Immanuel Wallerstein
Szok i przerażenie

(komentarz nr 111, 15 kwietnia 2003)

Amerykańskie jastrzębie obiecały nam "szok i przerażenie". Udało im się? Tak twierdzą. Ale kto miał zostać "zaszokowany" i "przerażony"? Przede wszystkim, władze Iraku i ci, którzy je wspierali w tym kraju. USA faktycznie wygrały wojnę w sensie militarnym, i to dość błyskawicznie. Okazało się, że wszyscy ci, którzy przewidywali, że konflikt ten będzie prawdopodobnie bardzo długi i trudny (wielu dowódców wojskowych, ale ja także) byli w błędzie. Jednakże względnie szybkie zwycięstwo, trzeba to zaznaczyć, oznacza również nieprawdziwość twierdzeń jastrzębi, którzy utrzymywali, że reżim iracki stanowi poważne zagrożenie militarne dla wszystkich.

Czy oznacza to, że ci z nas, dla których wojna ta była szaleństwem mylili się również co do innych rzeczy? Sądzę inaczej. Swój artykuł z Foreign Policy (wydanie z lipca-sierpnia 2002 roku) rozpocząłem od następujących słów: "Zmierzch Stanów Zjednoczonych? Kto byłby gotowy w to uwierzyć? Chyba tylko jastrzębie, którzy donośnie ogłaszają konieczność wcielenia w życie środków, które powstrzymałyby proces zmierzchu Ameryki". Dzisiaj jastrzębie są zdania, że zadanie to wykonali. Rozpływają się w samo-zachwycie i pewności siebie. Zastosowali do siebie motto Napoleona: " L'audace, l'audace, toujours l'audace". W przypadku Napoleona sprawdzało się ono znakomicie - choć przez chwilę.

Nie czekali nawet na zakończenie wojny i już rozpoczęli kampanię przeciwko Syrii - wybranej częściowo dlatego, że jej polityka nie prowadzi polityki przyjaznej USA, a jednocześnie odgrywa ważną rolę na Bliskim Wschodzie. Kraj ten jest praktycznie bezsilny pod względem militarnym. Po braku śladów istnienia broni masowego rażenia w Iraku (przynajmniej na razie), rząd USA sugeruje teraz, że z pewnością uda się ją znaleźć w Syrii. Rumsfeld nazwał już ją "bandyckim państwem". Prezydent Bush dał Syryjczykom prostą radę: Współpracujcie z nami.

Czy po przyjściu z Afganistanu, bez osiągnięcia tam niczego więcej poza usunięciem poprzedniego reżimu i przekazaniem władzy w ręce odpowiednich lokalnych oligarchów, USA dokona tego samego w Iraku, a następnie ruszy ku kolejnym regionom? Całkiem prawdopodobne. Jeśli następna będzie Syria, to jaki kraj znajduje się na kolejnym miejscu? Palestyna i Arabia Saudyjska lub Korea Północna i Iran? Bez wątpienia w kręgach władzy reżimu USA trwają teraz żarliwe debaty mające na celu ustalenie priorytetów w kolejnych działaniach. Jednak to, że USA zdecyduje się na jakiś dalszy krok i akcję militarną pozostaje poza wszelkimi wątpliwościami. Reżim amerykański ma pewność, że przyszłość całego świata znajduje się teraz (tak miało być) w jego rękach, i że właśnie udowodnił wszystkim niezwykłą mądrość tego rozumowania i opartych na nim działań. W końcu, jak mawiał Stalin - "ile wojska ma papież?"

Mimo wszystko trzeba przyjrzeć się priorytetom, które jastrzębie powoli ustanawiają. Na pierwszym miejscu znajduje się prawdopodobnie konieczność rekonfiguracji sytuacji na Bliskim Wschodzie. Oznacza to uwzględnienie trzech elementów: eliminację wrogich reżimów, podkopanie potęgi (a prawdopodobnie również i integralności terytorialnej) Arabii Saudyjskie oraz nacisk na Palestyńczyków, aby przyjęli rozwiązanie typu "bantustanowego". Właśnie dlatego Syria stała się obecnie pierwszoplanowym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.

