Immanuel Wallerstein
Granice konserwatyzmu gospodarczego

(komentarz nr 63, 1 maja 2001)

 

Przez konserwatyzm gospodarczy rozumiemy tu stanowisko polityczne, które faworyzuje działania państwa zwiększające zdolność kapitalistów do otrzymania maksymalnych zysków z ich aktywności gospodarczej. Co zwiększa tę zdolność? Przede wszystkim dwie rzeczy. Pierwsza to ograniczania kosztów produkcji. Druga to wzrost cen przez ograniczenie konkurencji. Ograniczenie kosztów produkcji oznacza, że kapitaliści są w stanie uzyskać większe dochody nawet jeśli cena ich produktów na rynku nie ulega zmianie. Ograniczanie konkurencji oznacza, że mogą oni podnosić ceny rynkowe swoich produktów. Kiedykolwiek tak zwane partia konserwatywna zdobywa władzę w państwie, od razu zaczyna promować obydwa rodzaje polityki. Pytanie to: na jak wiele mogą sobie w tym względzie pozwolić? Nie jest to pytanie związanie z moralnością, ale z polityką: jakie są polityczne granice konserwatyzmu gospodarczego? Przyjrzyjmy się, jak to działa obecnie, zwłaszcza w bogatszych krajach, które posiadają system wielopartyjny.

Zacznijmy od ograniczania kosztów produkcji. Przedsiębiorcy kapitalistyczni muszą się liczyć z trzema rodzajami kosztów: zapłata za pracę, opłata za materiał, z którego wytworzony jest ich towar, oraz podatki. Konserwatyści gospodarczy dochodzą najczęściej do głosu w momencie przejęcia władzy po pokonaniu rządów z "socjaldemokratycznymi" inklinacjami. Tak zwane rządy neoliberalne z ostatnich 25 lat są doskonałym przykładem podobnych reżimów: Pani Thatcher w Wielkiej Brytanii, Ronald Reagan, a obecnie George W. Bush w Stanach Zjednocznych, Silvio Berlusconi we Włoszech, i jeszcze wiele innych.

Rządy ograniczając koszty płac na dwa sposoby: opierając się podniesieniu płacy minimalnej oraz osłabiając struktury związkowe. Pani Thatcher toczyła długie walki ze związkami zawodowymi. Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobił Ronald Reagan było złamanie strajku kontrolerów lotu. George W. Bush dołożył starań, aby zapobiec strajkom ze strony pracowników linii lotniczych. Ponadto konserwatyści gospodarczy poszukują możliwości przeforsowania sposobów na ograniczenie zdolności związków zawodowych do aktywnego uczestnictwa w życiu politycznym.

Podobnie, konserwatyści gospodarczy poszukują możliwości zmniejszenia kosztów materiałów. Dokonują tego przede wszystkim za pomocą eksternalizacji kosztów. Pozwala to nie płacić producentom ich zobowiązań, na trzy sposoby: przez możliwość dowolnego wyrzucania odpadów; przez brak wymagań zapłaty za odnowę podstawowych zasobów, których używają; przez poświęcenie znacznej części kosztów za pośrednictwem "infrastruktury" koniecznej do wytworzenia na rynku zapotrzebowania na ich produkt w celu uzyskania koniecznych materiałów. Jednak w ciągu kilku ostatnich dziesięcioleci mamy do czynienia z szerokim ruchem społecznym nastawionym na zniweczenie tego typu praktyk. Jest on zwany ruchem ekologicznym, który przede wszystkim stara się skłonić rząd do wymuszenia internalizacji kosztów. Jedną z pierwszych rzeczy, której starają się dokonać rządy gospodarczych konserwatystów jest zlikwidowanie lub przytłumienie ustaw związanych z ochroną środowiska, argumentując, że przyczynia się to do wzrostu kosztów produkcji (co jest prawdą). George W. Bush przedsięwziął mnóstwo znaczących działań w tym kierunku - nie doprowadzając do ustanowienia traktatu z Kyoto, cofając decyzje mające na celu doprowadzenie do ograniczenia zawartości arszeniku w wodzie itd.

Oczywiście, konserwatyści gospodarczy z redukcji podatków czynią swój fundamentalny program wyborczy. George W. Bush skupił się na tej kwestii o wiele bardziej niż na innych, a zmniejszenie podatków uznał za swój cel numer jeden.

Pytanie tylko, na ile wszystkie te działania są skuteczne jeśli chodzi o zmniejszenie kosztów produkcji. Bez wątpienia za ich pomocą udało się w jakimś stopniu ograniczyć koszty produkcji, i w ten sposób zwiększyć w sumie zyski kapitalistów, a zwłaszcza kapitalistów w ich własnych krajach. Jednak, co oczywiste, posunięcia te wywołują opór ze strony tych, którzy zostają dotknięci przez wprowadzenie ich w życie. Partie konserwatystów gospodarczych regularnie przegrywają wybory, zwłaszcza po długim czasie realizacji podobnych cięć. Jednak często są zmuszone zrezygnować ze swoich roszczeń, nawet jeśli dopiero jest przygotowywana jakaś akcja. Często zauważano, że partie konserwatywne we Francji i w Niemczech obawiały się wcielać w życie tego typu programy, nawet gdy znajdowały się przy władzy. Ale nawet najbardziej konserwatywne reżimy, takie jak George'a W. Busha, wycofują się. Udało mu się co prawda zapobiec pierwszemu strajkowi linii lotniczych, ale gdy zbliżał się drugi, zdecydował się zainterweniować. Jego decyzje w sprawie Kyoto oraz arszeniku wywołały tak wielki zamęt, że jego rząd anulował wcześniej przyjęte strategie, które miały zacząć być wcielane w życie. Kongres USA, co równie ważne, nie zamierza dać Bushowi tak znacznych obniżek podatków, ani tak dużych cięć budżetowych, których się domagał.

