Zagorka Golubovic, Petar Lukovic

Gospodarze: Svetlana Lukic and Svetlana Vukovic

 

B92: Mamy trzynasty dzień rewolucji i powinniśmy już spróbować upewnić się, w którym kierunku ona zmierza. Socjaliści przygotowują się na swój kongres zapowiadany na 25 października. Co mamy zrobić z tymi ludźmi, wśród których znajduje się tak wielu złodziei, kryminalistów i morderców? Czy mamy wykreślić linię pomiędzy przeszłością i teraźniejszością i okazać chrześcijańskie miłosierdzie?

Niektórzy polscy katolicy wierzą, że Bóg jest przede wszystkim sprawiedliwy, a dopiero potem łaskawy. A jak wygląda Bóg serbski? Zagubiony, zmieszany, uśpiony i czekający na nasze pytania.

Ci, których obywatele Serbii wybrali 24 września, a następnie wprowadzili do Parlamentu 5 października jak na razie milczą, jeśli chodzi o to, czy, jeśli w ogóle, ci, którzy są odpowiedzialni za zniszczenie tak wielu istnień ludzkich zostaną ukarani. DOS (Serbska Opozycja Demokratyczna) może i uda się namówić nas do okazania litości, jednak nikt nie może zabrać nam prawa do sprawiedliwości. W dzisiejszym programie usłyszymy poglądy dziennikarza Petar Lukovic i profesor Zagorki Golubovic na temat aktualnych wydarzeń w naszym kraju.

Lukovic: Piąty był wspaniały, był fantastyczny. Już od samego rana. Kiedy wyszedłem z domu około 9 rano, ujrzałem ludzi w swoich oknach - po raz pierwszy od czterech lat. To były starsze kobiety. Wówczas już było jasne, że wszystko się skończyło. Ogarnęło mnie uczucie euforii. Wydarzenia te nie tylko zaskoczyły mnie, was, władzę i opozycję, ale i tych, którzy brali w tych wydarzeniach udział, ponieważ wszystko stało się tak szybko. Każdy był przygotowany na walkę i konfrontację, jednak stary porządek rozpadł się w mgnieniu oka i bez żadnych problemów, co tak naprawdę pokazuje nam, jak kiepska była ta władza. Budząc się po tym wszystkim w sobotę, ponieważ cały czwartek i piątek pracowałem cały czas bez snu, poczułem nagle potężną pustkę. Sądzę, że był to dla mnie najbardziej przygnębiający dzień w tym roku. To było uczucie kogoś, kto po trzynastu latach spędzonych w więzieniu zostaje nagle wypuszczony na wolność i nie znajduje sposobu, żeby się z tego cieszyć. Uczucie absolutnej pustki. Dopiero wówczas zdałem sobie sprawę, jak wiele lat upłynęło, jak wielu rzeczy doświadczyliśmy, przez co tak naprawdę przeszedłem i jak to się stało, że udało mi się przeżyć. Zapytałem sam siebie, jak do diabła udało mi się przeżyć te 13 lat. Wówczas wróciłem do rzeczywistości w ten sam sposób, jak to się działo przez wszystkie lata, które minęły. Najbardziej przygnębiające i gorzkie uczucie zostało wywołane z powodu ilości i szybkości tych, którzy przeszli z jednej strony na drugą, ze strony przegranych na stronę zwycięską. Oczywiście, nie jestem aż tak naiwny, żeby nie mieć świadomości, że podobne rzeczy często zdarzały się w historii. Po drugiej wojnie światowej, jak próbowali mnie uspokoić moi przyjaciele, nie można było znaleźć ani jednego Francuza, który kolaborowałby z Niemcami. Podobnie było we wszystkich państwach bloku wschodniego. W Chorwacji przybrało to taką skalę, że przybrało wręcz wymiar absurdu. Jednak wydaje mi się, że to, z powodu czego sytuacja w Serbii jest tak wyjątkowa, związane jest z szybkością, z jaką wszystkie te procesy zaszły. Nigdzie indziej nie przebiegały one w ten sposób. Niemożliwe jest, aby zmiany, na przykład jeśli chodzi o TV Politika, zaszły w 10 minut, oczywiście ludzie pozostali ci sami. Nie zapominajmy o wiadomościach, które zwykle trwały 8, 9, 10 godzin, po których wypadało tylko zabrać nóż kuchenny, wyjść na ulicę i zarżnąć pierwszą spotkaną tam osobę. Mówię o tym, że w czasie tych 14 dni powinniśmy skorzystać z nadarzających się okoliczności - nie chodzi mi o entuzjazm rewolucyjny, ale po prostu o okazję, żeby wszcząć postępowania karne przeciwko tym ludziom. Przecież istnieją wszelkiego rodzaju dowody, zdjęcia telewizyjne itp. Tymczasem zaistniała tu pewnego rodzaju fałszywie pojęta tolerancja, z głosami przeciwko rewanżyzmowi. Jednocześnie jednak powstały wszystkie te sztaby antykryzysowe. W samej rewolucji pojawił się jakiś rozłam. Czy powinniśmy głosić ideę leninowskiego złodzieja, będąc jednocześnie anty-komunistami, nawołując do tolerancji i nakłaniając ludzi, by nie poszukiwali zemsty? Mamy tu do czynienia z jakimś chaosem, obłędem w postawie tego nowego rządu. Oglądałem na przykład reakcję na niedawny mecz pomiędzy Czerwoną Gwiazdą i Partizanem. Nagle pojawił się jakiś piłkarz, stwierdzając, że jest członkiem DOS odpowiedzialnym za futbol. Skądś ty się wziął? Kto nadał ci tę funkcję, o której mówisz? Wyobrażacie to sobie? Człowiek ten mówi, że jest odpowiedzialny za futbol z ramienia DOS, argumentując nam równocześnie, że polityka powinna być trzymana z dala od piłki nożnej. Jest wiele rzeczy, o których nie pomyślano zawczasu, z wyprzedzeniem, które pozostawiono anarchii. I wszystko to jest dla mnie nie tylko ostrzeżeniem, ale też wprowadza mnie w pewien dylemat, depresję z powodu braku rzeczywistych zmian - przepraszam, ale upłynęło już 14 dni. Nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że to przecież dopiero 14 dni. Przepraszam, jeśli udało wam się obalić szefa Ceł Federalnych, dlaczego nie pozbyliście się również Federalnego Ministra Sprawiedliwości i innych jemu podobnych? Nie chciałbym, aby ten system i to społeczeństwo zachowywały się w ten sam sposób jak Milosevic. Nie domagam się zemsty, ale pragnąłbym, żeby rozpoczęły się dochodzenia i procesy przeciwko tym ludziom - myślę, że to jest w tym kraju największy problem. Milosevic nie jest już prezydentem Jugosławii, jednak nie można powiedzieć stanowczo, że nie posiada on już władzy. Milosevic wciąż tu jest, żyje i ma się dobrze, cały czas coś robi i nadal ma swoją partię. Przez 14 dni nie usłyszeliśmy niczego, co sugerowałoby, że przeciwko niemu szykowany jest jakiś proces, że jest winny, czy zostanie poddany ekstradycji. Przypominam, że mówimy tu o zbrodniarzu wojennym. Nie chodzi o kogoś, kto powinien być postawiony przed sąd za oszustwa wyborcze - to zbrodniarz wojenny. Nie twierdzę, że oczekiwałem spektakularnych efektów rewolucji, ale liczyłem przynajmniej na obietnicę zmian.

