Jackie Smith, Timothy Patric Moran
Mitologia światowej organizacji handlu

DISSENT / SPRING 2000/ VOLUME 47, NUMBER 2

 

 

Przed listopadem 1999 roku niewielu Amerykanów wiedziało, co oznacza skrót "WTO" (World Trade Organization), jeszcze mniej było świadomych tego, na czym polega praca tej instytucji. Światowa organizacja handlu ewoluowała z Porozumienia Ogólnego na temat Ceł i Handlu (General Agreement on Tariffs and Trade - GATT) i została oficjalnie ustanowiona w 1995 roku. Skupia ona obecnie 135 państw, a o wejście do niej ubiegają się 32 kolejne, w tym Chiny oraz byłe republiki ZSRR. Członkowie ŚOH tworzą istne spektrum ekonomiczne współczesnego świata, od najbiedniejszych (Sierra Leone z produktem narodowym brutto w wysokości 140 dolarów na osobę - dane z roku 1998), do tych najbardziej zamożnych (Szwajcaria z 40 tysiącami dolarów PNB per capita), od największego państwa demokratycznego na Ziemi (Indie), po najmniejszy kraj z panującą dyktaturą (Kuba).

Pierwotnym motywem powołania do życia tej instytucji była redukcja podatków celnych. Po pewnym czasie jednak system ten rozszerzył się również na politykę rządów dotyczącą "ograniczeń bezcłowych nakładanych na handel", czyli rozwiązania antydumpingowe, ustawy związane z ochroną środowiska i bezpieczeństwem, sankcje nakładane na państwa łamiące prawa człowieka oraz ograniczenia w handlu zagranicznym. Tym, co wyróżnia ŚOH spośród innych porozumień międzynarodowych jest jej Komisja Rozwiązywania Sporów (Dispute Resolution Panel), której uprawnienia umożliwiają nakładanie na państwa członkowskie ogromnych sankcji, które mają służyć jako wymóg przestrzegania umów zawartych w ramach ŚOH. Żadna inna instytucja działająca na arenie międzynarodowej nie ma tak szerokich uprawnień.

Spotkanie w Seattle miało przynieść efekt w postaci programu na nową sesję negocjacji w ramach "Rundy Milenijnej", podczas której ma być zostać rozszerzony mandat ŚOH, tak aby mogła ona sprawować kontrolę nad przepływem jeszcze większej ilości produktów i usług, w tym inwestycji finansowych, edukacji i opieki medycznej. Protesty, które miały miejsce w Seattle pokrzyżowały (przynajmniej tymczasowo) te plany, a ŚOH oraz ci, którzy ją popierają od tego momentu zaczęli ostrożnie podchodzić do swoich zamierzeń. W Stanach Zjednoczonych urzędnicy odpowiedzialni za sprawy handlowe obecnie mówią o "edukowaniu wyborców" w celu promowania wolnego handlu. W czasie trwania spotkań ŚOH w Seattle dokonano całkowitej przebudowy strony WWW organizacji (http://www.wto.org/wto/about/about.htm), na której obecnie znalazło się miejsce dla "ratusza globalnego" oraz list typu Top 10, wychwalających "korzyści" związane z funkcjonowaniem ŚOH oraz obnażających fałsz "najczęściej wysuwanych zarzutów" pod jej adresem. Dwie nierozerwalnie związane ze sobą kwestie, za którymi idzie niespotykana wcześniej troska o swój image, to w ŚOH obecnie globalny ekonomiczny sukces oraz "właśnie odkryta" potrzeba jawności działania. Wydarzenia w Seattle na siłę otworzyły i zamknęły drzwi do globalnych negocjacji dotyczących handlu. Po raz pierwszy ludzie na całym świecie mieli szansę dowiedzieć się, na czym polega globalizacja prowadzona pod dyktat ŚOH, i domagać się bardziej demokratycznych reguł udziału i odpowiedzialności związanych z negocjacjami na temat handlu światowego, które będą prowadziły w najbliższej przyszłości.

