Immanuel Wallerstein
Polityka eurosceptycyzmu

(komentarz nr 49, 1 października 2000)

 

28 września 2000 roku Dania w drodze głosowania zdecydowała, że nie przystąpi to unii euro. To najnowszy przykład trwałego eurosceptycyzmu. Dania jest nim szczególnie naznaczona, jednak w tej czy innej postaci istnieje on w większości krajów europejskich, a najsilniejszy jest w państwach nordyckich i Wielkiej Brytanii. Jakie są przyczyny tej niechęci do zbliżenia się do Europy wśród znaczącej grupy Europejczyków?

Ruch na rzecz jedności europejskiej sięga korzeniami do okresu powojennego. Był on przede wszystkim inicjatywą polityków-centrystów z Francji, Niemiec, Włoch i "niższych lądów". Na początku kierowali się oni dwoma motywami. Po pierwsze pragnęli na zawsze zakończyć okres zbrojnych walk między Francją i Niemcami. Drugim motywem było nastawienie antykomunistyczne i chęć stworzenia sił militarnych przeciwko temu, co postrzegano jako sowiecki plan rozszerzenia imperium na zachód Europy. Obydwa te motywy służyły interesom amerykańskim, w związku z czym ruch ten zdobył silne poparcie kongresu USA.

Z powodu jego wyraźnego antykomunistycznego nastawienia, ruchowi zdecydowanie przeciwstawiły się zachodnioeuropejskie partie komunistyczne, natomiast  różnego rodzaju mniejsze partie lewicowe znajdujące się poza orbitą wpływów partii socjaldemokratycznych popierały go. Generalnie, partie konserwatywne również były zwolennikami tego ruchu, z powodu swojego zabarwienia antykomunistycznego i ze względu na wsparcie ze strony USA, choć idea ewentualnej unii federalnej spotykała się co jakiś czas z oporem nacjonalistycznym.

Europa z lat 50-tych jest już dawno za nami i zaszło wiele zmian. Pierwsza z nich polegała na tym, że z powodu "sukcesu" początkowej kooperacji gospodarczej Europa, która pierwotnie liczyła sześć państw postanowiła się rozszerzyć. Ekspansja spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony trzech krajów południowej Europy - Hiszpanii, Portugalii i Grecji, które miały dwie wspólne cechy: dyktaturę, która panowała w nich w latach 60-tych oraz nadzieję, że integracja z Europą zapewni utrzymanie bardziej liberalnej struktury politycznej; poza tym były stosunkowo ubogie ekonomicznie i myślały, że wejście do Unii pomoże im w doprowadzeniu do "modernizacji" gospodarczej, i w związku z tym do podwyższenia stopy życiowej. I faktycznie, wymienione cele zostały przez te państwa osiągnięte, dzięki czemu, wraz z Włochami, stały się one bezkrytycznymi entuzjastami Europy.

Europa starał się również rozszerzyć na północ, tak aby włączyć do siebie Wielką Brytanię, Irlandię, trzy państwa nordyckie, oraz Finlandię. Z szóstki tej jedynie Irlandia i Finlandia przejawiały entuzjazm - Irlandia z tych samych powodów ekonomicznych, co kraje Europy Południowej, z tymi samymi skutkami, a Finlandia częściowo z powodów gospodarczych, a częściowo w celu uwyraźnienia swojego zerwania z post-sowiecką Rosją. Wielka Brytania zawsze zachowywała dystans, zwłaszcza jeśli chodzi o połowę Partii Konserwatywnej - skrzydło thatcherowskie. Działo się tak z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na stary, tradycyjny nacjonalizm: z jakiego powodu Wielka Brytania miałaby się zadawać z Francuzami, którym nie można ufać, Niemcami, którzy byli kiedyś jej wrogami i zacofanymi państwami śródziemnomorskimi?

O drugim powodzie nie mówiło się jednak zbyt chętnie. Stany Zjednoczone straciły entuzjazm do zjednoczonej Europy. Zaczęły ją postrzegać raczej jako konkurentkę niż swoją satelitę. I choć oficjalna linia polityki USA wciąż jest pro-unijna, nieoficjalnie przejawiany był coraz większy chłód, zwłaszcza w stosunku do pomysłów niezależnych i zjednoczonych europejskich sił wojskowych.

Brytyjczycy wypracowali, po drugiej wojnie światowej, specjalne stosunki z USA. Wydawało się to dla nich ostatnią szansą na zachowanie dostojności imperialnej, której blask został znacznie nadwątlony. Nadzwyczajność tych stosunków polegała na tym, że USA i UK współpracowały w kwestiach geopolitycznych (i tak naprawdę militarnych) bardziej niż z Francją i Niemcami. Thatcheryści nie chcieli z tego rezygnować, integrując się z Europą.