Mamy do czynienia z niesłychaną przepaścią pomiędzy tym, co nam obiecywano i tym, czego oczekiwaliśmy 4 i 5 października, a tym, co się dzieje dzisiaj. Jeśli powiedziałbym wówczas, że Milosevic pozostanie na wolności i zorganizuje kongres swojej partii, powieszono by mnie przed Parlamentem. A teraz to coś oczywistego. Ma swoją partię, przygotowują kongres, domagają się udziału w Rządzie Federalnym i prowadzą negocjacje przed kamerami, Vuk Draskovic występuje w imieniu opozycji, a Gorica Gajevic i pozostali uśmiechają się i dziwią się dlaczego patrząc na to wszystko nie powiem sam do siebie "Lukovic, do cholery, dlaczego nie jesteś jeszcze szczęśliwy?" Cóż, jak tu, do cholery, być szczęśliwym? Jak tu zrozumieć cały ten burdel? Chodzi mi o dwie rzeczy. Pozwólcie wyrazić mi się jasno. Albo wszystko to powinno przybrać formę jak najbardziej radykalną, oznaczającą wyczyszczenie tego brudnego, ohydnego, chorego, nacjonalistycznego, kryminalnego organizmu, gdzie trzeba zrobić wszystko i do końca, bez względu na to, jak bolesne miałoby to być, powinno się nad tym pracować już od pierwszego dnia, albo też powiedzmy sobie: "fakt, doprowadziliśmy do upadku Milosevica, ale nie chcemy ani nie musimy robić niczego więcej; od dzisiaj rozpoczynamy wspólne życie". Powinni nam to powiedzieć przedtem, ja powinienem to powiedzieć. A potem będę siedział w kawiarni razem z Goranem Maticem, Aleksandarem Vucicem i Mirą Markovic, będziemy siedzieli i pili kawę, i wtedy się dowiem, że oni wcale nie są kryminalistami. Nigdy bym nie uwierzył, że po tych wszystkich latach obrzucania nas błotem Ivan Markovic i Goran Matic będą mogli spokojnie spacerować po ulicach. Ale okazuje się, że mogą. Właśnie o tym mówię. To już nie jest ekstremizm Lukovica, to po prostu uczucie, że zostałem zdradzony. A może nie zostałem? Może jestem głupkiem? Znam wielu ludzi pracujących w telewizji i wiem, że ci, którzy pracują tam dzisiaj, pracowali i przedtem. Wiem o ludziach, którzy pracowali dla policji, a dzisiaj zostali awansowani. Wyobrażacie to sobie? Mówię teraz o rzeczach, z których ludzie może nie zdawali sobie sprawę, że mąż wysokiej urzędniczki Lewicy Jugosławii, Zoricy Brunclik, która jest tak na marginesie dyrektorem firmy nagraniowej przy telewizji państwowej, po tym, jak wszystko się już skończyło 6 października, zaprosił wszystkich swoich pracowników na whisky i powiedział: "nadeszła wolność". Czy uwierzycie, że Zorica Brunclik stwierdziła gdzieś, że w czasie ostatnich kilku lat artyści doświadczyli największych cierpień? Daję zupełnie efemeryczne przykłady, ale piosenkarz folkowy, Era Ojdonic również oświadczył, że był największą ofiarą reżimu w ostatnich dziesięciu latach. Ten, który nigdy nie znikał z telewizora, i który występował na tych wszystkich mostach, skacząc w tłum i wykrzykując imię Slobodana Milosevica. No to, do cholery jasnej, jaka jest różnica pomiędzy tego rodzaju, przepraszam za wyrażenie, gównem rzucanym dzisiaj, a gównem, które latało w powietrzu w przeszłości? Może jestem zbyt cyniczny, ale przynajmniej wiem, kim są moi wrogowie. Widziałem wyraźnie i dokładnie, kim są moi wrogowie, nie ideologiczni, ale realni.