Poniżej przyglądamy się krytycznie niektórym twierdzeniom i założeniom głoszonym przez ŚOH oraz jej zwolenników, ideom powszechnie przyjętym przez ŚOH jako oczywistość, z którymi tak naprawdę wiąże się wiele niejasności. W niektórych przypadkach najlepszym dowodem na to jest sprzeczność, która jest w nie wpisana, w innych - to, że mówią one o faktach, które tak naprawdę nie istnieją. Sześć takich twierdzeń nazywamy tu mitami wielostronnego systemu handlu.

Mit pierwszy: Chodzi o wolny handel

Jednym z największych złudzeń ekonomicznych, głoszonych od czasów Adama Smitha, jest to utrzymujące, że kapitalizm najlepiej się sprawuje (czyli - zyski są największe), gdy mamy do czynienia z wolnymi i sprawiedliwymi rynkami. ŚOH z dumą oznajmia, że rdzeniem wielostronnego systemu handlu jest zapewnienie, żeby "handel był dokonywany tak sprawnie, w sposób tak swobodny i żeby był tak przewidywalny, jak to tylko możliwe". W rzeczywistości jednak konkurencja nie sprzyja zyskom i kapitaliści (oraz rządy ich reprezentujące) o tym wiedzą. Dane państwa oraz koncerny (zwłaszcza te bogate i wpływowe) nie są zainteresowane liberalizacją rynków, a raczej pragną ich wybiórczo traktowanej ochrony. W praktyce ŚOH oraz jej kraje członkowskie wspierają politykę niesymetrycznej liberalizacji stojącą w jawnej sprzeczności z ideologią otwartości po to, aby chronić swoje rynki lub produkty na nich wytwarzane. Ta zabawa nazywa się "wolnym rynkiem". Wygrywa ten, kto będzie w stanie zamaskować sytuację monopolu cen (lub spowodować jej zaistnienie), utrzymać względne zyski oraz złagodzić presję rywalizacji. Właśnie dlatego "strategiczna polityka handlowa" oraz "polityka wolnego handlu" są przeważnie synonimami - wszyscy wiedzą, że to drugie istnieje jedynie w teorii. Ten chimeryczny stosunek ŚOH oraz jej członków do liberalizacji zaczął być powszechnie zauważany, zwłaszcza od momentu, gdy krytycy handlu obnażyli wpływ, jaki zawarte umowy mogą wywrzeć na konkretne gałęzie przemysłu i kraje. Krytycy Rundy Urugwajskiej z 1994 roku twierdzą, że wiele z umów, które tam zawarto liberalizują handel tylko w wypadku, gdy leży to w interesie Państw Uprzemysłowionych. Gałęzie ważne dla Państw Południa są chronione bardziej, w sposób wybiórczy - przede wszystkim jeśli chodzi o produkty rolne i inne towary.

Znacznie bardziej rzucający się w oczy jest protekcjonizm korporacyjny w przypadku na przykład prób regulowania przez Państwa Uprzemysłowione handlu prawami autorskimi do własności intelektualnych (TRIP - Trade Related to Intellectual Property). TRIP-y chronią właścicieli zatwierdzonych prawa autorskich i patentów, umożliwiając im zdobywanie odpowiednich profitów we wszystkich krajach członkowskich. Członkowie ŚOH muszą dostosować swoje prawa dotyczące ochrony patentów do "odgórnych wytycznych", tak aby właściciele praw mogli odzyskać kapitał zainwestowany w badania i udoskonalanie swoich prac (nawet jeśli takie badania i udoskonalania oznaczają poszukiwanie i opatentowanie okazów roślin występujących w krajach rozwijających się). Właścicielom praw do patentów gwarantuje się co najmniej dwudziestoletni okres monopolu w dziedzinie rozprowadzania ich produktów. Czy właśnie tak ma wyglądać wolny handel? W praktyce korporacje-monopole chronione przez TRIP-y są na przykład w stanie zniweczyć starania Republiki Południowej Afryki w sprawie dostarczania tanich środków przeciwko AIDS dla ludzi. W ten sposób Stany Zjednoczone, w imieniu swoich potężnych koncernów farmaceutycznych podważyły prawo dotyczące lekarstw obowiązujące w RPA, które wspiera import i udzielanie licencji dla tańszych popularnych wersji tych i innych kluczowych dla życia pacjentów leków. Krótko, "liberalizacja" promowana w ramach ŚOH z mocnym nastawieniem na to, aby zagwarantować odpowiednie korzyści Państwom Uprzemysłowionym i ponadnarodowym korporacjom działającym w tych krajach.