Podczas dokonywania reorganizacji spraw na Bliskim Wschodzie, USA, jak sądzę, będzie wolało powstrzymać się z działaniami co do Azji Północno-Wschodniej. Bezpośrednia akcja militarna niesie z sobą poważne ryzyko. Jastrzębie mają raczej nadzieję, że Chiny wyperswadują Koreańczykom Północnym dalszy rozwój w dziedzinie zbrojeń atomowych. Opcję tę można uznać za tymczasowe zawieszenie broni. Da ono jastrzębiom odpowiednią ilość czasu niezbędną do uporania się najpierw z innymi problemami. Sprawa Korei Północna zostanie załatwiona gdy ich ręce nie będą już zajęte. Bez względu na wszystko - nie pozwolą, aby przetrwał reżim sprawujący aktualnie w tym kraju władzę.

Moim zdaniem priorytet numer dwa to polityka wewnętrzna USA. Jastrzębie pragną tak ukształtować budżet krajowy, żeby nie znalazły się w nim żadne wydatki poza wojskowymi. Z jednej strony będzie to oznaczało cięcia we wszystkich sektorach (obniżka podatków federalnych), a z drugiej - maksymalną prywatyzację ubezpieczeń społecznych i opieki medycznej. Zamierzają również ograniczyć swobodę wypowiedzi swoich przeciwników politycznych, dzięki czemu będą mieli swobodę działania na arenie międzynarodowej i pewność utrzymania władzy. Jeśli chodzi o bezpośrednie działania, to najważniejsze będzie trwałe zagwarantowanie mocy tak zwanej Ustawy Patriotycznej (Patriot Act), która w obecnej postaci zawiera klauzulę o wygaśnięciu po trzech latach. Jak na razie działające w oparciu o nią prawo zwrócone jest przeciwko osobom a tożsamości arabskiej lub muzułmańskiej. Jednak władze federalne będą starały się stopniowo poszerzać jego zakres. Po obydwoma wspominanymi tu względami wybory w 2004 roku będą stanowiły decydujący moment.

Europa to prawdopodobnie priorytet numer trzy. Jastrzębiom najwyraźniej o wiele trudniej jest złamać Europejczyków niż mieszkańców Bliskiego Wschodu czy opozycję w kraju. Z pewnością postanowią zatem poczekać chwilę, licząc na to, że szok i przerażenie zacznie być odczuwany również na Starym Kontynencie, skutecznie go osłabiając i umożliwiając jego pokonanie. Oczekując na tę chwilę, jastrzębie mogą zdecydować się na wysłanie wojska do Kolumbii, co potraktują jako drugą inwazję na Kubę, lub w inny sposób zademonstrują swoje muskuły w różnych częściach świata.

Trzeba powiedzieć, że jastrzębie z USA nie boją się myśleć odważnie. L'audace, l'audace, toujours l'audace. We wspomnianym już artykule dla Foreing Policy stwierdziłem "Stany Zjednoczone dzisiaj to supermocarstwo, któremu brakuje rzeczywistej siły, przywódca światowy, którego nikt nie słucha, a tylko niewielu szanuje, oraz naród zmierzający niebezpiecznie do wywoływania globalnego chaosu, którego nie będzie w stanie kontrolować". Utrzymuję to twierdzenie, zwłaszcza w obliczu amerykańskiego podboju militarnego Iraku. Pogląd ten opieram na przekonaniu, że degradacja USA w systemie-świecie ma charakter strukturalny, a nie "koniunkturalny". Nie możne jej zapobiec. Oczywiście, można nią "zarządzać" w inteligentny sposób - właśnie z tego typu usiłowaniami mamy do czynienia dzisiaj.

Na strukturalny zmierzch hegemonii USA składają się dwa elementy: gospodarczy oraz polityczno-kulturowy. Element gospodarczy prosty do uchwycenia. Pod względem podstawowych czynników - dostępnego kapitału, wydajności, prac badawczych i rozwojowych - Europa Zachodnia i Japonia (oraz Azja Wschodnia) znajdują się na tym samym poziomie, co USA, stanowiąc dla nich konkurencję. Przewaga Ameryki pod względem finansowym - wielkość rezerw budżetowych w dolarach - topnieje i już wkrótce prawdopodobnie całkowicie zniknie. Przewaga pod względem militarnym oznacza w perspektywie długofalowej niekorzystne zjawiska w dziedzinie gospodarczej - w jej wyniku następuje "odsączenie" kapitału i innowacji technologicznych z sektora wytwórczego. Gdy system-świat zacznie podnosić się z długotrwałych skutków stagnacji, może okazać się, że przedsiębiorstwa z Europy i Japonii (oraz Azji Wschodniej) będą radziły sobie o wiele lepiej niż firmy amerykańskie.