Czy zauważyliście może jak wygląda studio telewizyjne w Kosutnjaku, gdzie przeprowadzane są wywiady z gośćmi? Są tam dwa niebieskie fotele. To takie zdobione krzesła, których używa się jako stojaków dla kwiatów. Z pewnością nie powinny służyć one do siedzenie, ponieważ wówczas kamera znajduje się cały metr ponad głowami gości. Wyglądają wtedy jak krasnoludki. Pośrodku jest mały stół, nad którym wszyscy się wyginają i wyglądają jak clowni. Cały ten widok jest całkowicie niedorzeczny: studio, prezenterzy i goście. Widziałem tam z 6 razy Panica i Dinkica. Proponuję, żeby otworzyli swoją własną stację telewizyjną. Pewnie byłoby to łatwiejsze - można by ich wszystkich oglądać w jednym miejscu. Byliby prezenterami i gośćmi jednocześnie, co również dla mnie byłoby prostsze. Wywiad Aleksandara Mandica z Kostunicą wypadł absurdalnie. Zachwyt i podniecenie Mandica osobą Kostunicy w pewnym momencie przekształcił się w zupełnie tragikomiczną sytuację, gdzie wydawało się, że Mandic jest gotowy uklęknąć i uszczęśliwić oralnie Kostunicę na oczach wszystkich widzów. Pewnie pan Kostunica nie miałby nic przeciwko temu. Obrzydliwe. Muszę przyznać, że Milosevic nigdy nie pozwoliłby, żeby coś podobnego miało miejsce, nawet jeśli wywiad z nim przeprowadzał poprzedni dyrektor RTS Vucelic.

Jest tak, jakby czas płynął, ale nie dokonując żadnych zmian. No cóż, nie ma już Momira, jest Predrag. 5 października osiągnęliśmy cholernie dużo, powinniśmy sobie pogratulować.

