Immanuel Wallerstein
Palące problemy nadchodzących dekad

(komentarz nr 55, 1 stycznia 2001)

 

W czasie, gdy wkraczamy w nowe tysiąclecie, problemy, z którymi ludzkość będzie musiała się zmierzyć prędzej czy później wydają się oczywiste. Kapitalistyczna gospodarka-świat nigdy dotąd nie funkcjonował tak gładko, z takimi sukcesami w skali historycznej i tak dynamicznie. W rezultacie coraz bardziej zwiększa się polaryzacja w ramach systemu (gospodarcza, społeczna i polityczna). Próby utowarowienia wszystkich wzajemnych relacji międzyludzkich osiągnęła niespotykaną skalę, wkraczając w dziedziny, które jeszcze niedawno wydawały się niemożliwe do komodyfikacji, całkowicie na nią odporne. Jednak gdy kapitalistyczna  gospodarka-świat przyspiesza swój szalony bieg, jednocześnie bardzo łatwo może wypaść z toru i zacząć zmierzać ku swojej samozagładzie. Żyjemy w epoce historycznych bifurkacji, które w trakcie najbliższych 50 lat doprowadzą nas do wykształcenia się nowego porządku społecznego, który może okazać się lepszy lub gorszy od obecnego, może nawet lepszy lub gorszy w absolutnym sensie, bez wątpienia jednak będzie on inny od tego, który panuje dzisiaj.

Bez względu na to ludzie żyjący tu i teraz nie mogą po prostu czekać, by przekonać się, jak to wszystko się potoczy w ciągu czekających ich 50 lat. Jesteśmy skazani na trwanie w teraźniejszości. Tym, co dotyczy nad w tej sytuacji w sensie bezpośrednim są kluczowe decyzje, które będziemy musieli podejmować w nadchodzących dekadach - przede wszystkim za pośrednictwem naszych rządów, ale nie tylko. Widzę cztery takie kwestie, które będą decydowały o charakterze naszego życia politycznego w zbliżającej się przyszłości. Każda z nich wywoła ogromne kontrowersje (już tak się dzieje), dla żadnej nie istnieją proste i oczywiste rozwiązania. Jednak będziemy musieli się zmierzyć z nimi wszystkimi - z którym to zadaniem możemy uporać się bardziej lub mniej zadowalająco.

1. Migracje. Od niepamiętnych czasów ludzie wędrowali po całym świecie. Nawet po rewolucji rolniczej, która sprawiła, że zaczęli oni coraz bardziej wiązać się z jednym miejscem na ziemi, cały czas trwały ruchy migracyjne - na skutek wojen, głodu, prześladowań i w poszukiwaniu lepszego życia. Ruchy te wcale nie osłabły również i w naszych czasach - wręcz przeciwnie. Częstotliwość i ilość ludzkich migracji jest większa niż kiedykolwiek dotąd.

Obecni mieszkańcy danego terytorium (zwłaszcza na obszarach, które są uprzywilejowane) często są wrogo nastawieni do obcych starających się tu osiedlić. Boją się utraty przywilejów, utraty tożsamości, utraty ziemi i pracy. Wznoszą więc przeszkody, zwłaszcza prawne. Przeszkody jednak wydają się coraz mniej efektywne, a migracja "nielegalna" to już dzisiaj powszedniość. Rosnąca polaryzacja systemu-świata wymusza nacisk na konieczność migracji, w związku z czym zaczyna ona dotyczyć praktycznie nas wszystkich. Oczywiście, jest całkiem spora grupa pracodawców, którzy z radością oczekują na emigrantów, będących dla nich okazją obniżenia kosztów produkcji.

Sentymenty anty-emigranckie, rasizm klasy pracującej, oraz ekstremizmy prawicowe są ze sobą bezpośrednio powiązane. Dzisiaj widać to jeszcze wyraźniej. Aż do dzisiaj reakcją establishmentu w głównych centrach imigracyjnych świata (zwłaszcza w Ameryce Północnej oraz Europie Zachodniej, ale też i w Japonii) była nakierowana na próby opóźnienia zbliżającego się kataklizmu za pomocą środków podejmowanych ad hoc, które miały łagodzić nastroje dzięki ograniczaniu (ale nie eliminowaniu) imigracji i wysłuchiwaniu wszystkich racji.

