Immanuel Wallerstein
Lata 90-te - bilans gospodarki-świata

(komentarz nr 20, 15 lipca 1999)

 

W ciągu ostatnich dziesięciu lat politycy, dziennikarze i naukowcy opowiadali nam historię pod tytułem "Globalizacja". Odnosi się ona do czegoś, co rzekomo wydarzyło się stosunkowo niedawno i co sprawiło, że nic już nie jest takie, jak do tej pory. Dla niektórych jest ona czymś cudownym, dla innych to prawdziwa plaga. Ponadto zwolennicy widzą w niej nie tylko coś wspaniałego, ale też i coś, co było nieuniknione. Dla przeciwników plaga ta jest czymś, czemu można jeszcze zapobiec.

Co tak naprawdę wydarzyło się w latach 90-tych 20 wieku? W sensie geopolitycznym jest to opowieść o sukcesie Stanów Zjednoczonych. Związek Sowiecki upadł. USA zaangażowały się w dwie duże wojny: przeciwko Irakowi w 1991 roku i przeciwko Jugosławii w 1999. NATO zostało wzmocnione i "poszerzone". W sensie ekonomicznym giełda amerykańska oszalała, przyniosła bezprecedensowe zyski, wszystko to zbiegło się ponadto z niskimi stopami bezrobocia i inflacji.

Oczywiście, w innych częściach świata obraz nie jest już taki różowy. Strefa sukcesu gospodarczego z lat 1970-1990, Azja Wschodnia, znalazła się w tarapatach. Japońska spekulacyjna bańka mydlana pękła w 1990 i od tamtej pory gospodarka tego kraju nie może wyjść z zapaści. W 1997 roku tak zwany kryzys wschodnioazjatycki doprowadził do załamania walutowego i długotrwałych kłopotów całej gospodarki w większości krajów Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Nie lepiej dzieje się z gospodarką Rosji, nie mówiąc już o byłej Jugosławii, Meksyku, Brazylii i Argentynie, w których po kolei miały miejsce lokalne załamania ekonomiczne, na skutek których żadne z tych państw nie będzie mogło cieszyć się dobrobytem jeszcze przez długi czas. Afryka, praktycznie w całej swojej rozciągłości, to jedna wielka ziemia rozpaczy - z minimalnym wzrostem gospodarczym, wojnami domowymi, uchodźcami będącymi problemem większości tamtejszych państw, i ogólnym brakiem jakichkolwiek perspektyw. Co do Europy Zachodniej, jak na razie udaje jej się utrzymywać głowę na powierzchni, jednak stopa bezrobocia jest wciąż dość wysoka, a projekt Unii Europejskiej, nadal bez wyraźnego samookreślenia, jest budowaniem zamków na piasku.

Dzisiaj nawet neoliberalni piewcy milenijni muszą spuścić nieco z tonu. Na początku dekady Francis Fukuyama zapewniał nas, że doszliśmy do końca historii. Dziesięć lat później jednak jego teksty są o wiele bardziej ostrożne. Mówi w nich o groźbie, że nasze sukcesy naukowe w dziedzinie biologii oddalą nas od świata. A Międzynarodowym Fundusz Walutowy, który nie krzywdził nikogo na początku lat 90-tych, nagle stał się przedmiotem zaciekłej krytyki ze strony gorliwych rzeczników konserwatyzmu za niedocenienie politycznej wagi nieograniczonego otwarcia się światowego rynku.

Zamiast analizowania dekady lat 90-tych jako momentu rozpoczęcia utopii neoliberalnej, której realizacji nic nie jest w stanie powstrzymać, ponieważ jest ona nieunikniona, i cudowna w swojej istocie, może bardziej użyteczne okazałoby się spojrzenie na nią jako na trzecią dekadę trwania kondratiewowskiej fazy B, czyli stagnacji w gospodarce światowej, fazy, która miała swój początek około roku 1970. Jest to faza B, ponieważ pasuje do tradycyjnej definicji tego typu procesu: zyski z produkcji znacząco spadły w porównaniu z okresem z lat 1945-1970; w konsekwencji ludzie posiadający kapitał w swoim poszukiwaniu zysków zwrócili się ze sfery produkcji do sfery finansów; na całym świecie odnotowano duży wzrost bezrobocia; no i w końcu - mogliśmy dostrzec poważne przesunięcie w miejscach produkcji z obszarów, dla których typowe są wysokie zarobki do tych, gdzie koszty produkcji mogą być znacznie obniżone (fenomen, który określono "uciekającymi fabrykami").

Lata 70-te nazwano epoką "stagflacji". Czy ktoś pamięta jeszcze to słowo? Zostało ono ukute, ponieważ odnosiło się do sytuacji wysokiego bezrobocia i spadku gospodarczego, połączonego z wysoką inflacją. Odnosiło się to zwłaszcza do USA. Był to również okres podnoszenia cen ropy naftowej przez OPEC. Przez całej lata był to główny temat dla mediów. A dzisiaj - kto o tym pamięta? Pomimo wszystkich tych "Kasandr", okazało się jednak, że ani USA, ani cała Europa Zachodnia wcale na tym nie ucierpiały, ponieważ pojawiły się nadwyżki z handlu ropą, które państwa produkujące ją lokowały w bankach Zachodu, a następnie trafiały one w postaci pożyczek do krajów Trzeciego Świata i bloku komunistycznego, których bilans gospodarczy znalazł się w tarapatach na skutek podniesienia cen ropy.