Reguły, którymi kieruje się ŚOH zaczynają działać w momencie gdy korporacje międzynarodowe napotykają bariery ze strony lokalnych i krajowych praw i konkurencji. Nierówne traktowanie wpisane w funkcjonowanie tych reguł, zwłaszcza w handlu między Północą a Południem jest najbardziej widoczne, jeśli spojrzymy na bardzo twarde i zawiłe regulacje i procedury obowiązujące w tej instytucji. No i w końcu, jeśli mowa tu rzeczywiście o wolnym handlu, to dlaczego negocjowanie reguł dla tego systemu trwało tak długo i czemu dokument je zawierający liczy sobie ponad 900 stron?

Mit drugi: Promujemy równy dostęp do w pełni uregulowanego systemu handlu

Wiele państw rozwijających się widzi w ŚOH możliwość lepszego dostępu do rynków państw rozwiniętych, ponieważ system ten (teoretycznie) zabrania nakładania nieuzasadnionych ograniczeń na handel, na przykład w postaci wysokich ceł czy kontyngentów. Tak naprawdę jednak reguły rządzące ŚOH umożliwiają państwom rozwiniętym ograniczać import z krajów rozwijających się, jednocześnie zmuszając je do liberalizacji własnych rynków, z czego korzystają przede wszystkim koncerny zachodnie. Prawa przyjęte przez ŚOH ograniczają na przykład cła na wytwarzane produkty, ale umożliwiają stosowanie wyższych opłat na wiele towarów eksportowanych przez państwa rozwijające się. Tak więc cło amerykańskie na sok pomarańczowy wynosi 31 procent, podczas gdy średnia opłata za towary przemysłowe jest mniejsza niż 5 procent. Państwa uprzemysłowione utrzymują też kontyngenty dotyczące towarów importowanych z państw rozwijających się, na przykład wyroby tekstylne i odzież. Oprócz tego Porozumienie Dotyczące Rolnictwa przyjęte przez ŚOH nakazuje państwom rozwiniętym redukcję dotacji do ich tradycyjnie mocno rozwiniętego rolnictwa do 20 procent, podczas gdy państwom rozwijającym się, które zwykle nie posiadają takiego systemu subsydiowania, zabrania się w ogóle ustanowienia dotacji. W rezultacie pozbawieni ochrony rolnicy z Południa muszą sprzedawać swoje produkty na "wolnym rynku", na którym ceny są zaburzone przez panoszące się na nim, bardzo mocno dotowane przedsiębiorstwa rolnicze z Zachodu.

Proces Rozwiązywania Sporów wewnątrz ŚOH daje tej organizacji najpotężniejsze możliwości wcielania prawa na arenie międzynarodowej. Klauzule ŚOH, w przeciwieństwie do wielu porozumień w ramach ONZ, są wiążące dla rządów, a państwa, które nie dostosują swojego prawa do zasad wymagań nakładanych na nie przez ŚOH są narażone na karę w postaci sankcji handlowych. Teoretycznie każde państwo członkowskie jest w stanie podważyć decyzję ŚOH, ale w praktyce większość rozpatrywanych apelacji pochodzi z bogatych krajów. Same Stany Zjednoczone do końca 1999 roku wniosły ponad 50, ze 117 zgłoszonych, protestów. Ponadto państwa zgłaszające sprzeciw w systemie rozwiązywania sporów w ŚOH muszą być gotowi na zmierzenie się z zespołem urzędników zajmujących się handlem i prawników pracujących dla danych korporacji, którzy zostają wyznaczeni bez względu na możliwe konflikty interesów i obradują za zamkniętymi drzwiami. W przeciwieństwie do prawodawstwa obowiązującego w większości państw demokratycznych dostęp do materiału dowodowego w danej sprawie jest ściśle ograniczony, a sprawozdania z zeznań są dopuszczone jedynie na zasadzie dyskrecji ze strony rządów, których dotyczy rozprawa. Mając ograniczone możliwości utrzymania sprawnego zespołu wysoko wyszkolonych radców prawnych, biedne państwa zwykle rezygnują ze stosowania praw, które mogą być uznane za sprzeciwiające się ŚOH, aby nie narazić się w ten sposób na ryzykowne, kosztowne batalie sądowe.

