Immanuel Wallerstein
Historia dwóch raportów

(komentarz nr 129, 15 stycznia 2004)

Biedny George Bush. Tak okrutnie go potraktowano w dwóch raportach, które opublikowano w styczniu tego roku. Fundacja Carnegiego na rzecz Międzynarodowego Pokoju (Carnegie Endowment for International Peace, w skrócie CEIP) przeprowadziła szczegółowe badania na temat dowodów co do istnienia broni masowego rażenia (BMR) w Iraku Saddama Husajna i przedstawiła wniosek, że "nie stanowiło to bezpośredniego zagrożenia" - całkowite przeciwieństwo sądów, które promował Bush. Z kolei Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) wydał raport grupy ekspertów na temat polityki podatkowej USA, który opisuje "załamanie" finansów amerykańskich i stwierdza, że "żmudnie wywalczone zdobycze poprzedniej dekady zostały zaprzepaszczone, a zamiast nadwyżki budżetowej stoi przed nami groźba deficytu w najbliższej przyszłości".

Szanowana, wyważona, zajmująca raczej centrystyczne stanowisko, CEIP dowodzi zatem, że inwazja na USA oparta była na fałszywych oskarżeniach i sugeruje, że reżim Busha doskonale o tym wiedział. Natomiast cytadela ortodoksji kapitalistycznej, IMF potraktował rząd USA, tak jak zwykle czyni to odnośnie niewiarygodnych rządów Trzeciego Świata - udzielając im publicznej reprymendy. Stwierdza, że podstawy polityki gospodarczej administracji Busha stanowią zagrożenie dla USA i dla całego świata. Nikt chyba nie stwierdzi, że niniejsze oceny aktywności Busha i jego kompanii przez ostatnie trzy lata należą do przychylnych. Przyjrzyjmy się dokładniej każdej z tych cenzurek.

Zdaniem CEIP, o ile iracki program BMR stanowił zagrożenie "długoterminowe", to z pewnością nie był zagrożeniem bezpośrednim. Czytamy, że "iracki program nuklearny od wielu już lat był zarzucony... (a) iracka broń chemiczna stała się przeterminowana już w roku 1991". Stało się tak dlatego, że pierwsza wojna z Irakiem oraz inspekcje i sankcje ONZ "skutecznie osłabiły potencjał produkcyjny broni chemicznej".

Co zatem z rzekomymi informacjami wywiadu, które miałyby przeczyć tego typu sądom? CEIP mówi o "dramatycznym zwrocie (w) raportach wywiadowczych", który dokonał się w 2002 roku i dostrzega "wyraźny wpływ na służby wywiadowcze poglądów ze świata polityki... (dodaje również, że) urzędnicy państwowi niewłaściwie przedstawiali zagrożenie ze strony irackiego programu budowy BMR i pocisków balistycznych, nie mające żadnego poparcia w analizach wywiadu".

Dalej następuje kategoryczne stwierdzenie, że "nie ma i wciąż brak jest przekonujących dowodów na istnienie związków między rządem Saddama a Al-Kaidą". Ale to nie koniec, okazuje się bowiem, że "nie ma żadnych dowodów potwierdzających twierdzenie, że Irak mógłby przekazać BMR Al-Kaidzie, natomiast jest wiele, które mu przeczą".

CEIP podsumowuje swój raport, oznajmiając, że "istniejące dowody nie pozwalają przyjąć, że wcześniejsze działania 'prewencyjne' przestały pełnić swoją rolę.... Można było wybrać jedno z przynajmniej dwóch istniejących rozwiązań, które byłyby znacznie bardziej wskazane niż wywołanie wojny bez międzynarodowego poparcia: umożliwienie inspekcjom UNMOVIC/IAEA kontynuowanie swoich działań, aż zostałyby doprowadzone do końca czy przerwane przez lokalne władze lub nałożenie ostrzejszego programu 'inspekcji siłowych'.

W skrócie, CEIP stwierdza zasadność wszystkich najważniejszych postulatów zgłaszanych przez Francję, Niemcy i Rosję w Radzie Bezpieczeństwa i poszczególnych argumentów przeciwników wojny, zarówno w USA, jak i za granicą. Oczywiście, dzisiaj reżim Busha utrzymuje, że niemożliwa do odnalezienia broń masowego rażenia nie jest aż tak istotna (przeciwnie do tego, co twierdził w miesiącach poprzedzających wojnę, a nawet długo w trakcie jej trwania). Mówią, że celem wojny było obalenie Saddama Husajna. Oczywiście wielu przeciwników Busha również argumentowało, że właśnie o to chodzi w tej wojnie. Były Sekretarz Skarbu, Paul O'Neill potwierdza te opinie, dowodząc, że od początku istnienia obecnej administracji prezydent zapowiadał członkom swojego gabinetu, że poszukuje jakiegoś sposobu, jakiejś wymówki, żeby doprowadzić do obalenia Saddama Husajna. Bush wciąż temu zaprzecza. Utrzymuje, że decyzja ta zapadła dopiero po 11 września. Bez względu na to jednak kiedy ją podjął, stanowisko takie nie jest i nigdy nie mogłoby być uzasadnionym celem polityki zagranicznej, ponieważ stoi ono w sprzeczności z większością podstawowych zasad prawa międzynarodowego.

Z pewnością bolesne dla Busha było wykazanie mu jego sztubackich sztuczek przez nieufny, centrystyczny organ intelektualny. Jednak o wiele bardziej poniżające musiało być napiętnowanie ze strony strażników światowej finansowej ortodoksji. Co mówi raport IMF? Mówi, że choć cięcia podatkowe i wydatki na zbrojenia mogą pobudzić gospodarkę, jednak stanie się to prędzej czy później "kosztem coraz większej presji na stopy procentowe, kurczenia się inwestycji prywatnych oraz erozji wzrostu, w dalszej perspektywie, produkcji w USA". To z kolei sprawi, że USA będą "mniej przygotowane na uporanie się ze świadczeniami emerytalnymi dla pokolenia z epoki eksplozji urodzeń...".