Jest mało prawdopodobne, aby te środki łagodzące działały w dalszym ciągu, jeśli poziom migracji będzie coraz bardziej rósł, a prawdopodobnie tak właśnie będzie w czasie kilkudziesięciu najbliższych lat. Dyskusje, które się tu pojawią będą musiały rozważyć, czy nie łatwiejsze, mniej bolesne, i przede wszystkim rozsądniejsze okazałoby się zniesienie wszystkich (lub prawie wszystkich) ograniczeń w przemieszczaniu się ludzi i pozwolenie im na swobodne osiedlanie się w wybranych przez nich miejscach. W świecie rozpędzonego kapitalizmu taka wolność przemieszczania się oczywiście świetnie pasuje do ideologii wolnorynkowej. Partie konserwatywne mogły by zechcieć odpowiedzieć właśnie w taki sposób na potrzeby wielkich przedsiębiorstw, które je wspierają, ale jeśli tak się stanie, to czy będą w stanie zagwarantować swoim wyborcom (których potrzebują, aby utrzymać się przy władzy) prawa socjalne? Stanowisko w tej kwestii przedstawicieli ze strony lewej części sceny politycznej wydaje się uwięzione w pułapkę - z jednej strony są naciskani przez faktycznych i potencjalnych imigrantów pragnących przenieść się do bogatych regionów na świecie, a z drugiej muszą zmierzyć się z oczekiwaniami "lokalnych" ugrupowań, które ich popierają, przede wszystkim klasy robotniczej (którzy stanowią większość w sensie etnicznym na danym terytorium) - ci drudzy oczekują raczej restrykcyjnej postawy w stosunku do imigrantów. Czy ktokolwiek zdecyduje się, aby przeciąć ten węzeł gordyjski. A jeśli nie, to czy niszczący konsens polityczny spór nie spowoduje pojawienia się demagogicznych programów politycznych, ze wszelkimi ich konsekwencjami?

2. Interwencje zbrojne. W najbliższych latach raczej trudno wyobrazić sobie wojnę między głównymi mocarstwami. Jednak "mniejsze" wojny - pomiędzy państwami Południa i Północy, czy też między państwami Południa, bądź też wojny domowe - są nie tylko prawdopodobne - można ich z oczekiwać jako czegoś oczywistego. Na świecie, nie tylko wśród potężnych państw Północy, mamy do czynienia z dwoma sposobami zmierzenia się z tym problemem. Jeden z nich dotyczy retoryki "interesu narodowego" (wąsko pojętego) - na Północy i nie-interwencji na Południu, a drugi nawołuje do ideałów "praw człowieka" (na Północy) oraz "oswobodzenia" (na Południu).

Każda z tych retoryk znajduje spore grono zwolenników, ale prawdziwe motywacje to najczęściej, świadomie lub nieświadomie, zupełnie coś innego. Jednak każda z tych retoryk wywołuje rzeczywiście odrębne skutki. Pierwsza zmierza do ograniczenia przemocy na arenie międzynarodowej, dążąc jednocześnie do zachowania status quo, skutkiem drugiej jest wzrost przemocy i zniszczeń, przy jednoczesnych staraniach zmiany panującej na świecie równowagi sił. Żadna nie proponuje w kwestiach politycznych podejścia typu "jedno rozwiązanie dla wszystkich".

Można powiedzieć, że Stany Zjednoczone przejawiają tendencje do kierowania się pierwszą opcją (to stanowisko Busha i Colina Powella), rezygnując stopniowo z tej drugiej. Europa zmierza prawdopodobnie w innym kierunku. Rządy państw Południa natomiast nie są pewne, której zasady mają się trzymać przy realizowaniu swoich globalnych celów. Przeważnie zależy to od tego, czyj wół został zarżnięty.