Mit trzeci: To jest demokratyczna struktura

"Kiedy słyszę, jak ktoś mówi o ŚOH, że jest niedemokratyczna, myślę wtedy o ambasadorze Indii, największej demokracji na ziemi. Przychodzą mi też na myśl małe państwa wyspiarskie, które muszą uformować rząd dla kilku tysięcy ludzi. To jest ich instytucja. Jest ona na tyle demokratyczna, na ile to możliwe" (Michael Moore, przewodniczący ŚOH, wrzesień 1999)

ŚOH w teorii miała promować więcej demokracji i jasność reguł w negocjacjach dotyczących światowego handlu, dając każdemu z państw członkowskich prawo głosu, co jest czymś nadzwyczajnym, jeśli spojrzymy na przykład na restrykcyjny system głosowania, uzależniony od sytuacji ekonomicznej danego państwa, który stosowany jest w Banku Światowym i Międzynarodowym Funduszu Walutowym (MFW). Ale w rzeczywistości nie ma zbyt wielu dowodów na demokratyczność działań ŚOH. Stany Zjednoczone, Unia Europejska (UE), Kanada i Japonia (ochrzczone jak "Czwórca"), zwyczajowo wypracowują porozumienia podczas nieformalnych spotkań w "zielonym pokoju", które swą nazwę przyjęły od pomieszczenia, w którym odbywają się te potajemne rozmowy w siedzibie ŚOH w Genewie. Czwórca wykorzystuje swój znaczący ekonomiczny i polityczny wpływ, aby tworzyć "konsens" wokół decyzji podejmowanych bez udziału wszystkich członków ŚOH.

Podczas rozmów w Seattle przedstawiciele państw rozwijających się narzekały na brak demokracji w procesie podejmowania decyzji w ŚOH, który przyczynił się do zerwania negocjacji. Nawet jeśli ktoś uzna, że 135 rządów wchodzących w skład ŚOH jest uprawnionymi przedstawicielami swoich narodów, czy możemy założyć, że programy handlowe ustanowione przez te rządy są efektem demokratycznej partycypacji i dysputy? Nawet w krajach z panującym systemem demokratycznym na arenie publicznej rzadko dyskutuje się o szczegółach handlu międzynarodowego. W Stanach Zjednoczonych polityka "żelaznego trójkąta" oznacza, że grupy związane z handlem przemysłowym mają możliwość bezpośredniego dostępu do urzędników związanych z handlem, którego przeważnie nie można im odmówić. Ponad 500 koncernom i przedstawicielom biznesu nadano oficjalny status "doradców handlowych" USA podczas rozmów w Seattle. Z drugiej strony, obrońcy ochrony środowiska musieli procesować się z rządem federalnym, aby zostało wcielone w życie prawo obowiązujące w Stanach Zjednoczonych wymagające, aby wszyscy zainteresowani byli reprezentowani w federalnych ciałach doradczych. Na ile jest to demokratyczne? Szeroko dyskutowana w 1999 roku "wojna bananowa" między USA i Unią Europejską (przy czym żadne z tych państw nie wyhodowało nawet jednego banana na eksport) została postawiona przed "trybunał" ŚOH przez pojedynczego człowieka, Carla Lindera, jednego z szefów największego na świcie dystrybutora bananów, Chiquita. Jako wielki ofiarodawca na rzecz obydwu partii politycznych, według tygodnika Economist, "gorliwie wspierał administrację Clintona", aby powstrzymać zapędy UE do faworyzowania eksportu bananów z krajów post-kolonialnych na Karaibach, zapewniając skutecznie swojej firmie prawa monopolisty w Europie.

