1993, 304) (cytowane i omówione w: Frank 1993), podobnie jak jego prawie tak samo równoczesne rytmy ekspansji i cofania się. Stąd na całym tym obszarze afro-euroazjatyckim normą obowiązującą przez całe tysiąclecia były rozległy i regularny handel, migracja i inwazja, a także kulturowe i technologiczne wpływy, tworzące podstawy dialogu. Dlatego jakiekolwiek twierdzenie, że istniały odseparowane, nie mówiąc już o niepowtarzalności, cywilizacje jest zaprzeczeniem o wiele ważniejszego faktu trwających tysiąclecia stosunków i współpracy na obszarze całej Afro-Eurazji.

Współistnienie Afro-Eurazji staje się tym bardziej wyraźne, gdy zdamy sobie sprawę, że większa część tego potężnego obszaru poruszała się w takim samym rytmie cyklicznym przynajmniej od końca 4 tysiąclecia p.n.e. Możliwe jest odnalezienie prawidłowości cyklicznych faz długiego wstępowania [A] i zstępowania [B] w tym samym systemie światowym już od epoki brązu w 3 tysiącleciu p.n.e., a z pewnością miały one już miejsce jakiś czas przedtem. Spostrzegliśmy już, że najbardziej przekonującym kryterium operacyjnym co do rozmiaru systemu światowego jest uczestnictwo, bądź jego brak, w tym samym, około 500-letnim, cyklu ekonomicznym i między-regionalnych około-synchronizacjach jego 250-letnich fazach A i B. Sugerowane datowanie faz wzrostu [A] i spadku [B] w przypadku epoki brązu wygląda następująco: A - 3100-2800, B - 2800-2600, A - 2600-2300, B - 2300-2000, A - 2000-1750, B - 1750-1500, A - 1500-1200, B - 1200-1000 - co było kryzysem "wieku średniego" epoki brązu (Frank 1993). Tymczasowo nakreślone daty dla epoki żelaza wyglądają następująco: A - 1000-800, B - 800-550, A - 550-400. Potem datowanie staje się mniej oczywiste, aż do około 250/200 p.n.e. - 200 n.e., który to okres odpowiada ekspansji w całej Eurazji, i 200 - 500 n.e., kiedy wszystkie większe imperia doświadczyły ponownego zmierzchu. Kolejna faza pomiędzy 500 a 700 n.e. związana była z rozwojem dynastii Tang w Chinach, ekspansją na zachód Turków, oraz rozprzestrzenianiem się islamu na wschód. Kolejna faza B trwała od 750 n.e. aż prawie do końca tysiąclecia, kiedy to kolejną wielka ekspansja rozpoczęła się w Chinach Song i trwała aż do 1250-1300. Po niej nastąpił pan-europejski kryzys z wieku czternastego, po którym znowu nastał długi okres ekspansji, które ponownie miała swoje początki w Chinach w 1400.

Niniejsza teza na temat systemu światowego i zaproponowane tu datowanie jego długich cyklicznych wzrostów i spadków znajduje swoje mocne potwierdzenie w badaniach archeologów takich jak Sherratt czy Kritiansen, w przypadku wcześniejszych okresów i późniejszych, oraz Randsborg - odnośnie pierwszego tysiąclecia n.e. Co więcej, datowanie to zostało poparte jak na razie przez trzy studia empiryczne, które zostały przeprowadzone konkretnie po to, aby sprawdzić poprawność założonej tezy o wzroście i spadku w odniesieniu do wielkości miast, skupiania i rozprzestrzeniania się na podstawie baz danych skonstruowanych przez Tertiusa Chandlera (1987). Badania te wykazują też, że do połowy pierwszego tysiąclecia n.e. regiony Chin już poruszały się według tego samego rytmu czasowego rozwoju i kryzysu w ekonomii politycznej, co reszta Eurazji. "Chiny", o czym należy pamiętać, była najeżdżana i rządzona przez ludy inne niż Han przez okres dłuższy niż połowa jej tak zwanej pięć-tysiącletniej historii. Podobnie, niektóre wydarzenia polityczne w Chinach dynastii Han miały pośrednie polityczno-ekonomiczne konsekwencje również w Imperium Rzymskim, jak już dawno temu udowodnił Frederick Teggart.