USA osłabiły trwający od trzydziestu lat proces spadku swojego potencjału gospodarczego w stosunku do innych rywali za pomocą środków polityczno-kulturowych. Roszczenia te opierały na źródłach legitymizacji swojej władzy (lider wolnego świata) oraz fakcie istnienia Związku Radzieckiego. Po upadku ZSRR pretensje te poważnie ucierpiały, skutkiem czego był wybuch anarchii w systemie-świecie: wojen "etnicznych" na terytoriach państw byłego bloku sowieckiego, wojny domowe w krajach afrykańskich, dwie wojny w Zatoce, postępujący nowotwór w postaci kolumbijskiej wojny domowej oraz serie dotkliwych recesji gospodarczych w wielu krajach Trzeciego Świata.

Pod rządami Reagana, George'a Busha-ojca oraz Clintona, USA starały się utrzymywać dialog w Europą Zachodnią oraz Japonia (Azją Wschodnią), żeby zapewnić sobie ich wsparcie w trwającym bez końca konflikcie między Północą a Południem. Jastrzębie Busha-syna po dojściu do władzy natychmiast zarzuciły tę politykę i przybrały postawę unilateralnego machoizmu. Wszyscy muszą się przed nim ugiąć, a po pokonaniu Saddama Husajna wszelki opór osłabnie jeszcze bardziej, nie tyle z uwagi na to zwycięstwo, ile ze względu na wszechogarniające przerażenie.

Dwie uwagi co do legitymizacji władzy USA. W marcu Stany Zjednoczone musiały wycofać z Rady Bezpieczeństwa ONZ swoją rezolucję. Była ona bardzo ważna dla USA, które włożyły wiele wysiłku, żeby sprawa ta została rozwiązana pozytywnie, włącznie z telefonami George'a Busha do przywódców na całym świecie. Po raz pierwszy od 50 lat USA nie były w stanie uzyskać 9 głosów gwarantujących większość w Radzie. Prawdziwe poniżenie.

Po drugie, zwróćmy uwagę na stosowanie słowa "imperialne". Jeszcze dwa lata temu mowa o imperializmie zarezerwowana była jedynie dla lewej części sceny politycznej. Ni stąd ni zowąd jastrzębie zaczęły używać tego terminu, nadając mu pozytywną konotację. Wówczas przedstawiciele Europy Zachodniej, których trudno by posądzać o tendencje lewicowe, również zaczęli o nim mówić, oskarżając USA o stosowanie polityki imperialistycznej. Po upadku Saddama Husejna słowo to nagle pojawia się praktycznie we wszystkich publikacjach i przekazach medialnych na całym świecie. Imperializm (imperialne) to termin o znaczeniu negatywnym, nawet jeśli jastrzębie są z niego dumne.

Potęga militarna nigdy w historii rodzaju ludzkiego nie wystarczała do utrzymania prymatu na świecie. Kluczowa jest tutaj legitymizacja, przynajmniej ze strony przeważającej większości na świecie. Jastrzębie z USA poważnie naruszyły amerykańskie roszczenia do legitymizacji pozycji tego kraju. Tym samym nieodwracalnie osłabiły USA na arenie geopolitycznej.


Immanuel Wallerstein
Niniejsze komentarze mogą być pobrane, przekazywane i przesyłane za pośrednictwem mediów elektronicznych, jednak nie można ich powielać w jakimkolwiek medium drukowanym bez zgody właściciela praw autorskich (iwaller@binghamton.edu).

Komentarze te, publikowane dwa razy w miesiącu, z zamierzenia mają być refleksją nad kondycją współczesnego świata, postrzeganego z nie z perspektywy aktualnych wydarzeń, o których donosi prasa, a w kontekście długotrwałych zmian.
 

Wrocław, 17.04.2003