Przeczytałem dzisiaj, że pan Kostunica wybiera się do Trebinje, aby wziąć udział w pogrzebie Ducica. Podróż do państwa zwanego Bośnią-Hercegowiną, którego wcześniej nawet się nie uznało i nie posiada się z nim żadnych stosunków dyplomatycznych wygląda jak kontynuacja polityki, którą pan Kostunica uprawiał przez wszystkie te lata - właśnie dlatego nie czuję specjalnej miłości do polityki. Podróż do Trebinje i Banja Luki to podróż do krainy, o której mówimy Republika Serbska, choć przecież jest to Bośnia-Hercegowina. Od dawna mnie to interesowało, ale nikt nie chciał mi jakoś udzielić odpowiedzi na moje pytanie, dlaczego nasza telewizja podaje każdego wieczora prognozę pogody dla Republiki Serbskiej. A co mnie do diabła obchodzi, jaka jest tam pogoda? Dlaczego nie podajemy prognozy pogody dla Węgier czy Rumunii? Przecież tam również mieszkają Serbowie. Co to jest? Patologia? Czy wciąż uważamy tę krainę za ziemię serbską? Czy wciąż jesteśmy zjednoczeni? Kiedy Albańczycy z Kosowa zaczęli robić to samo, wówczas zbuntowaliśmy się. Zabrali nam Kosowo za pośrednictwem meteorologii. Od ośmiu lat my robimy to samo, każdej nocy dowiaduję się, czy w serbskiej części Sarajewa pada deszcz, i czy w Banja Luce jest śnieżyca. A co mnie to, do cholery, obchodzi? Nasze państwo nie rezygnuje z meteorologii politycznej również za rządów Kostunicy, po prostu mapy zostały zaadaptowane, tak że widzimy mapy z konturami z zaznaczonymi górami, gdzie pada deszcz lub śnieg. Po co? Dlaczego nie możemy powiedzieć po prostu, że to jest Bośnia-Hercegowina i już? Można ją lubić lub nie, ale mnie to nie interesuje. To jest państwo, członek ONZ. A czy my jesteśmy członkiem ONZ? Ale przecież on jest taki miły, jest wspaniały, to człowiek na miarę naszych potrzeb - kogo być wybrał zamiast niego, Lukovic? To jakaś patologiczna potrzeba, aby ktoś nami rządził. Ludzie patrzą na każdego krytyka prezydenta czy władz jak na kogoś, kogo w żaden sposób nie da się zadowolić. Oczywiście, że nie jestem zadowolony. I nie będę dopóty, dopóki ta mapa meteorologiczna nie zniknie z ekranu mojego telewizora. Tak samo, jak nie zaznam spokoju dopóki Milosevic wciąż jest gdzieś w pobliżu, podobnie jak Pavkovic. Czy nikt już nie pamięta co robił Pavkovic? Czy to możliwe, że w Serbii zapanowała taka masowa amnezja? Czy to normalne, że ludzie zapominają tak szybko? Pewnego dnia powiedzą, że 5 października nic tak naprawdę się nie stało - ot, jakieś drobne zamieszki.

Fani Czerwonej Gwiazdy są dzisiaj częścią aparatu władzy. Wiecie, ja też jestem fanem Czerwonej Gwiazdy, ale to absurd. Pobili trenera Partizana i dziennik Politica następnego dnia napisał, że winni są fani Partizana. Jeszcze poprzedniego dnia dyrektor generalny Partizana, Dragan Hadzi oraz premier Serbii Mirko Marjanovic byli prezesami Partizana i klub obsypywany był zaszczytami. Dzisiaj nikt nie może ani jednego złego słowa powiedzieć przeciwko zwolennikom Czerwonej Gwiazdy, ponieważ uczestniczyli oni, tak naprawdę odegrali kluczową rolę w ataku na budynki telewizji państwowej. Po 14 dniach już mamy kombatantów. Jeśli byłeś w odległości większej od Parlamentu niż 100 metrów, jesteś udupiony. Kilka dni temu przeczytałem, że maszyna, która pozwoliła przedostać się do budynków telewizji państwowej powinna zostać umieszczona w Muzeum Etnologicznym, na wystawie w Muzeum Narodowym. Przeczytałem też, że 5 października powinien zostać ogłoszony świętem państwowym i nazwany "Dniem wolności". Mieliśmy do czynienia z podobnymi nonsensami na początku ery Milosevica podczas wielkiego wiecu w Usce 1 marca 1989 roku. Na pewno mnóstwo ludzi uczestniczyło w obydwu tych wydarzeniach. Dzisiaj chowają zdjęcia Milosevica na strychu, na wypadek, gdyby się jeszcze kiedyś miały przydać. Mamy tu niezły bigos: kości, mięso, warzywa, cukier - wszystko to razem wymieszano. Cały czas powtarzam, i myślę, że ludzie o tym wiedzą, że Serbia powinna się rozprawić ze swoją przeszłością. Przeszłość trzeba poddać analizie, trzeba się z niej uczyć i powiedzieć sobie, kto jest winny, aby zamknąć ten tragiczny rozdział. Serbia nie będzie w stanie ruszyć ku przyszłości z tym potężnym ciężarem, który pozostawił nam Milosevic i jego szaleńcy tacy jak Mladic i Karadic i inni obciążeni zbrodniami wojennymi. Świat nie zapomniał w ciągu jednej nocy o tym, czego dokonano w imię Serbii. Ostatniej nocy słyszałem, jak Marko Jankovic mówił, że na razie powinniśmy wykluczyć Zachód, co widzowie zrozumieli jako "mamy ich gdzieś, weźmy tylko ich pieniądze i róbmy to, co do nas należy, z naszymi mapami meteorologicznymi oczywiście". Trudno będzie to zmienić i wydaje mi się, że jeszcze wiele, wiele lat upłynie, zanim będziemy w stanie zmierzyć się z najważniejszymi problemami. Jaka jest tak naprawdę istota tego reżimu? Nie jest on już nawet zbrodniczy, tylko po prostu szuka zbrodni. Wszystko w imię władzy. Co by się stało, gdyby na przykład w ten poniedziałek Milosevic przyznał, że przegrał? Mogę się założyć, że 70 procent ludzi na ulicy powiedziałoby "widzicie, Milosevic jest sprawiedliwy; życzmy mu dobrze; kto ma prawo go osądzać, skoro sam przyznał się do wszystkiego?" Natychmiast by mu wybaczono. Ta potrzeba zdjęcia z kogoś winy jest w tym kraju zatrważająca. Boję się nawet wspomnieć tu o Sarajewie, Srebrenicy, Vukovarze, Dubrovniku, szaleństwie, sankcjach i całym tym obłędzie. Natychmiast ktoś musiałby mi odpowiedzieć - "hej, Lukovic, zawsze coś wywlekasz". Okazuje się, że jestem idiotą. A nie wszyscy ci ambasadorowie mieszkający sobie w willach na całym świecie, okazujący teraz swoje poparcie dla Kostunicy, tak jakby nigdy niczego innego nie robili. Aleksandar Prlja, Djoko Stoicic zachowują się tak, jakby zawsze kochali Kostunicę, DOS i byli przeciwko Milosevicowi. Domagam się choć znaku obietnicy ze strony Kostunicy, że w ciągu sześciu miesięcy wszyscy ci ambasadorowie zostaną zastąpieni, tak aby przyjrzeć się im niedawnej działalności. Ale oczywiście nie - wszyscy oni wciąż wypełniają swoje patriotyczne obowiązki. No to ja pieprzę coś takiego.

