Dina Ezzat
W przejściu

 

W polskim parlamencie, gdzie swego czasu miała miejsce surowa krytyka antyzachodnia, przedstawiciele około 90 krajów spotkali się w ubiegłym tygodniu, aby porozmawiać na temat dalszych dróg świata do demokracji, w jej zachodnim wydaniu. Jednak uczestnicy zastanawiali się też nad różnymi definicjami demokracji.

"Nasza konferencja w Warszawie to bardzo ważne wydarzenie, ponieważ jest to pierwsze spotkanie na skalę światową poświęcone wyłącznie kwestii demokracji", stwierdził polski Minister Spraw Zagranicznych, Bronisław Geremek. W dzisiejszym świecie, argumentuje Geremek, istnieje pięć palących powodów do poszukiwania przez świat drogi do demokracji: prawa człowieka, pokój i bezpieczeństwo, rozwój gospodarczy, sprawiedliwość i solidarność oraz szanse, odpowiedzialność i większe uprawnienia dla jednostki.

Dyskusje odbywające się podczas konferencji pod wspólnym tytułem "Ku wspólnocie demokracji", były niezbyt gorączkowe. Szkic komunikatu, który miał być wyrazem stanowisk z pozycji bardzo różnorodnych reprezentowanych ustrojów trudno by uznać za kłopotliwy. Jak stwierdził jeden z uczestników: "Spotkanie to było przede wszystkim szansą na wymianę poglądów na kwestie związane z demokracją".

W czasie tej "wymiany" wiele państw - w których przestrzeganie "międzynarodowych" standardów demokracji jest często kwestionowane przez międzynarodowe organizacje praw człowieka - wydawało się nie mieć problemu z przytaczaniem definicji amerykańskiej: wolne i bezstronne wybory, wolność od dyskryminacji opartej na różnicach pod względem rasy, koloru skóry, płci, języka czy poglądów politycznych, oraz prawo do wolności poglądów, ekspresji, myśli i religii.

Mowa Sekretarz Stanu USA Madeleine Albright spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony uczestniczących w spotkaniu delegacji. Mimo to kilka państw, nawet jeśli było ich niewiele, wyraziło swój smutek, że tak mało uwagi zwrócono definicji demokracji dla Trzeciego Świata, gdzie powinny zostać zawarte takie punkty jak dostęp do żywności, schronienia i opieki zdrowotnej, oraz równości wśród członków wspólnoty międzynarodowej. Dało się słyszeć również obawy o skutki prób wprowadzania jednolitego modelu demokracji.

Według Ministra Spraw Zagranicznych RPA,  Nkisazaba Dlamini-Zuma, w "młodych demokracjach", takich jak jej kraj, mowa o wolnych i bezstronnych wyborach nie jest wystarczająca. Jakakolwiek dyskusja o demokracji powinna też zawierać wyraźne wskazówki na temat "zabezpieczenia pożywienia, dostęp do edukacji i schronienia", dodała. W przeciwnym razie, zdaniem pani Dlamini-Zuma, eksperyment demokratyczny może znaleźć się w zagrożeniu.

Przedstawiciele Egiptu zaprezentowali jeszcze jeden pogląd. "Ponieważ w dalszym ciągu czekamy na ukształtowanie się globalnego konsensu na temat ostatecznego politycznego znaczenia demokracji, posługiwanie się tym pojęciem powinno być związane z trzema fundamentalnymi składnikami: specyfiką kulturową, liberalizacją gospodarczą oraz wolnością polityczną", stwierdził Minister Spraw Zagranicznych Amr Moussa, który przewodniczył delegacji Egipskiej podczas konferencji. Moussa zauważył, że powinno się zaakceptować wprowadzanie różnych stylów demokracji. "Islam nie stoi w sprzeczności z demokracją w jakimkolwiek jej możliwym do przyjęcia czy przyjmowanym znaczeniem... [ponieważ] sama jego istota zabrania dyktatury... [oraz oparty on jest] na likwidacji [jakiejkolwiek dyskryminacji] jednostek w społeczeństwie pod względem ich praw i obowiązków".

Ostateczny komunikat wydany w poniedziałek, na zakończenie dwudniowej sesji, wyrażał "wspólną zgodę na cele i zasady demokracji, ustanowione zarówno w Karcie ONZ, jak i Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka".

Odbywająca się w Polsce konferencja "Ku wspólnocie demokracji" była możliwa dzięki wsparciu pięciu innych państw: USA, Indii, Korei Południowej, Mali i Chile (do tak zwanej "grupy zwołującej" należały jeszcze Czechy - przyp. MT). To właśnie organizatorzy z tych sześciu państwa wybrali uczestników. Nie zaproponowano żadnych przejrzystych kryteriów wyboru. Organizatorzy w Warszawie przestawili dość mgliste wskazówki: stwierdzili, że chodzi o rządy partycypacyjne z "demokratycznych lub demokratyzujących się państw, które generalnie stosują się do zasad praw człowieka". Według organizatorów były też kraje, którym wysłano zaproszenie, ale które odmówiły udziału w konferencji. Polski Premier Jerzy Buzek powiedział na konferencji prasowej, że ma nadzieję, że podczas kolejnego spotkania obecnych będzie więcej państw.

Jednak Human Rights Watch, biorąca udział w forum organizacji pozarządowych (NGO), które odbywało się równolegle z oficjalnymi obradami, podniosła krzyk z powodu kryteriów udziału w konferencji. W otwartym liście skierowanym zarówno do forum organizacji pozarządowych, jak i państw uczestniczących w oficjalnych spotkaniach, HWR skrytykowała skład listy uczestniczących krajów. Pięć z ośmiu reprezentowanych krajów arabskich, stwierdzono, nie powinno się tu znaleźć: Egipt, Tunezja, Jemen, Katar oraz Kuwejt. Oskarżenia skierowane przez międzynarodową organizację praw człowieka przeciwko tym państwom koncentrują się na rzekomych ograniczeniach ze strony ich rządów nakładanych na wolności jednostek. Jednak podobnych zarzutów nie wystosowano pod adresem Algierii, Jordanii czy Maroko. HRW nie protestowała też przeciwko obecności Izraela, pomimo jej własnego raportu dotyczącego łamania prawa człowieka w tym kraju.

HRW skrytykowała też organizatorów za zaproszenie na ich spotkanie Burkina Faso (Górną Woltę) oraz Azerbejdżan. Również obecność Rosji wywołała sprzeciwy za "okrucieństwa" dokonywane na ludności cywilnej w Czeczenii przez "żołnierzy rządowych".

Wybór uczestników, jak stwierdziło wielu członków organizacji pozarządowych, był czysto polityczny.

Źródło: Al-Alhram, No. 488, 29 June - 5 July 2000 <powrót>

 
 
Wrocław, 10.07.2000