Immanuel Wallerstein
W jaki sposób Ameryka Łacińska skręciła na lewo?

(komentarz nr 187, 15 czerwca 2006)

Debaty na temat obecnego lewicowego trendu w Ameryce Łacińskiej stanowią odbicie prawdziwego zamieszania - o ogólnoświatowym zasięgu - odnośnie znaczenia lewicowości w dwudziestym pierwszym wieku. Trudności z tą kategorią mają przedstawiciele całego spektrum polityki światowej. Istnieje kilka interpretacji takiego stanu rzeczy. Najbardziej oczywistą przyczyną zamieszania definicyjnego wydaje się być stosowanie różnych mierników, jeśli chodzi o kryteria zwrotu na lewo. Druga to fakt, że żadna z opisywanych w tych ramach tendencji nie ma charakteru liniowego. Często odnotowujemy zarówno zwyżki, jak i zniżki, jednak nie zawsze oznacza to, że mamy wówczas do czynienia z ogólnym trendem. Trzecia przyczyna dotyczy cechy polityków - używają oni nagminnie różnych języków, w zależności od tego, do jakich odbiorców się zwracają (choć nie oznacza to, że niemożliwe jest rozpoznanie "punktów granicznych" ich programów).

Jeśli mówimy o kryteriach, to pierwszym elementem, który należy tu rozróżnić jest wskazanie, czy chodzi o stosunek danych władz do spraw geopolitycznych czy też do polityki wewnętrznej. Oczywiście te dwie sfery są ze sobą powiązane, jednak poglądy poszczególnych polityków niekoniecznie muszą być spójne pod tym względem. W przypadku Ameryki Łacińskiej głównym przedmiotem geopolitycznego zainteresowania jest stosunek do Stanów Zjednoczonych. Bez wątpienia, w tej dziedzinie większość omawianych tu krajów dzisiaj zajmuje stanowisko skrajnie różniące się od tego, które wyznawały w 2000 roku. Wystarczy zapytać Departament Stanu USA o opinię na ten temat. Znakomicie zdaje on sobie sprawę, że jego głos nie może już liczyć na taki posłuch, szacunek i lęk, jaki wzbudzał wcześniej. I nie chodzi tylko o cierpki ton wystąpień Chaveza. Podobne nastawienie cechują eteryczne działania i centrystyczne poglądy przedstawicieli obecnego rządu Ekwadoru. Prawda wygląda tak, że poza Kolumbią żaden otwarcie prawicowy kandydat nie może liczyć na sukces w jakichkolwiek wyborach. Jeszcze dziesięć lat temu sytuacja prezentowała się całkiem odmiennie.

Kolejny problem, któremu należy się przyglądnąć jest stanowisko poszczególnych rządów dotyczące Światowej Organizacji Handlu (ŚOH), Międzynarodowego Funduszy Walutowego (MFW) i wielu różnych inicjatyw na temat umów wolnego handlu zgłaszanych przez Stany Zjednoczone. ŚOH zastygła w trwających aktualnie negocjacjach, MFW jest mniej szanowany niż w poprzedniej dekadzie, a Stanom Zjednoczonym nie udaje się przeforsować swojej propozycji na temat utworzenia Strefy Wolnego Handlu Obu Ameryk (SWHOA), przede wszystkim ze względu na przeszkody, które stawiają tym projektom coraz liczniejsze rządy z Ameryki Łacińskiej, znajdujące się "na lewo od centrum". I nie mówimy w tym przypadku o Kubie, ale na przykład o Brazylii i Argentynie. Nawet w Peru nowo wybrany prezydent z centrum, Alan Garcia (po pokonaniu Ollanta Humala, popieranego otwarcie przez Chaveza) w swoim pierwszym oficjalnym wystąpieniu powyborczym oznajmił, że dokona krytycznej lektury wszystkich punktów dwustronnego, peruwiańsko-amerykańskiego porozumienia o wolnym handlu wynegocjowanego przez poprzedni rząd z Limy.

Lewicowi krytycy rządów południowoamerykańskich skupiają się bardziej na ich działaniach w polityce wewnętrznej niż na arenie geopolitycznej. Jeśli chodzi o sprawy wewnętrzne, to mamy tu do czynienia z kilkoma krytycznymi zagadnieniami. Pierwsze to prawa tak zwanej ludności rdzennej. Państwa Ameryki Łacińskiej próbują uporać się z tą kwestią już od ponad dwustu lat. Jednak widoczny przełom w tej materii zaczyna dokonywać się dopiero dzisiaj. Jest to konsekwencja rosnącej świadomości i mobilizacji politycznej wśród tej ludności.