To właśnie świadomość tej sytuacji powodowała, że generał de Gaulle przez dłuższy czas sprzeciwiał się wszelkim próbom włączania Wielkiej Brytanii do Europy, ponieważ postrzegał ją jako konia trojańskiego Stanów Zjednoczonych w Europie. Warto w tym miejscu zdać sobie sprawę z ewolucji poglądów zarówno samego de Gaulle'a, jak i gaulistów francuskich. Oczywiście, de Gaulle był antykomunistą, ale pozostawał głęboko nieufny w stosunku do USA i za wszelką cenę pragnął zaangażować Rosję (ale nie komunizm) w swoje plany geopolityczne. Stąd na początku promowana przez USA antyrosyjska Europa była czymś bardzo dla niego niewygodnym. Jednocześnie przejawiał przekonanie, że pojednanie francusko-niemieckie to klucz do odbudowania pozycji Francji na arenie systemu-świata. Zdawał sobie ponadto sprawę, że silna Europa Zachodnia w pewnym momencie przestanie służyć interesom amerykańskim. Zdawał sobie z tego sprawę w latach 60-tych bardziej niż przedstawiciele władz USA. Tak więc zachęcał do budowy takiej Europy i jednocześnie, z tych samych powodów, starał się nie dopuścić do wejścia Wielkiej Brytanii do rodziny europejskiej.

Co do krajów nordyckich, to opowieść jest zupełnie odmienna. Mieliśmy tam do czynienia z opozycją zarówno na prawicy, jak lewicy. Prawica sprzeciwiała się z typowego dla siebie powodu - nacjonalizmu, strachu przed emigrantami, niechęcią w stosunku do Europy Południowej. Jednak lewica (lub jej część) miała inne powody. Twierdzili, że Europa stanie się potęgą imperialną przeciwko Trzeciemu Światu. Przynajmniej Skandynawia, ich zdaniem, była socjaldemokratyczna. Zjednoczona Europa stanie się bardziej konserwatywna fiskalnie i zagrozi państwu dobrobytu. Poza tym Europa nie była wystarczająco demokratyczna. Ten ostatni zarzut jest jak najbardziej prawdziwy, jednak rozwiązanie to umacnianie unifikacji w sensie federalnym, która doprowadzi do stworzenia normalnie wybieralnych ciał i w związku z tym przezwycięży "deficyt demokracji". No i mamy tu też do czynienia z pewnego rodzaju rasizmem, poczuciem moralnej wyższości nad Europejczykami z kontynentu.

Jeszcze słowo na temat rozszerzenia. Od 1989 roku słyszymy dyskusje na temat rozszerzenia na wschód, w stronę ex-komunistycznych państw Europy środkowo-wschodniej. Państwa te pragną być włączone z dwóch powodów. Po pierwsze, mamy tu do czynienia z podobną motywacją ekonomiczną, którą kierowali się entuzjaści z Południa. Drugi to ostateczne odwrócenie się plecami do Rosji i nobilitacja do miana kulturowych i politycznych zachodnio-Europejczyków. Z tego powodu chcą być bliżej zarówno Europy, jak i Stanów Zjednoczonych. Motywacje te budzą jednak w Europie Zachodniej obawy. Nie jest pewne, czy Europejczycy z zachodu zechcieliby zapłacić za proces przyłączenia tych krajów do siebie. Nie jest też pewne, czy zechcą w swoim "domu" grupę państw, które będą powstrzymywać ich od podjęcia bardziej zdecydowanych kroków ku niezależności od Stanów Zjednoczonych.

Jaka jest więc sytuacja? Osiągnięto europejską unię celną, do której przyłączyło się 15 krajów. Europejska unia monetarna doprowadziła do zjednoczenia 12 z nich. To właśnie ten krok Dania, jeden z krajów "piętnastki", odrzuciła podczas wcześniejszego głosowania na temat wejścia do strefy euro. Tak zwane porozumienie z Schengen, dopuszczające swobodne przekraczanie granic, łączy mniejszą grupę. A rzekoma armia europejska - jeszcze mniejszą. W najbliższej przyszłości nie należy spodziewać się poważniejszych kroków w stronę federacji politycznej. Po niej będzie prawdopodobnie musiało nastąpić porozumienie militarne. W każdym razie, federacja polityczna Europy będzie musiała prawdopodobnie rozważyć swoją przyszłość bez krajów na północy.

Tak więc, na razie USA nie muszą się obawiać pojawienia się poważnego konkurenta geopolitycznego, przede wszystkim dzięki decyzjom wyborczym lewicy z północy, która jak na ironię wyraża najbardziej antyamerykańskie przekonania. Pojawił się wówczas znaczny margines głosów, który opowiada się za ostrożnym podejściem do Europy, tak żeby interesy Danii, Norwegii i Szwecji nie musiały się nakładać z tymi Francji, Niemiec, Włoch i "niższych lądów" - czyli krajów, które stanowiły początkowy rdzeń wspólnej Europy i wciąż stanowią jej siłę napędową.

 

Immanuel Wallerstein

Niniejsze komentarze mogą być pobrane, przekazywane i przesyłane za pośrednictwem mediów elektronicznych, jednak nie można ich powielać w jakimkolwiek medium drukowanym bez zgody właściciela praw autorskich (iwaller@binghamton.edu).

Komentarze te, publikowane dwa razy w miesiącu, z zamierzenia mają być refleksją nad kondycją współczesnego świata, postrzeganego z nie z perspektywy aktualnych wydarzeń, o których donosi prasa, a w kontekście długotrwałych zmian.

 
 
Wrocław, 27.05.2001