Boję się, że w czasie tych dwóch miesięcy przed serbskimi wyborami parlamentarnymi rzeczy przybiorą tak fatalny obrót, że nie będzie już miało znaczenia, kto jest u władzy. Na przykład zwykły fakt, że w pewnym momencie Darko Ribnikar został zaproponowany jako kandydat na dyrektora Politiki odczułem jako coś chorego - dostałem wręcz drgawek. Mogę odwołać się do setki artykułów napisanych przez tego człowieka. Niedorozwinięci umysłowo czytelnicy Politiki naprawdę mogli uwierzyć, że Ameryka już całkowicie zeszła na psy, że mamy tam masowe bezrobocie, że morduje się Czarnych, Meksykan i że... ktoś ośmielił się zaproponować jego na stanowisko szefa Politiki. Chyba nie mają wstydu. Z drugiej strony mamy Yu Info, założone przez Rząd Federalny Momira Bulatovica. Nadajniki stacji telewizyjnej zostały umieszczone w miejscu, które znajduje się pod ochroną Armii Jugosłowiańskiej. Pracownicy to ludzie z Ludowej Partii Socjalistycznej Czarnogóry. Stacja ta przeszła tak niesamowitą przemianę na przestrzeni pięciu minut, jednak nie do końca - z tym właśnie nie chcę się pogodzić. Stacja została przekazana DOS, pozostając jednocześnie wierna Ludowej Partii Socjalistycznej Czarnogóry. Mamy całkowicie nielogiczną hybrydę telewizyjną - to właśnie za jej pośrednictwem Milosevic przemawiał do narodu i nie zapominajmy, że właśnie ona nadawała każdego wieczora informacje od wysokich urzędników jugosłowiańskich. Nikt nie został wydalony z pracy w tej telewizji. Cały czas widzimy prezenterów, którzy wyglądają jak ci z roku 1948, ubranych w te same lśniące garnitury. Coś okropnego. Dopóki istnieją takie firmy jak Yu Info czy TV Palma, mogą one być nawet prywatne, nic mnie to nie obchodzi. Czy zapomnieliśmy już, co zrobił właściciel Palmy w tamtym roku? Jak sobie o tym przypomnę, to chce mi się wyć. Ten człowiek w dalszym ciągu nagrywa programy i zaprasza liderów DOS do studia, zapowiadając ich jako "naszych drogich gości". Ohyda! TV Pink, to bezpośrednie forum partii Lewica Jugosławii, umożliwiła swojemu właścicielowi awans do rangi jednego z gigantów medialnych w tym kraju. Widzieliście jego willę w Dedinje? Czy wiecie, jakie programy muzyczne nadała ostatnio telewizja RTS? Tysiąc osiemset sześćdziesiątą szóstą emisję koncertu Galiji na kanale pierwszym i Tony’ego Montanę na drugim. Mówię wam, że już niedługo znowu ujrzymy w telewizji Galiję i Tony’ego Montanę, ponieważ powiedzą: "przecież jesteśmy tolerancyjni"; a potem pokażą Maję Nikolic - dlaczego nie, dziewczyna ma świetny biust i nieźle się rusza, a fakt, że była członkiem Serbskiej Partii Socjalistycznej nie jest niczym nagannym. Czego ty chcesz, Lukovic? Szukasz tylko zemsty, chętnie byś ich wszystkich powiesił. Prawdę mówiąc, nie jest to dalekie od prawdy. Wszystko to wygląda jak Monty Python. To, z czym mieliśmy do czynienia do tej pory to była tylko zapowiedź Monty Pythona - teraz mamy coś realnego. Na koniec muszę wam powiedzieć, że 5 października miałem lekkie załamanie nerwowe, bo pomyślałem sobie: "Lukovic, nie masz już pracy. O czym będziesz teraz pisał? Mamy już normalne, zorganizowane państwo. Spójrz jak pięknie i zdrowo wyglądają ludzie na ulicach - uśmiechają się i słuchają rock and rolla. To takie wspaniałe!" W sobotę rano powiedziałem sobie: "Lukovic, czeka cię więcej pracy niż kiedykolwiek przedtem". Tak, ja będę miał pracę, ale co czeka ten kraj?