Ale może mamy tu do czynienia z fundamentalnym nieporozumieniem co do prawdziwego znaczenia pojęcia demokracji. W wywiadzie dla Financial Times Moore wyraził swoją wściekłość faktem, że organizacje pozarządowe (NGOs - nongovernmental organizations), które "nigdy niczego nie sprzedały, nigdy nie otrzymały żadnego głosu i tak naprawdę nic nie robią, wyszły na ulice i zaatakowały ŚOH [za to, że nie jest demokratyczna]". Oczywiście, nie podlegające procesowi wyborczemu, nie przynoszące zysków, nic-nie-robiące grupy stronników w tej sprawie nie mają do odegrania żadnej roli w demokracji zdefiniowanej przez nowy ład światowy związany z ŚOH.

Mit czwarty: Tu chodzi o korzyść dla najbiedniejszych

"Im bardziej opóźniamy start (kolejnej rundy) negocjacji, tym więcej przegrywają najbiedniejsi z nas" (Michael Moore, grudzień 1999)

ŚOH utrzymuje, że "pomaga biednym" na dwóch poziomach. Na poziomie międzynarodowym handel ma stymulować wzrost ekonomiczny (pomagając w ten sposób biednym krajom). Na poziomie krajowym handel ma jakoby prowadzić do wzrostu dochodów i obniża koszty życia (pomagając biednym ludziom). Ale wśród specjalistów związek między liberalizacją handlu, wzrostem gospodarczym i zmniejszeniem poziomu biedy jest o wiele bardziej problematyczny, niż próbują nam to wmówić adwokaci wolnego handlu. Szeroka i stale powiększająca się przepaść pod względem wzrostu gospodarczego i dystrybucji dochodu między narodami sprawiła, że wielu analityków stało się sceptycznych co do związku pomiędzy liberalizacja importu a poziomem rozwoju gospodarki. No i na koniec, proste założenie ŚOH, że otwartość ma pierwszeństwo nad jakimkolwiek innym rozwiązaniem jest pochopne, lub w ogóle błędne. Przecież bogactwo danego kraju zależy znaczniej mniej od ułatwień w handlu niż od tego, czym tak naprawdę się handluje. Cały problem nie polega na uwikłaniu w globalne łańcuchy towarowe, ale na tym, w którym ich fragmencie dane państwo się znajduje.

Następnie pojawia się pytanie o stosunek handlu do redukcji poziomu biedy. W przypadku wielu krajów uprzemysłowionych handel globalny z pewnością prowadzi do wzrostu dochodów, ale, przeważnie na samych szczytach, doprowadza jednocześnie do niespotykanej dotąd polaryzacji. Podczas gdy coraz bardziej docenia się umiejętności i wykształcenie, a wysoko opłacane miejsca pracy w przemyśle przesuwają się na Południe, państwa takie jak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania stają się społeczeństwami dwubiegunowymi jeśli chodzi o pracę i zarobki. W całym rozwiniętym świcie, a zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, trwałe ubóstwo pozostaje problemem niemożliwym do zlikwidowania. Pomimo pędu biednych krajów do radykalnego otwierania swoich rynków, w dalszym ciągu pod znakiem zapytania pozostaje kwestia, czy biedni obywatele tych państw będą mogli z tego skorzystać. Niektórzy komentatorzy zadaliby jeszcze bardziej kłopotliwe pytania. W nieda

wnym artykule redakcyjnym w World Development Michael Lipton stwierdza, że "mamy jasne dowody na poparcie tezy, że [los] biednych ludzi w danym kraju nie jest związany bezpośrednio ani ze wzrostem tego kraju ani z jego poziomem liberalizacji". Innymi słowy, zakładany związek między liberalizacją, dystrybucją i wzrostem może zachodzić w przypadku pojedynczych państw w odpowiednich warunkach. Jednak utrzymywanie, że związki te występują powszechnie jest odważnym zdaniem się na naiwną wiarę w obliczu świadczących o czymś zupełnie innym faktów.