Jak już zauważyliśmy odnosząc się do datowania długich cyklów, gospodarczy i polityczny wzrost w dwóch stuleciach przed i po "epoce wspólności" i stąd również nowe załamanie Chin Hanów i imperialnego Rzymu w jego zachodniej części zaszły równocześnie. Obydwu towarzyszyły też kryzysy w Indiach Kurshanów, a następnie Persji Parsów oraz Afryce Wschodniej z okresu Axum. W rezultacie też połączone ze sobą miasta w Azji Środkowej dosłownie zapadły się w piasku, gdy przyczyny i źródła samego ich zaistnienia wyczerpały się na obydwu końcach Szlaku jedwabnego, który był zasadą ich współzależności. Marginalizacja Europy Zachodniej spowodowała, że stoczyła się ona w "wieki średnie" analogiczne do tych, które - również zgodnie z powyższym datowaniem - unicestwiło cywilizację i wszelkie dokumenty w Azji Zachodniej i w jej sąsiedztwie w trakcie trwania ich "wieków średnich" od około 1750 do 1500 p.n.e., a następnie znowu od 1200 do 1000 p.n.e., który to okres nazywany jest końcem epoki brązu. To, podobnie jak mniejsze zmiany w stopie wzrostu i absolutnym poziomie populacji, osiedleniu, produkcji i dochodzie, zawsze znowu przekładało się na przemiany polityczne i kulturowe. Te wydarzenia i doświadczenia mogły być również spowodowane częściowo przez trwające od wieków i dotykające znacznych obszarów, zmiany klimatyczne i środowiskowe, a także epidemiologiczne. Mimo to bez wątpienia pozostaje fakt, że wszystkie one były też efektem przynajmniej ubocznym, ale równie znaczącym, zmian społecznych, związanych w znacznym stopniu z wpływem człowieka na środowisko, co jednak odbywało się w różny sposób w czasie trwania okresów ekspansji i schyłku, i pociągało za sobą ekologiczną degradację. I znowu, te długie cykle prawie równoczesnych ekspansji i schyłków, które obejmowały prawie wszystkie części afro-euroazjatyckiej ekumene neguje totalnie jakiekolwiek twierdzenia na temat rzekomego istnienia oddzielnych cywilizacji.

Okresom rozszerzania się gospodarki i granic osadnictwa towarzyszyła ekspansja imperialna i konsolidacja, ale również rosnące eksploatowanie środowiska. Potem następowały okresy upadku ekonomicznego, jako reakcja na ekonomiczne, polityczne i społeczne problemy będące efektem poprzedniej ekspansji i zniszczeń ekologicznych, która pociągała ona za sobą, co również oznaczało zmniejszenie odporności na zachodzące zmiany klimatyczne. [Chew 2001]. Wszystkie te polityczno-ekonomiczne, społeczne i ekologiczne zjawiska powodowały, odpowiednio, konflikty polityczne i fragmentację i prowadziły do akcentowania "cywilizacyjnych", "etnicznych" i "narodowych" różnic, co z kolei ograniczała zakres i pokojowość "dialogu". Mimo to takie faktyczne różnice zawsze były - i wciąż są, jak widać w byłych Jugosławii i Związku Radzieckim - o wiele bardziej faktycznymi konsekwencjami niż rzekomymi "przyczynami" podobnych podziałów. Późniejsze umocnienie gospodarcze, znowu, było i w przyszłości również może być, związane z większą szansą na odrodzenie dialogu.

Wykład wygłoszony podczas UNU Conference on Dialogue of Civilizations, Tokyo, Kyoto, 31 lipca - 3 sierpnia 2001 <powrót>

 
 
Wrocław, 24.01.2002