B92: W pierwszej części naszego programu usłyszeliśmy dziennikarza Petara Lukovica, którego artykułów na próżno by szukać w naszych gazetach przez kilkanaście lat. Nie cieszył się powodzeniem u redaktorów, zwłaszcza od momentu wprowadzenia Ustawy o Informacji Publicznej. Ustawę odwołano, ale Lukovic i tak nie miał zbyt wiele szczęścia. Teraz wysłuchamy Zagorki Golubovic, profesor Uniwersytetu w Belgradzie, której zabroniono wykładania przez prawie ćwierć wieku. Oto co powiedziała radiu B92.

Golubovic: To, co rozpoczęło się 5 października, co zwykle określa się jako rewolucję, jest zaledwie początkiem, jednak twierdzę, że to co, musiało być zrobione, zostało 5 października zrobione - choć niewystarczające, jednak na tyle ważne, że może służyć jako konieczny warunek wprowadzenia przemian demokratycznych, czyli zastąpienie Milosevica. Sądzę, że nie ma możliwości powrotu do stanu, który miał miejsce przed tym dniem. Jednak wciąż będziemy doświadczali poważnych problemów i trudności, aby przezwyciężyć te siły, które zostały pokonane wraz z upadkiem Milosevica. Nie zostały one pokonane całkowicie, wciąż posiadają pewną władzę, co możemy dostrzec w sposobie, w jaki zachowują się obecnie. O ile spuściły głowę w czasie pierwszych dni, co można było dostrzec podczas pierwszej sesji Parlamentu Federalnego, po pewnym czasie stopniowo ją znowu unosiły - nakładają warunki, domagając się swojego wejścia do Parlamentu Federalnego. Sposób, w jaki zareaguje DOS, do jakiego stopnia będzie to zachowanie strony, która zdobyła władzę w sposób demokratyczny, w najważniejszych punktach, okaże się kluczowy co do dalszego procesu demokratyzacji - jak szybko zostanie ona osiągnięta i w jaki sposób będziemy w stanie przezwyciężyć trudności, które będzie z pewnością stwarzał pozbawiony władzy reżim. Jednym z problemów, które uznaję za naprawdę poważny, i dziwię się dlaczego DOS tak niechętnie coś w tej sprawie robi, jest status Slobodana Milosevica. Wciąż mieszka w swojej rezydencji, korzysta z tych samych zabezpieczeń i miejsc, które służyły mu gdy pełnił funkcję prezydenta Jugosławii, tak jakby to była jego prywatna własność, w dalszym ciągu również posiada swoją osobistą uzbrojoną ochronę. Dlaczego się to toleruje? Zgadzam się, że nie powinno się go wysyłać do Hagi, ale proszę pozwólcie mi to wyrazić - nie ma on również prawa w dalszym ciągu pociągać za sznurki. To, że robił tak przez kilka ostatnich dni jest oczywiste, ponieważ gdy tylko DOS osiągnie jakieś porozumienie z Socjalistyczną Partią Serbii, następnego dnia od razu zwraca się ona do Milosevica - jeśli nie zgodzi się, to porozumienie zostaje zawieszone. Myślę, że taka polityka jest bardzo szkodliwa. Oczywiście, dostrzegam różnicę między rewanżyzmem a koniecznością obarczenia odpowiedzialnością tych, którzy doprowadzili nasz kraj do stanu, w którym znajduje się on teraz, czyli w sensie ekonomicznym - ubóstwa, a w sensie politycznym - katastrofy. Dlatego uważam, że nie powinniśmy opóźniać tych kwestii - powinniśmy rozpocząć procedury prawne, jeśli tylko dane oskarżenia zostaną odpowiednio umotywowane. Musi się tak stać zanim zostaną zniszczone wszelkie oczerniające oskarżanych dokumenty. To, że już dokonuje się ich niszczenia jest oczywisty, jak to miało choćby miejsce w przypadku dyrektor Beogradska Banka, Borki Vucic i innych urzędników, którzy w dalszym ciągu pozostają na swoich stanowiskach. Dlaczego oni tam jeszcze są? Z pewnością nie po to, by uspokoić swoje sumienia, ale po to, by niszczyć dokumenty, które mogłyby być użyte jako dowody w procesach przeciwko nim. Tego rodzaju pobłażanie jest niedopuszczalne. W końcu jeśli mówimy o rewolucji, powinno być tu również miejsce dla stanowczości, tak aby to, co rozpoczęło się 5 października mogło być kontynuowane w z góry określony i spójny sposób.

