Noam Chomsky
Timor Wschodni - to jeszcze nie koniec

 

 

Według najnowszych wiadomości, misja ONZ we Wschodnim Timorze była w stanie stwierdzić liczbę 150.000 ludzi z szacowanej populacji liczącej 850.000 w tym regionie. Jej raport mówi, że 260.000 "obecnie prowadzi nędzną wegetację w znajdujących się w fatalnym stanie obozach dla uchodźców w Zachodnim Timorze, pod szczelną kontrolą milicji, po tym jak uciekli lub zostali zmuszeni do opuszczenia swoich miejsc zamieszkania", i że kolejnych 100.000 osób zostało przeniesionych do innych części Indonezji. Co do reszty podejrzewa się, że kryją się w górach. Dowódca australijski wyraził oczywistą troskę, że wysiedleni ludzi cierpią z braku żywności i lekarstw. Wizytując obozy we Wschodnim i Zachodnim Timorze, doradca amerykańskiego Sekretarza Stanu, Harold Koh stwierdził, że uchodźcy "głodują i są terroryzowani", a zniknięcia ludzi "bez wyjaśnień" są na porządku dziennym. Aby uświadomić sobie skalę spustoszenia, trzeba być świadomym potencjalnej likwidacji fizycznej bazy niezbędnej do przetrwania, której dokonali wycofujący się żołnierze indonezyjscy oraz związane z nimi siły paramilitarne (milicja), oraz zdać sobie sprawę z rządów terroru, które panowały na tym terenie przez ćwierć wieku (wymordowanie setek tysięcy ludzi, gdy administracja Cartera dostarczała wymaganego dyplomatycznego i militarnego wsparcia).

Jak działali ich następcy podczas "fazy szlachetnej" w polityce zagranicznej, z jej "dostojnym blaskiem", aby przytoczyć fragmenty tej wzniosłej retoryki odpowiednich komentatorów w prasie krajowej w latach 90-tych? Jednym sposobem był wzrost poparcia dla morderców - dla "takiego naszego człowieka", jak generał Suharto został określony przez administrację Clintona zanim popadł w niełaskę za utratę kontroli i nieudane próby wprowadzenia ciężkich reform zaordynowanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy z odpowiednią żarliwością. Po masakrze w Dili w 1991 roku Kongres ograniczył sprzedaż broni i zakazał trenowania żołnierzy Indonezji przez USA, ale Clinton znalazł pokrętny sposób ominięcia tych zakazów. Kongres wyraził swoje "oburzenie", zauważając, że "to było i jest intencją Kongresu, aby zakazać amerykańskiego treningu wojskowego dla Indonezji" - o czym mogą się dowiedzieć czytelnicy Far Eastern Economic Review oraz publikacji dysydenckich w Ameryce. Ale wszystko to na próżno.

Pytania dotyczące programów Clintona otrzymały rutynowe odpowiedzi z Departamentu Stanu: amerykańskie szkolenie wojskowe "przynosi bardzo pozytywne wyniki w sensie wpisania zagranicznych sił militarnych w amerykańskie wartości". Te wartości zostały ukazane, gdy pomoc militarna dla sprzedaży przepływającego i licencjonowanego przez rząd Indonezji uzbrojenia wzrosła pięciokrotnie od roku podatkowego 1997 do ostatniego roku. Miesiąc temu (19 września 1999 roku) międzynarodowy serwis informacyjny London News oraz Guardian Weekly opublikowały relacje zatytułowane "US Trained Butchers of East Timor" ("Szkoleni przez USA rzeźnicy Wschodniego Timoru"). Raport, autorstwa dwóch korespondentów opisał program Clintona "Iron Balance" ("Żelazna równowaga"), w ramach którego szkolono wojsko indonezyjskie z pogwałceniem zakazu ze strony kongresu nałożonym już w 1998 roku. W ramach programu uwzględniono jednostki Kopassus, przestępcze siły, które zorganizowały i kierowały "milicją" i bezpośrednio uczestniczyły w ich zbrodniach, czego Waszyngton był absolutnie świadomy - podobnie jak wiedział, że ci "długo-dystansowi" beneficjenci treningów amerykańskich "przechodzą do legendy ze względu na swoje okrucieństwo", a Wschodni Timor "stał się pierwszoplanowym przykładem wszelkiego rodzaju zbrodni" (Ben Anderson, jeden z czołowych specjalistów zajmujących się Indonezją).