3. Internalizacja kosztów. Ten napuszony zwrot odnosi się do stopnia, do którego przedsiębiorstwa przemysłowe płacą jeszcze za skutki, które ich działalność produkcyjna wywołuje w całym środowisku naturalnym (zarówno w krótszej, jak i w dalszej perspektywie). Wymuszanie internalizacji, która jest głównym efektem ustaw uchwalanych w imię ochrony ekologicznej, z konieczności prowadzi do wzrostu kosztów. Zdolność do przenoszenia kosztów na konsumentów zależy od elastyczności zgłaszanych w tym celu roszczeń. Jednak w dłuższej perspektywie wyższe ceny spowodują ograniczenie roszczeń, co da producentom możliwość wyboru mniejszej ogólnej sprzedaży po wyższych cenach lub mniejszego zysku ze sprzedaży w celu przywrócenia lub zwiększenia poziomu sprzedaży. Wybór, o którym mówił Hobson.

Tutaj również stanowiska w sporze są zaciekłe, ale też pomieszane. Dzieje się tak, ponieważ koszty internalizacji oznaczają co innego dla różnych grup, różnią się też pod względem skutku natychmiastowego i tego, który będzie widoczny z dalszej perspektywy. Podobnie jak to miało miejsce w kwestii swobody poruszania się, nawet jeśli istnieje tu zasadniczy podział na prawicę i lewicę, w ramach każdej z tych grup dochodzi do potężnych napięć. Jednak całego problemu nie da się tak łatwo "zamieść pod dywan", jak to się działo przez ostatnich 20 lat. Koszty związane z podejmowaniem "zatrutych" decyzji stały się za wysokie, a margines błędu coraz bardziej maleje.

4. Kobiety i religia. Taki sposób postawienia sprawy płci może wydawać się dziwny. Jednak dwie sprawy wydają się oczywiste. Z jednej strony, domaganie się swoich praw przez kobiety (zarówno jeśli chodzi tu o równość w sensie prawnym, jak i poszukiwanie możliwości samostanowienia) sprawiło, że obecnie jest to jeden z najczęściej omawianych problemów na światowej scenie politycznej. Z drugiej strony, wszystkie główne religie światowe, zwłaszcza ich najbardziej tradycyjne wersje, zawierają w sobie element wyraźnej hierarchii pod względem płci.

Do niedawna decyzje w sprawach płci podejmowane były przez religie krok po kroku, i przeważnie z wielkim ociąganiem. "Liberalizacja" obyczajów na przestrzeni ostatnich 100 lat powoli podważała część hierarchicznego porządku religii światowych. Jednak od 25 lata "liberalne" praktyki religijne znajdują się pod ciągłym atakiem. Mamy do czynienia z rosnącym oporem i "odporem" ze strony zwolenników bardziej "tradycjonalistycznych", "ortodoksyjnych" poglądów. W związku z tym feministki, żeby znaleźć poparcie dla swojej walki, nie mogą już dłużej liczyć na powolnie dokonujący się proces sekularyzacji. Nie oznacza to oczywiście, że walka ta osłabła i jest zakrojona na mniejszą skalę.

Zbliżamy się do czasów poważnych pęknięć w ramach religii światowych jeśli chodzi o kwestię hierarchii płci. Nie wiadomo jeszcze, jaki będzie ich wynik. Bez wątpienia jednak jest to główny przedmiot zainteresowania w ramach toczących się sporów społecznych i będzie tak również przez kilka najbliższych dziesięcioleci. Będą one miały miejsce zarówno na scenie politycznej, jak i poza nią.

Talerz jest już przepełniony. Jednak linie frontu nie zostały jeszcze tak wyraźnie zakreślone, jakby można się było tego spodziewać.


Immanuel Wallerstein

Niniejsze komentarze mogą być pobrane, przekazywane i przesyłane za pośrednictwem mediów elektronicznych, jednak nie można ich powielać w jakimkolwiek medium drukowanym bez zgody właściciela praw autorskich (iwaller@binghamton.edu).

Komentarze te, publikowane dwa razy w miesiącu, z zamierzenia mają być refleksją nad kondycją współczesnego świata, postrzeganego z nie z perspektywy aktualnych wydarzeń, o których donosi prasa, a w kontekście długotrwałych zmian.

 
 
Wrocław, 05.04.2001