Niestety, cała struktura pozostała na swoim miejscu. Będziemy mieli prawdziwe szczęście, jeśli Socjalistyczna Partia Serbii podzieli się na dwa skrzydła, dzięki czemu będzie mogła dojść do głosu jej umiarkowana frakcja, która doprowadzi do obalenia Milosevica. W dalszym ciągu widzimy, jak sekretarz generalny partii Gorica Gajevic, który został niedawno odwołany ze swojego urzędu, negocjuje z DOS w sprawie rządu tymczasowego - nic się nie zmieniło. Rozumiem pragnienie przeprowadzania zmian zgodnie z prawem, jednak w państwie, które aż do niedawna było rządzone przez mafię, gdzie kradzież była głównym sposobem sprawowania władzy, nie można zrobić wszystkiego za pomocą narzędzi prawnych. Trzeba tupnąć i powiedzieć - przepraszam, ale to jest nie do przyjęcia. Muszę też powiedzieć, że dla mnie reakcja na zarzuty ze strony poprzedniej władzy również jest niewłaściwa. Wcześniejsi przywódcy określają to, co dzieje się obecnie w naszych fabrykach, przedsiębiorstwach i na uniwersytetach jako coś bezprawnego, chaotycznego i rewolucyjnego, podważając w ten sposób jakiekolwiek podstawy prawne tych działań. Chwileczkę, a kimże oni są, że zabierają głos? Ci, którzy łamali wszelkie prawa obowiązujące w tym kraju. Ci, którzy sprawili, że nasze państwo nigdy nie przybrało formy państwa prawa. A my reagujemy na to, DOS reaguje, w bardzo pojednawczy sposób. DOS zgodził się nawet z tymi zarzutami, stwierdzając "tak, to jest chaotyczne, jednak w tej sytuacji nie może być inaczej". Powinno się raczej powiedzieć głośno i wyraźnie: "wszystkich tych, którzy są winni za zakłócenia w miejscach pracy, przeciwko którym istnieją dowody, że należeli do mafii i doprowadzili swoje firmy do upadku, robotnicy mają prawo zastąpić i ustanowić własne tymczasowe władze zarządzające". Według mnie tego typu postępowanie było jak najbardziej legalne. Ustanowiono tymczasowe władze w przedsiębiorstwach, które czekają na przeprowadzone zgodnie z prawem wybory - ci, którzy nie mogą pozostać dłużej na swoich stanowiskach muszą zostać zastąpieni. Wyjaśnienia ze strony lidera DOS, Nebojsy Covica, które zostało zaprezentowane w niedawnym wywiadzie telewizyjnym było nie do przyjęcia. Przyznał tam wręcz, że rzeczywiście mieliśmy do czynienia z chaosem. Nie był w stanie nazwać rzeczy po imieniu. Oczywiście, w podobnych sytuacjach będą miały miejsce przypadki nadużyć, oczywiście niektórzy niewinni ludzie będą cierpieli. Ale rozumiecie... A może powiemy, że to, co stało się 5 października było kompletnym chaosem, zniszczeniem własności prywatnej, wznieceniem pożaru, itd.? Czy jakikolwiek bunt zakończył się kiedyś bez niszczenia i rozlewu krwi? Tak stało się po raz pierwszy 5 października. Przykro, że dwie osoby poniosły śmierć - w tym jedna z powodu niedostosowania się do przyjętych reguł - to ofiary i powinno nam być przykro z tego powodu, ale pomyślmy, ile mogło być tych ofiar, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w tym dniu w demonstracji w Belgradzie uczestniczył milion ludzi - ludzie zachowali się godnie. Nawet gdy zostali zmuszeni poddać się panice, kiedy my wszyscy poddaliśmy się panice, gdy moje oczy były zalane łzami z powodu gazu łzawiącego, w dalszym ciągu zachowywaliśmy się z godnością - nie atakowaliśmy policji. Oczywiście było tak w pewnym stopniu dlatego, że policja zachowywała się pojednawczo i zdała sobie sprawę, że nie są w stanie wystąpić przeciwko tak wielkiej masie ludzi. A zatem taki rodzaj wyjaśnienia jest całkowicie nie do przyjęcia. Członek G17, pan Labus, przedstawił najbardziej zadowalające wyjaśnienie, stwierdzając: "w niektórych przedsiębiorstwach trzeba zaprowadzić pewnego rodzaju samorząd - kto bardziej niż pracownicy jest kompetentny, żeby wydać opinię stwierdzającą, że dany dyrektor był złodziejem i że nie powinien już tu dłużej rządzić?" To była jasna i wyraźna odpowiedź. Jednak niektóre z reakcji były tak mętne, że z pewnością zachęciły jeszcze bardziej tych, którzy oskarżają nas o nielegalne działanie, a są to dokładnie ci ludzi, którzy mają najmniejsze prawo, żeby wypowiadać się o legalności czy nielegalności.