Program Clintona "Żelazna równowaga" dostarczył tym siłom jeszcze więcej szkoleń w zakresie zwalczania buntów i "operacji psychologicznych", co zostało od razu zastosowane. Podczas gdy oni i ich sługusy palili stolicę, Dili, we wrześniu, czemu towarzyszyły mordy i wszelka przemoc, Pentagon oznajmił, że "amerykańsko-indonezyjski program szkoleniowy skupił się na przeciwdziałaniu katastrofom humanitarnym i innymi klęskom, i zakończył się 25 sierpnia", pięć dni przed referendum, które wywołało ostrą eskalację zbrodni - dokładnie taką, jakiej mogli spodziewać się przywódcy polityczni z Waszyngtonu, przynajmniej jeśli czytali swoje własne raporty wywiadowcze.

Wszystko to, jak się okazało, wpadło wprost w dziurę w pamięci, która zwiera cały przeszły "dorobek" głównych akcji wspierania przez Amerykę zbrodni, zasługując na taki sam (całkowity) oddźwięk w mediach, jak wiele innych wydarzeń ubiegłego roku; na przykład jednomyślnie głosowanie w Senacie, 30 czerwca, wzywające administrację Clintona do połączenia indonezyjskiej akcji militarnej w Timorze Wschodnim z "jakąkolwiek pożyczką czy pomocą finansową dla Indonezji", jak mogli przeczytać czytelnicy Irish Times.

Przez większą część 1999 roku intelektualiści zachodni byli zaangażowani w jeden z najbardziej zuchwałych pokazów samouwielbienia w stosunku do wspaniałych działań w Kosowie. Pomiędzy wieloma innymi aspektami tego niezwykłego osiągnięcia, o którym zawiadomiono we właściwych miejscach, mieliśmy do czynienia z faktem, że potężna fala gnębionych uchodźców wyrzuconych z ich domów po bombardowaniach mogła otrzymać niewielkie wsparcie - wszystko to dzięki obcięciu przez Waszyngton funduszy dla odpowiedzialnych za to służb ONZ. Ilość ich pracowników została zredukowana o 15% w 1998 roku, i kolejne 20% w styczniu 1999 roku; a teraz musi znosić słowa krytyki ze strony (również natchnionego) Tony Blaira za swoją "problematyczną działalność" w momencie pojawienia się zbrodni, które były koniecznym następstwem bombardowania ze strony USA/UK. Podczas gdy odbywała się odpowiednia, nieustanna adoracja tych działań ze strony społeczeństwa, zbrodnie zaczęły mieć miejsce w Timorze Wschodnim. Nawet przed referendum sierpniowym zostało zabitych od 3 do 5 tysięcy ludzi, co podają wiarygodne źródła kościelne - około dwukrotnie więcej niż liczba zabitych przed rozpoczęciem nalotów w Kosowie (z populacją większą o ponad dwa razy), jak stwierdza NATO. Podczas gdy okrucieństwa sięgnęły szczytu we wrześniu, Clinton w milczeniu obserwował, aż został zmuszony wewnętrzną i międzynarodową (przede wszystkim australijską) presją do wykonania przynajmniej kilku gestów. To wystarczyło generałom indonezyjskim, aby natychmiast zająć odwrotne do dotychczasowego stanowisko - co jest oznaką ukrytej siły, która wciąż czuwa w pogotowiu. Każda rozumna istota może natychmiast wyciągnąć kilka wniosków na temat winowajców.

Z ostatniej chwili, USA nie dostarczyło żadnych funduszy dla sił międzynarodowych ONZ kierowanych przez Australię (z drugiej strony Japonia, od dawna gorliwy dostawca pomocy dla Indonezji zaoferował 100 milionów dolarów). Ale to nie jest chyba wielkim zaskoczeniem, jeśli weźmie się pod uwagę odmowę pokrycia jakichkolwiek kosztów związanych z operacją cywilną w Kosowie. Waszyngton poprosił również ONZ, aby zredukowało skalę tego typu operacji, ponieważ może zostać zmuszone do opłacenia części związanych z tym wydatków. Setki tysięcy zaginionych ludzi może głodować w górach, ale Siły Powietrzne, które szczycą się bardzo precyzyjnym niszczeniem celów cywilnych najwidoczniej są pozbawione zdolności zrzucania z powietrza pożywienia - i nie było słychać żadnych głosów opowiadających się za nawet tak podstawową humanitarną akcją. Kolejne setki i tysiące spotyka ponury los w samej Indonezji. Jedno słowo z Waszyngtonu mogłoby dać kres ich niedoli, ale takie słowo nie padło, podobnie jak nie pojawiły się żadne komentarze.