Tak więc trzeba się cofnąć i zadać pytanie, o co tu chodzi, o co chodziło przez 25 ostatnich lat, przez ostatnie 200 lat.

Krzywa długookresowa generalnie pnie się cały czas do góry. Koszty pracy, koszty materiałowe w związku z internalizacją, poziom podatków bez przerwy, choć nie regularnie, wzrastały. Trend zwyżkowy pojawia się co jakieś 25 lat, potem następuje spadek przez następne 25 lat. Jednak nigdy nie mamy do czynienia ze spadkiem proporcjonalnym do wielkości wzrostu. Naciski polityczne są zbyt silne. Właśnie to mamy na myśli, mówiąc o demokratyzacji.

Tak więc, mimo bezustannego wdrapywania się do góry, w sensie długoterminowym, kapitaliści znajdują się w tarapatach, jeśli chodzi o poziom dochodowości. Właśnie dlatego chcą już ostatecznie rozprawić się z kwestią kosztów, tak żeby można się było zająć problemem cen. Kapitaliści mówią, że wierzą w wolny rynek. To nieprawda. W stu procentach konkurencyjny rynek to coś, gdzie żaden z producentów nie może w ogóle osiągać zysków. Na takim rynku kupujący zawsze może naciskać sprzedającego, żeby ograniczał cenę do kilku groszy ponad koszty produkcji. Zyskowność oznacza ograniczenie wolności rynku na drodze stopniowej monopolizacji. Im mniej producentów, tym większe zyski.

Jednak żaden producent nie lubi monopolu, który nie jest jego własnym monopolem. Nie podobają im się zwłaszcza monopole, które są prawnie uregulowane, a najgorszym legalnym monopolem z ich punktu widzenia są przedsiębiorstwa państwowe. Tak więc konserwatyści gospodarczy muszą podejmować działania w dwóch sprzecznych kierunkach. Z jednej strony starają się zlikwidować prawne monopole. Czynią to w ramach "prywatyzacji" - w ciągu ostatnich 25 lat widzieliśmy wiele tego typu akcji, po latach 1945-1970, gdzie trwała szeroko zakrojona "nacjonalizacja" wszystkich przedsiębiorstw, które kiedykolwiek pojawiły się w nowożytnym systemie-świecie.

Jednak prywatyzacja to dopiero początek tej historii. "Deregulacja" jest równie ważna, ale z zupełnie przeciwnego powodu. Kiedy już wyeliminuje się posiadane lub wspierane przez państwo monopole, kapitaliści zaczynają poszukiwać możliwości stworzenia monopoli prywatnych. Ograniczenia narzucone w tej kwestii ze strony państwa ("regulacja") to przekleństwo. Nie ma sensu posiadać prywatnego przedsiębiorstwa, jeśli ma ono działać na rzeczywiście wolnym rynku. We wszystkich głównych dziedzinach zyskowności, w ciągu ostatnich 25 lat widzieliśmy rosnącą koncentrację własności, nie tylko na poziomie narodowym, ale też i na skalę światową. Spójrzmy tylko na komunikację, przemysł farmaceutyczny, informatykę, przemysł lotniczy.

Konserwatyści gospodarczy o wiele lepiej radzą sobie z podwyższaniem cel niż z kosztami produkcji. Dzieję się tak głównie z tego powodu, że większość populacji dostrzega wręcz namacalnie, że starania o zredukowanie kosztów dotykają ich bezpośrednio, w związku z czym mobilizuje się w walce przeciwko nim. Ludziom o wiele trudniej dostrzec proces rosnącej monopolizacji, przynajmniej dopóki koszty nagle nie skoczą gwałtownie w górę, jak to się stało w latach 70-tych z kosztami energii, i jak jest też i dzisiaj. A kiedy tak się dzieje, zwykłemu człowiekowi dość trudno zrozumieć, kto to robi i kogo należałoby winić. Wysokość podatków czy niebezpieczne skażenie środowiska wywołane działaniami rządu jest o wiele łatwiej zauważyć. O fuzjach korporacji mówi się na wewnętrznych stronach gazet, inne media milczą o nich w ogóle.

Decydującą kwestią jest to, że konserwatyści gospodarczy starają się cofnąć zegar. Udało im się to po części, ale nigdy tak bardzo, jakby tego chcieli. Ograniczenie monopoli korporacyjnych jest równie pilną potrzebą, jak zwiększenie wartości udziałów ze strony pracowników w zyskach z działalności firm, w których pracują, doprowadzenie do internalizacji kosztów, oraz utrzymanie progresywnego systemu podatkowego.

 


Immanuel Wallerstein

Niniejsze komentarze mogą być pobrane, przekazywane i przesyłane za pośrednictwem mediów elektronicznych, jednak nie można ich powielać w jakimkolwiek medium drukowanym bez zgody właściciela praw autorskich (iwaller@binghamton.edu).

Komentarze te, publikowane dwa razy w miesiącu, z zamierzenia mają być refleksją nad kondycją współczesnego świata, postrzeganego z nie z perspektywy aktualnych wydarzeń, o których donosi prasa, a w kontekście długotrwałych zmian.

 
 
Wrocław, 10.05.2001