IMF zgadza się, że częściowym wyjaśnieniem niektórych kłopotów budżetowych może być recesja z 2001 roku. Ale tylko w połowie. Kolejna ćwiartka to wina wzrostu uznaniowych wydatków, a ostatnia składowa to obniżki podatków. Ale czy obniżki podatków nie są zbawienne dla gospodarki? Ludzie Busha mówią o tym bez przerwy. Zdaniem IMF jest inaczej. "To, czy obniżki podatków przeprowadzone na początku 2001 roku odniosą znaczący wpływ na poprawę sytuacji po stronie podaży, stanowi otwartą kwestię. Chociaż obniżki stóp podatków dochodowych doprowadzą - nieznacznie - do poprawy motywacji do tworzenia miejsc pracy, stopa zatrudnienia już jest wysoka, a nie istnieją żadne badania empiryczne które pokazywałyby, że wykazuje ona elastyczność w stosunku do wysokości podatków". Sądzę, że właśnie dlatego obniżki podatków nie dały efektu w postaci nowych miejsc pracy.

IMF kontynuuje: "Możliwe korzyści związane z efektywnym wzrostem będącym następstwem aktualnych obniżek podatkowych będą musiały być obniżone z uwagi na skutki przedłużonego trwania okresu zapaści fiskalnej.... Jeśli deficyt fiskalny USA przeciągnie się, a właśnie tego należy się spodziewać, to czy nad korzyściami po stronie podaży nie przeważą skutki kurczących się oszczędności publicznych, które mogą dotknąć stóp procentowych i inwestycji?"

To, co się stanie w USA dotyczy oczywiście wszystkich innych. "(W)ysoki deficyt fiskalny USA stanowi również poważne ryzyko dla całego świata.... Wyższe koszty pożyczek za granicą mogą sprawić, że niekorzystne skutki deficytu amerykańskiego odbiją się na globalnych inwestycjach i zdolnościach wytwórczych". USA osiągnie niedługo poziom 40-procentowego zadłużenia w stosunku do GDP, "poziom zadłużenia zewnętrznego na skalę niewyobrażalną w przypadku dużego kraju przemysłowego.... Trend ten może trwać nadal, wywierając presję na dolara amerykańskiego, szczególnie dlatego, że aktualny deficyt płatniczy coraz bardziej jest skutkiem niskiego poziomu oszczędności, a nie wysokiego poziomu inwestycji".

W dalszej części raportu IMF wyraża obawy z powodu sposobów rozwiązania problemu ubezpieczeń społecznych i opieki zdrowotnej. To dość znajomo brzmiący motyw, obecny we wszystkich raportach IMF - organizacja ta zawsze wyraża swoją troskę z powodu zbyt wielkich wydatków socjalnych. Nie ma wątpliwości, że stanowi to powód do zmartwienia również dla Busha. Jednak IMF przedstawia swoją propozycję zasypania dziury fiskalnej: albo "natychmiastowy i trwały 60-procentowy wzrost podatków federalnych, albo 50-procentowe cięcia wydatków na świadczenia socjalne i opiekę zdrowotną". Raport kończy się podsumowaniem: "Biorąc pod uwagę skalę problemu, prawdopodobna wydaje się konieczność rozważenia zarówno programów związanych ze zwiększeniem przychodów, jak i tych prowadzących do ograniczenia wydatków".

A to historia! Aby uporać się z chaosem, do którego doprowadziły rządy Busha, USA będą musiały zarówno znacznie podwyższyć podatki, jak i poważnie zmniejszyć standard życia swoich obywateli. IMF roztropnie spostrzega, że jednym z problemów jest to, że "wojna z terroryzmem doprowadziła do pojawienia się nacisków wydatkowych, jednak zarówno w tym, jak i w innych przypadkach należy zachować szczególną ostrożność w określaniu priorytetów, żeby ciężar związany z koniecznością przeprowadzenia programów naprawczych nie odbił się zbyt mocno po stronie przychodów". W skrócie, aby zapobiec nadmiernemu obciążeniu podatkowemu, USA muszą obniżyć wydatki wojskowe. Raport kończy stwierdzenie: "problem fiskalny w USA da się jeszcze rozwiązać (jednak) pole manewru szybko się kurczy".

Jeśli chodziłoby tu o Sri Lankę czy nawet Brazlię, IMF domagałby się przeprowadzenia "dostosowania strukturalnego" przed umożliwieniem dalszych pożyczek. Jednak USA nie potrzebują pożyczek z IMF, ponieważ Chińczycy i Japończycy inwestują w dolara amerykańskiego. Przesłanie George’a Busha do Azji Wschodnie brzmi więc następująco: "prosimy, asekurujcie nas". Czy Azji Wschodnia wysłucha tego głosu? A raczej - jaką cenę zaoferuje za swoją przysługę?

Immanuel Wallerstein

Niniejsze komentarze mogą być pobrane, przekazywane i przesyłane za pośrednictwem mediów elektronicznych, jednak nie można ich powielać w jakimkolwiek medium drukowanym bez zgody właściciela praw autorskich (iwaller@binghamton.edu).

Komentarze te, publikowane dwa razy w miesiącu, z zamierzenia mają być refleksją nad kondycją współczesnego świata, postrzeganego nie z perspektywy aktualnych wydarzeń, o których donosi prasa, a w kontekście długotrwałych zmian.
 

Wrocław, 30.01.2004