Byłam naprawdę szczęśliwa 5 października, gdy widziałam co się działo. Pracowałam nad demokratyzacją naszego kraju nie tylko przez ostatnie kilka miesięcy, ale tak naprawdę od swoich najmłodszych lat, i starałam się stawić czoła sankcjom zarówno wtedy, jak i teraz. Kiedy kilka dnie zdzwonili do mnie z Politiki i poprosili o wywiad, aby spytać, co się stało, odpowiedziałam: "No przecież widzicie, co się stało. Przez 15 lat ani razu się ze mną nie kontaktowaliście, a teraz chcecie przeprowadzić ze mną wywiad. No to chyba coś się zmieniło". Przez całe dziesięciolecia nie miałam dostępu do mediów państwowych, jednak 5 października wszystko stało się o wiele bardziej przejrzyste, ponieważ okazało się, że nie wszystko poszło na próżno, ponieważ ujrzałam, co zawsze uważałam za prawdę - nasz naród nie jest zły, jest on jedynie niestety niewystarczająco wykształcony - bombardowano nas propagandą zła, nie mieliśmy możliwości jest zweryfikowania i cały czas byliśmy prowadzeni na manowce. Ale gdy do ludzi podeszliśmy w odpowiedni sposób, kiedy daliśmy im to, co mamy najlepszego, kiedy otworzyliśmy im oczy, wówczas cały naród zaczyna myśleć - okazuje się wówczas bardzo mądry, odważny - trzeba tylko do niego podejść w odpowiedni sposób. Tym razem inteligencja odegrała znaczącą rolę, ponieważ nie zamknęła się w swoim własnym kręgu. W 1996 i 1997 nie udało się, ponieważ wówczas uczestniczyli tylko wykształceni i członkowie klasy średniej. Teraz, gdy do buntu przyłączyli się robotnicy i rolnicy, usłyszałam w Sremskiej Mitrovicy, że ani jednak wioska nie opowie się już dłużej za Milosevicem, tak więc, gdy robotnicy i rolnicy, największa część populacji, zaczęli się buntować, droga do prawdziwej nadziei stanęła otworem.

Pan Kostunica musi się teraz uporać z najpoważniejszymi trudnościami i problemami, ponieważ tak wiele się od niego oczekuje. Przede wszystkim ta fala z Europy - do tej pory byliśmy krajem izolowanym, zaściankiem, nikt nawet nie zapukał w nasze drzwi, a teraz nagle wszyscy chcą tu przyjechać. Musi przyjąć wszystkich tych ludzi, musi z nimi rozmawiać, i to, że ma pełnić właśnie taką rolę jest czymś zupełnie naturalnym. Moim zdaniem nie udało mu się przemyśleć wszystkich tych kwestii i może w obecnych warunkach powinien on zwrócić większą uwagę na sprawy wewnętrzne, ale jak na razie tak mocno jest "zalewany" wszystkimi tymi zewnętrznymi sprawami, że nie daje sobie po prostu z tym rady. Oglądałam go ostatniej nocy - jest wyczerpany, ma podkrążone oczy. Jego zadanie nie jest łatwe. Muszę powiedzieć państwu, że pan Kostunica był od wielu lat przewodniczącym Serbskiej Partii Demokratycznej, i że jest członkiem naszego Instytutu. Kilka dni temu wysłał wiadomość do kolegium, w którym stwierdza, że pragnąłby pozostać jego członkiem i uczestniczyć w jego pracach. Nie był tak wystawiony na obecność polityczną jak inni, na przykład Draskovic czy Djindjic i inni, i brakuje mu pewnych cech polityka, jednak wszystko to, co stało się 5 października po prostu owładnęło nim. To jeszcze zbyt krótki czas na tak radykalne zmiany. Mam nadzieję, że pozostanie silny i nie pozwoli, żeby ci, którzy lubią bez przerwy konspirować i niszczyć nadal działali w nadziei, że kiedyś powrócą do władzy. Jak widzimy, kontynuują oni swoją brudną kampanię na rzecz zdobycia władzy dzięki wyborom do serbskiego parlamentu - to szczyt absurdu.

Dyskusja miała miejsce na antenie Radia B2-92 18 października 2000 (tłumaczenie: Mariusz Turowski) <powrót>

 
 
Wrocław, 14.12.2000