W przypadku Kosowa przygotowania do procesów o zbrodnie wojenne są prowadzone od Maja, przyspieszone z inicjatywy USA-UK, co zakłada między innymi bezprecedensowy dostęp do informacji wywiadowczych. We Wschodnim Timorze śledztwa są prowadzone "w czasie wolnym od pracy", z uczestnictwem Indonezji oraz bardzo z nadzwyczaj "napiętym" terminem, w którym mają się zakończyć (31 grudnia). To jest, według urzędników ONZ cytowanych przez prasę brytyjską, "żart doskonały, całkowita porażka". Rzecznik Amnesty International dodał, że dochodzenie, które się planuje, "wywoła we Wschodnim Timorze jeszcze większą traumę niż miało to miejsce do tej pory. W tych warunkach może to być naprawdę uwłaszczające". Generałowie indonezyjscy "nie wydają się z tego powodu trząść ze strachu", stwierdziła prasa australijska. Jeden powód to taki, że "jednym z najbardziej potępiających dowodów prawdopodobnie będzie... materiał ściągnięty z fal radiowych przez skomplikowany amerykański i australijski elektroniczny sprzęt do przechwytywania", a generałowie ufają, że ich starzy przyjaciele nie pozwolą, aby stała im się krzywda - jeśli tylko "łańcuch odpowiedzialności" będzie trudny do przerwania we właściwym miejscu.

Pojawiło się też niewiele starań, aby wydobyć dowody przestępstw dokonanych we Wschodnim Timorze. Zdecydowanie przeciwnie do tego Kosowo zostało zapełnione policyjnymi i medycznymi ekipami z USA i innych państw zbierającymi dowody zagłady, w nadziei na odkrycie zbrodni zakrojonych na szeroką skalę, które mogą stać się materiałem usprawiedliwiającym bombardowanie przez NATO; jednak one były oczywistym tego skutkiem - jak to zaplanował Milosevic, co się dzisiaj przyjmuje, mimo że generał Wesley Clark stwierdził to miesiąc po rozpoczęciu ataku, że rzekomymi planami "nigdy nie dzielono się ze mną", i że operacja NATO "nie została pomyślana [przez liderów politycznych] jako sposób powstrzymania serbskich czystek etnicznych... Nie było nigdy intencji, aby to robić. Nie o to chodziło".

Komentując odmowę Waszyngtonu, aby choć podnieść palec, aby pomóc ofiarom zbrodni, starszy dyplomata australijski Richard Butler zauważył, że "zostało mi to bardzo jasno zasugerowane przez doświadczonego analityka amerykańskiego, że fakty dotyczące przymierza wyglądają następująco: USA będzie reagowało z uwzględnieniem proporcji, definiując to przede wszystkim w kategoriach własnego interesu i oceny zagrożenia..." Uwagi te nie zostały przedstawione jako krytyka Waszyngtonu, dotyczyły one raczej jego rodaków, Australijczyków, którzy nie zdają sobie sprawy z podstawowych kwestii: że to inni mają dźwigać ciężary i zmagać się z kosztami - co w przypadku Australii może stanowić poważny problem. Nie będzie to z pewnością szokiem, jeśli za dwa lata amerykańskie korporacje będą ochoczo korzystały z warunków w Indonezji, która czuje się urażona z powodu akcji australijskich, ale nie skarży się na swojego pana.

Chór samouwielbienia trochę przycichł, choć nie za bardzo. O wiele ważniejsza niż te politowania godne manifestacje jest porażka w próbach działania - natychmiast i zdecydowanie - aby ocalić pozostałości po tej jednej z najstraszniejszych tragedii naszego okrutnego wieku.

 
 
Wrocław, 10.07.2000