To właśnie w latach 70-tych poznaliśmy pojęcie "triady" centrum: Ameryka Północna, Europa Zachodnia oraz Japonia. To, że mówiliśmy o triadzie, było znakiem stosunkowego gospodarczego upadku Stanów Zjednoczonych. Triada dokonała samo-identyfikacji w ramach takich przedsięwzięć jak Komisja Trójstronna oraz spotkania grupy G-7. Rozpoczęły też ostrą rywalizację między sobą na arenie gospodarki światowej. Lata 70-te były dekadą Europy. USA tak bardzo się nie powodziło, że Jimmy'emu Carterowi nie udało się zostać ponownie wybranym na prezydenta, pomimo trwającej wciąż pamięci o aferze Watergate związanej z Nixonem.

Lata 80-te zanotowały zmiany na scenie. Opisywały je cztery słowa kluczowe. Pierwszym był "kryzys zadłużenia". Państwa, które pożyczały w latach 70-tych nie były w stanie spłacić swoich długów. W 1980 roku w Polsce doprowadziło to do kryzysu i pojawienia się Solidarności, który w końcu doprowadził do obalenia całej wschodnioeuropejskiej struktury państw satelitarnych ZSRR. W 1982 roku Meksyk ogłosił swoją niewypłacalność, po czym nastąpiła fala podobnych oświadczeń ze strony innych państw Ameryki Łacińskiej.

Świat potrzebował tych, którzy byliby w stanie pożyczać, aby sprostać potrzebom spekulacyjnym kapitału światowego. Znaleźli się. Administracja Reagana, nastawiona z założenia na odwrócenie zadań ekspansywnego rządu, zaangażowała się w największy wzrost długu USA w historii tego kraju. "Militarny keynesizm" Reagana sprawił, że USA wydostały się ze stanu recesji, do którego doprowadziły jego pierwotnie cięcia. Dokonało się to jednak za cenę potężnego zadłużenia Stanów Zjednocznych, finansowanego przede wszystkim przez Japończyków.

Drugą grupą pożyczkodawców zostały wielkie amerykańskie korporacje wielonarodowe. Była to era spekulacji giełdowych ("junk bonds"), która umożliwiła masowe przejęcia firm przez spekulantów, które ogołociły je ze znacznej ilości kapitału oraz potężnych zasobów siły roboczej. Działania te w przypadku znacznych warstw amerykańskiej i europejskiej klasy średniej doprowadziły do ruchów mobilności społecznej w dół.

W końcu, pojawił się efekt "latających gęsi". Japonia wystartowała z sferze produkcyjnej, pociągając za sobą Azję Wschodnią (i praktycznie znaczą część Azji Południowo-Wschodniej) - stąd metafora klucza latających gęsi. Lata 80-te były bezdyskusyjnie dekadą Japonii. USA pozostawały w tyle, wcale się z tego powodu nie ciesząc.

W końcu przyszły lata 90-te. Dokładnie wtedy gdy niespotykany dotąd dług wewnętrzny USA zaczął niecierpliwić już amerykańskich prawodawców, japońska bańka mydlana pękła. Dzięki temu okrojone firmy amerykańskie same mogły rozpocząć swoje samonapędzające się szaleństwo połączone z dość dobrą tymczasową kontrolą nowych przemysłów info-technologicznych. Słowem, o które zaczęto robić tyle hałasu stała się teraz "globalizacja", która oznaczała, że rząd USA oraz MFW połączyły siły w próbie sforsowania wrót do wszystkich państw, dzięki czemu umożliwiono by swobodne wchodzenie i wychodzenie światowego kapitału.

Sam sukces globalizacji spowodował rozpoczęcie jego odwrotu. Kryzys wschodnioazjatycki oraz przemiany polityczne, które po nim nastąpiły były jednym skutkiem. Powrót do władzy rządów socjaldemokratycznych w Europie Zachodniej i Wschodniej (a także w USA) - kolejnym. Oczywiście, były to zwykle rządy wierne drodze "globalizacji", jednak ich wybór był efektem strachu obywateli przed tym, co się działo. 90 procent obserwatorów przewiduje wielki spadek na rynku giełdowym w USA. Jednak nie spełniło się to na skutek samonapędzającego się optymizmu inwestorów. Jak długo tak jeszcze będzie?

Co widzimy, gdy rzucimy okiem na ostatnie trzydzieści lat? Przede wszystkim coraz bardziej rosnąca polaryzacja systemu-świata. Nigdy w historii nowożytnej przepaść między tym, co zwiemy Północą a Południem nie była tak wielka. Przepaść ta ma charakter ekonomiczny, społeczny i demograficzny. Krzywa konsekwentnie opada w dół. Po drugie widzimy rosnącą polaryzację w ramach państw Północy. Te z nich, którym powodzi się doskonale, nigdy jeszcze nie radziły sobie tak dobrze, to fakt (choć, jak zaznaczyłem, zachodzą tu różnice w ramach triady w poszczególnych dekadach). Jednak obszary ubóstwa również powiększają się.

Sami dokonajmy obliczenia bilansu.

Immanuel Wallerstein

Niniejsze komentarze mogą być pobrane, przekazywane i przesyłane za pośrednictwem mediów elektronicznych, jednak nie można ich powielać w jakimkolwiek medium drukowanym bez zgody właściciela praw autorskich (iwaller@binghamton.edu).

Komentarze te, publikowane dwa razy w miesiącu, z zamierzenia mają być refleksją nad kondycją współczesnego świata, postrzeganego z nie z perspektywy aktualnych wydarzeń, o których donosi prasa, a w kontekście długotrwałych zmian.

 
 
Wrocław, 23.03.2001