Oczywiście prawa ludności rdzennej są regulowane odmiennie w poszczególnych krajach, a ich siła polityczna zależy w dużej mierze od demograficznych proporcji. A mimo to zwróćmy uwagę na postęp w tej sprawie. W niektórych krajach wybrano kandydatów prezydenckich posiadających rdzenne korzenie. Mobilizacja rdzennej ludności stała się kluczowym czynnikiem, który zdecydował o elekcji Evo Moralesa (również posiadającego takie pochodzenie) w Boliwii. Ze względu na ich mobilizację Ekwador ma trudności z utrzymaniem swojego tradycyjnie prawicowego kursu w polityce. Wystarczy też wspomnieć o przypadku Meksyku znajdującym się obecnie w sytuacji radykalnych przemian, którym początek dały wystąpienia zapatystów. Nawet w krajach o niewielkim odsetku ludności rdzennej, w takich jak Chile, ich prawa nabrały nagle ogromnego znaczenia, co często zmusza rządy do przeformułowania swojej polityki.

Druga kwestia odnosząca się do spraw wewnętrznych państw latynoamerykańskich, silnie powiązana z pierwszą, to reforma rolna. W tym punkcie racje lewicowych krytyków pojęcia zwrotu na lewo wydają się najsilniejsze. Z jednej strony brazylijska Partido dos Trabalhadores (PT) nie spełniła swoich obietnic przedwyborczych i zrezygnowała z realizacji głębszych reform w tej dziedzinie. W konsekwencji straciła ona poparcie swojego głównego sojusznika, Movimento dos Sem Terras (MST). Jednak rząd boliwijski zapowiedział, że wkrótce zacznie wykonywać swoje plany odnośnie polityki rolnej. Jeśli tak się stanie, na pewno będzie to stanowiło inspirację dla podobnych inicjatyw w innych krajach.

Trzeci problem polityki wewnętrznej to kontrola zasobów naturalnych (nie tylko węgla i energii, ale też wody). Nie musi ona od razu oznaczać pełnej nacjonalizacji, ale oczywiście z definicji związana jest z zarządzaniem - w większym lub mniejszym zakresie - przez państwo oraz zatrzymaniem przez nie znacznej części dochodów krajowych. Również w tej sferze zauważalne są powolne zmiany. Wystarczy zwrócić uwagę na skargi pod adresem protekcjonizmu - są one dowodem na to, że korporacje wielonarodowe muszą dzisiaj brać po uwagę ten czynnik. Wcześniej w podobnych sytuacjach doprowadzałyby do przyjaznych coups d'état. Jak pokazał przykład Wenezueli, obecnie stało się to bardzo trudne do wykonania.

Czwarte zagadnienie związane z polityką wewnętrzną to wielkość tradycyjnych środków przeznaczanych przez nowe rządy poszczególnych państw na edukację (niezależnie od poziomu) oraz na infrastrukturę opieki zdrowotnej. Podobnie jak w przypadku reformy rolnej, skutki tych działań są raczej ograniczone, choć najczęstszą przyczyną niepowodzeń jest brak wystarczających zasobów budżetowych, co może zostać przezwyciężone dzięki stosownym krokom podjętym w innych dziedzinach. Na razie musimy poczekać z ostatecznym werdyktem.

Ostatnia kwestia to gwarancja, że wojsko nie jest w stanie wpływać bezpośrednio na procesy polityczno-decyzyjne poszczególnych państw. Ameryka Łacińska pod tym względem dzisiaj wygląda całkowicie odmiennie, niż jeszcze kilkanaście lat temu, w epoce wojskowych zamachów stanu, prokurowanych przez Stany Zjednoczone, oraz reżymów wojskowych wyspecjalizowanych w stosowaniu tortur. I faktycznie, ułaskawienia, które zostały wywalczone przez wojskowych po ich powrocie do koszar są stopniowo odwoływane - nie jest to proces natychmiastowy i jest on wykonywany nadzwyczaj ostrożnie, ale jak na razie można go uznać za sukces.

Jak zatem prezentuje się ogólny obraz? Ameryka Łacińska z pewnością dokonała zwrotu na lewo od punktu, w którym znajdowała się wcześniej. To, czy w kolejnych dekadach zostanie on utwierdzony i czy stanie się jeszcze gwałtowniejszy, zależy głównie od kierunku ewolucji światowej geopolityki oraz od tego, na ile lewicowe ruchy społeczne w tej części świata pozostaną wierne głoszonym ideałom i czy będą one w stanie realizować politykę posiadającą poparcie ze strony obywateli.

Immanuel Wallerstein

[Prawa autorskie: Immanuel Wallerstein. Dystrybucja: Agence Global. W celu uzyskania zgody na tłumaczenie oraz publikację w niekomercyjnych serwisach internetowych, prosimy o kontakt: rights@agenceglobal.com, +001.336.686.9002 lub +001.336.286.6606. Niniejsze komentarze mogą być pobierane, przekazywane i przesyłane za pośrednictwem mediów elektronicznych lub pocztą elektroniczną, jednak nie można zmieniać ich treści ani usuwać informacji o prawach autorskich. Kontakt z autorem: immanuel.wallerstein@yale.edu

Komentarze te, publikowane dwa razy w miesiącu, z zamierzenia mają być refleksją nad kondycją współczesnego świata, postrzeganego nie z perspektywy aktualnych wydarzeń, o których donosi prasa, a w kontekście długotrwałych przemian.]

 

Wrocław, 26.06.2006