Mit piąty: "Poboczne porozumienia" związane z pracą i ochroną środowiska mogą rozwiązać obecny kryzys

Reakcje Billa Clintona na protesty przeciwko ŚOH zarówno przed, jak i podczas trwania negocjacji w Seattle miały zmusić do ustanowienia grup roboczych zajmujących się kwestiami pracy w ramach ŚOH. Choć takie podejście może uspokoić robotników w USA, nie wydaje się, żeby miało ono przynieść jakiekolwiek owoce w wielostronnych negocjacjach, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę opór większości członków z rozwiniętych państw, którzy twierdzą, że ich "porównywalna korzyść" związana jest z tanią siłą roboczą. Nawet stronnicy praw pracowniczych i ochrony środowiska powinni sprzeciwić się podejściu proponującemu "poboczne porozumienie", które miałoby jakoby "oswoić" ŚOH. Wywołałoby ono raczej nowe kwestie w ramach tego samego, skażonego od podstaw, a jednak potężnego Procesu Rozwiązywania Sporów, i jeszcze bardziej wzmocniło supremację bogatych państw nad biednymi. Bardziej skutecznym sposobem promowania praw pracowniczych i kwestii ochrony środowiska byłoby podporządkowanie prawa globalnego handlu ONZ i Międzynarodowej Organizacji Pracy. W ten sposób już istniejące międzynarodowe reguły związane z prawami człowieka i porozumieniami na temat ochrony środowiska nie byłyby narażone na sponiewieranie przez prawa, którymi kieruje się ŚOH..

Mit szósty: Nie ma innego rozwiązania

Jak widać z omawianych powyżej dyskusji, definicja "wolnego handlu" promowana przez ŚOH opiera się na wybiórczej ochronie specyficznych interesów państw rozwiniętych - jak hodowców pomarańczy z Florydy czy wielkich koncernów farmaceutycznych - i jest wspierana przez radykalne i szybkie otwieranie się rozwijających się gospodarek na rynki globalne. I cóż w tym takiego nieuniknionego? Podczas gdy protesty w Seattle stały się słyszalne na całym świecie, jasne stało się, że uroczyste oznajmienie rozszerzenia mandatu ŚOH dotyczyło projektu, który z pewnością nie został do końca przemyślany, a Economist musiał uznać, że "globalizacja nie jest nieodwracalna". Z pewnością nie jest też nieunikniona. Sukces protestów z Seattle w celu zakłócenia negocjacji na temat poszerzenia ŚOH otworzył drzwi dla nadziei, że może trzeba będzie opóźnić "koniec historii". Protesty te wytworzyły nową przestrzeń w polityce, dzięki której obywatele będą w stanie poszerzyć swoją wiedzę na temat ekonomii i domagać się głosu w podejmowaniu decyzji dotyczących alternatyw przyszłego rozwoju gospodarczego.

Kluczową sprawą jest, aby przestrzeń tę powiększać. W przeciwieństwie do tego, co utrzymuje propaganda ŚOH i amerykańscy przedstawiciele handlowi sprawy te z pewnością nie są jeszcze rozwiązane.

Naszym zadaniem na lewicy jest wypracowanie szerszej krytyki liberalizacji w stylu ŚOH i liberalizacji gospodarczej. Musimy umieszczać te kwestie w naszych programach badawczych, stawiać je podczas zajęć lekcyjnych w szkołach i mówić o nich publicznie na co dzień. Starania zmierzające do stworzenia świata opartego na sprawiedliwości społecznej i równowagi w środowisku naturalnym zależą od naszego udziału w demokratycznych procesach podejmowania decyzji. Kultywowanie świadomości społecznej i cnót obywatelskich nakierowanych na taki udział jest najważniejszym wyzwaniem dla lewicy na początku 21 wieku.

 

Jackie Smith i Timothy Patrick Moran pracują jako assistant professors na Wydziale Socjologii State University of New York w Stony Brook. Smith jest współwydawcą Transnational Social Movements and Global Politics: Solidarity Beyond the State.

 


Copyright 1999 by the Foundation for the Study of Independent Social Ideas, Inc. Readers may redistribute this article to other individuals for noncommercial use, provided that the text, all HTML codes, and this notice remain intact and unaltered in any way. This article may not be resold, reprinted, or redistributed for compensation of any kind without prior written permission from the author. If you have any questions about permissions, please contact editors@dissentmagazine.org, or write to Dissent, 521 Fifth Avenue, Suite 1700, New York, NY 10017.

tłumaczenie za zgodą redakcji Dissent

 

 
 
Wrocław, 10.07.2000